Strona główna / Popularnonaukowe / Czarne dziury, czyli uwięzione światło

Aktualności

08.07.2020

Spotkanie z Wiktorem Krajewskim w Warszawie

We wtorek 21 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Restauracji Endorfina Foksal w Warszawie (ul. Foksal 2) na spotkanie z Wiktorem Krajewskim, autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać".

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.06.2020

Przemysław Staroń o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia

Zapraszamy do obejrzenia nagrania w którem Przemysław Staroń (Nauczyciel Roku 2018) opowiada m. in. o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia.

Bestsellery

TOP 20

  1. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  2. Aksamitka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Franka. W obcym domu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Czarne dziury, czyli uwięzione światło

Kitty Ferguson

Stanisław Bajtlik

Czarna dziura rynku

Niepodobne do niczego innego czarne dziury fascynują uczonych i laików swymi własnościami. Są obiektami materialnymi, bo oddziałują na świat zewnętrzny deformując czasoprzestrzeń i wpływając na ruch materii w ich otoczeniu. Nie można jednak stwierdzić, z czego są zrobione. Są prawdziwymi dziurami w czasie i przestrzeni.

Często można spotkać stwierdzenie, że istnienie czarnych dziur jest najbardziej zaskakującym przewidywaniem ogólnej teorii względności, a za ich najistotniejszą własność uważa się więzienie przez nie światła. Jest w tym sporo racji, ale nie do końca. Podobnie jak niektóre inne przewidywania teorii Einsteina, takie jak uginanie promieni świetlnych przez masywne obiekty czy precesja orbity Merkurego, także istnienie ciał, z których światło nie może się wydostać, było przewidywane dużo wcześniej. Uwięzienie światła przez masywne gwiazdy rozważali pod koniec XVIII wieku angielski filozof John Michell i francuski matematyk i fizyk Pierre-Simon de Laplace. Ogólna teoria względności pozwala poprawnie okreslić wielkość efektów grawitacji, których ilościowe przewidywania w teorii Newtona były błędne, a także odkryć szereg własności czarnych dziur, niemożliwych do przewidzenia w teorii Newtona. To piękny przykład zastępowania (a nie obalania) jednej teorii fizycznej przez teorię od niej szerszą, która wyznacza też zakres stosowalności teorii wcześniejszej.

Równolegle z zainteresowaniem badaczy termin "czarna dziura" wszedł do potocznego języka i bywa używany w życiu codziennym przez matki łajające dzieci, za to iż "twój pokój (szuflada, szafa, tornister, przestrzeń za tapczanem - niepotrzebne skreslić) to istna czarna dziura, w której wszystko ginie". Nawet ludziom tak od nauki i wiedzy dalekim, jak politycy i dziennikarze, zdarza się mowić o ZUS-ie (górnictwie, rolnictwie, lecznictwie, oświacie, PKP, kulturze, ...) jako o "czarnej dziurze, pożerającej wypracowane przez społeczeństwo pieniądze". W obu tych potocznych użyciach terminu chodzi o jedną z najważnejszych własności czarnych dziur - nie ma z nich wyjścia, co raz przez nie pożarte, zostaje pożartym na zawsze.

Wyszukiwarka internetowej księgarni Merlin po wpisaniu hasła "czarne dziury" proponuje aż 8 tytułów, a inne, bezpośredno z czarnymi dziurami związane hasła, takie jak np. "grawitacja", lub nazwiska autorów jak Hawking, czy Penrose, odsyłają do kilku następnych. Jedna z tych pozycji to właśnie wydane Czarne dziury, czyli uwięzione światło Kitty Ferguson.

Skąd książki na tak trudny temat wzięły się na półce księgarskiej? Położyła je tam niewidzialna ręka wolnego rynku. Ta sama niewidzialna ręka, która, gdy my pracujemy, bawimy się, czy śpimy, nieustannie czuwa, by na ulicach nie zabrakło samochodów, a przez Wisłę nie prowadziło zbyt wiele mostów, by sieć warszawskiego metra rozciągała się od Kabat do Placu Defilad, a post-pegeerowskie dzieci nie musiały martwić o dojazd do szkoły; ta właśnie ręka wymacała na półkach księgarskich wolną przestrzeń i zapełniła ją książką Kitty Ferguson. Wolna przestrzeń czekała na dzieło napisane według najlepszej, amerykańskiej szkoły popularyzacji nauki. Ferguson pisze trochę o historii problemu, wykłada nieco elementarnej fizyki, trochę uwodzi czytelnika teoriami, które jeszcze nie istnieją (prawami kwantowej grawitacji, tunelami czasoprzestrzennymi i wszechświatami równoległymi), a pamiętając o tym, co czytelników najbardziej interesuje, przytacza liczne anegdotki z życia badaczy czarnych dziur. Bardzo rzetelna, profesjonalna robota popularyzatorska. Tak dobrej książki na temat czarnych dziur jeszcze w Polsce nie było.

Skoro nie było, to skąd moje uczucie deja vu przy jej czytaniu? Książka bardzo przypomina monografię Kipa S. Thorna Black Holes and Time Warps: Einstein's Outrageous Legacy, wydaną kilka lat wcześniej w USA. Nawet rysunki, zdjęcia i anegdotki są te same. Opus magnum Thorna było 620-stronicową cegłą dla fizyków. Kitty Ferguson umiejętnie streszcza je dla niecierpliwych i niezaawansowanych, którym wystarczy 230 stron. Mam jednak wątpliwości, czy poeci i atleci, którym trzeba przypominać szkolne prawa ruchu planet, będą mogli zrozumieć czym są: piana kwantowa, fluktuacje próżni, hiperprzestrzeń itp., o których również wspomina Ferguson? Ale może nie o to chodzi? Może, zgodnie z prawami gatunku, wystarczy sama rekreacyjna przyjemność obcowania z tymi terminami i uczonymi w ich zabawnych sporach, a zrozumienie odłożymy na kiedy indziej?

Przy okazji miło stwierdzić, że polscy astrofizycy weszli (za życia!) do Panteonu badaczy czarnych dziur. W książce omawiane są odkrycia aż trzech polskich uczonych: Marka A. Abramowicza, Jana Piotra Lasoty i Bohdana Paczyńskiego. Próżna jednak nadzieja czytelnika, który sięgnie po Czarne dziury, by dowiedzieć się, co robią uczeni w Polsce. Wszyscy trzej rodacy od dwudziestu lat pracują za granicą. Czy niewidzialna ręka tam ich z Polski wypchnęła, czy też tam dopiero dopadła?

Latarnik