Strona główna / Literatura faktu, historia / Rok koguta. O Chinach, rewolucji i demokracji

Aktualności

22.01.2021

Nie żyje Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel)

Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy, że 22 stycznia 2021 r. zmarł Henryk Jerzy Chmielewski (Papcio Chmiel).

Wywiady

19.11.2020

Niksen jest jedną z form dbania o siebie

Czy wiecie, jak ważne jest to, by co jakiś czas wykroić sobie z codzienności chwilę na nicnierobienie? Niby ciągle mówią o tym psychologowie i coache, ale teraz mamy to czarno na białym: Agnieszka Drotkiewicz rozmawia o niezbędności lenistwa z Olgą Mecking, autorką książki o tajemniczym pojęciu "niksen".

Posłuchaj i zobacz

24.01.2021

Ewa Kempsity-Jeznach gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Ewą Kempsity-Jeznach, autorką książki "Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pięć Stawów. Dom bez adresu Beata Sabała-Zielińska
  2. Śreżoga Katarzyna Puzyńska
  3. Uciekłam z arabskiego burdelu Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »

Rok koguta. O Chinach, rewolucji i demokracji

Guy Sorman

Hanna Shen

Komunizm potiomkinowski

W Pekinie tylko wybrani komunistyczni oficjele mogli przeczytać poświęconą Chinom książkę Guy Sormana. Strażnicy władzy komunistycznej w ChRL uznali, że podane przez Sormana fakty są prawdziwe, lecz wyrazili swoje rozczarowanie, iż autor "nie wierzy że Partia może naprawić istniejący stan rzeczy". I tu akurat mieli rację. Sorman chińskim komunistom nie wierzy. Wierzy im za to pan Konrad Rajca, który najpierw w "Najwyższym Czasie", a potem na stronach Prawica Net zamieścił recenzję książki Sormana "Rok koguta. O Chinach rewolucji i demokracji". Panu Rajcy mogłabym pogratulować tylko jednego. Otóż dawno już nie czytałam takiego panegiryku na cześć władzy komunistycznej w Chinach - i to na łamach prawicowych mediów, o tempora!, o mores! Nawet pekińscy komuniści nie zdobyli się na aż tak zażartą i jednostronną krytykę tej książki.

Wątpliwe osiągnięcia
Francuski autor chińskim komunistom nie wierzy, ale wierzy im jego polski recenzent, który serwuje czytelnikom całą serię stwierdzeń na temat jakościowych osiągnięć najlepszego z systemów polityczno-gospodarczych. Otóż Chińczycy mogą ponoć swobodnie podróżować po swoim kraju, a nawet mogą zawierać małżeństwa z osobami z innych prowincji. Jest też dobra wiadomość dla tych z Państwa, którzy wybierają się do Chin: nie będziecie tam Państwo "traktowani jak intruzi", a żaden Chińczyk nie zostanie skazany na karę śmierci za to, że uczył Was języka chińskiego. Być może zostanie skazany na śmierć za coś innego, ale za naukę języka - nie. Prawda jaka ulga? Jednym słowem: ewolucja! A to tylko dodatek do wspaniałych osiągnięć chińskiej gospodarki, dzięki którym bogaci się dziś około 200 tysięcy Chińczyków (na 1 miliard i 300 milionów ludności). Chiny stanowią 20% ludności świata, ale ich udział w światowej produkcji to zaledwie 3%. Pozbawiona innowacji chińska gospodarka opiera się na taniej sile roboczej kopiowaniu cudzych wzorów i piractwie. Gdy Tajwan i inne azjatyckie tygrysy ekonomiczne postawiły na doskonalenie pracowników, Chiny wybrały ich wyzysk. Sorman uznał sytuację mieszkańców chińskiej wsi przemieszczających się po kraju w poszukiwaniu pracy za znacznie gorszą od warunków, w jakich żyją emigranci zarobkowi (np. Meksykanie w USA czy Polacy w Anglii). Zresztą jak tu coś doskonalić skoro komunistyczne Chiny wydają na edukację poniżej 3% PKB (dla porównania: niemal równie licznie zamieszkałe Indie powyżej 4% a drugie chińskie państwo, czyli Tajwan - 6%).

Odnowiona ideologia
W Korei Południowej książka Sormana ukazała się pod znamiennym tytułem "Kłamstwo zwane Chinami; Chiny za parawanem rozwoju ekonomicznego". Ten tytuł brzmi jak najkrótszą recenzja, a Sorman - przeciwnie niż wielu innych zachodnich intelektualistów - nie rozpowszechnia fałszerstw tworzonych przez komunistyczną propagandę. Sam mówi, że "Rok Koguta" to tylko "zbiór relacji ze spotkań z niezłomnymi Chińczykami, spotkań, które odbyły się w 2005 roku - Roku Koguta". Wielu "użytecznych idiotów" bezmyślnie egzaltuje się "rewolucyjną egzotyką Chin" i powtarza za chińskimi władzami, że wolność słowa i sprawiedliwe sądy nie są dla Chińczyków. Tymczasem Chińczycy na Tajwanie i w Hong Kongu oraz chińscy emigranci w USA i Europie choć niekoniecznie przejmują zachodni styl życia to przecież potrafią cieszyć się wolnością i demokracją. To tylko powiązana z bezpieką i międzynarodowymi gangami elita rządząca komunistycznych Chin nie może zaakceptować systemu opartego na wolności słowa i prawach człowieka. Zresztą zgadzając się na jedno i drugie - władza ta wydałaby na samą siebie ostateczny wyrok. Komuniści zajęci są więc dziś umacnianiem władzy do czego przydaje im się konfucjańska zasada negowania ludzkiej wolności i równości. Chińska Partia Komunistyczna lubi przedstawiać się jako spadkobierczyni konfucjanizmu (który wcześniej sama zniszczyła). Ostatnio zresztą konfucjanizm odrodził się na amerykańskich uczelniach wśród zamorskich Chińczyków. Pekińscy komuniści podchwycili ten uniwersytecki produkt (zwany niekiedy neokonfucjanizmem), gdy zobaczyli jak chętnie Zachód to kupuje. Odtąd "użyteczni idioci" (także ci z kręgów neokonserwatywnych) mogą do woli zachwycać się rządzącymi w Chinach już nie marksistami, lecz neokonfucjanistami, pisać hymny pochwalne na cześć "despotyzmu oświeconego", zbrodnie popełniane przez komunistów (neokonfucjanistów) tłumaczyć koniecznością dziejową, a morderstwa dokonywane przez komunistycznych tyranów (o, przepraszam: przez neokonfucjanistycznych pragmatyków) przedstawiać jako niezbędną cenę przemian.

Lekcja Kościoła i "Solidarności"
Nie samym produkowaniem bajeczek dla Zachodu zajmują się jednak działacze Komunistycznej Partii Chin Ludowych. Oni cały czas bacznie obserwują, co się na świecie dzieje, a obserwacje te dostarczyły Pekinowi wielu pouczających lekcji. Komunizm upadł w Związku Sowieckim, bo zgodzono się na reformy polityczne. A więc: nie - dla reform politycznych. Swobodnie wypowiadający się lub piszący petycje protestacyjne intelektualiści są niebezpieczni. Już zastąpiono ich kadrą wykształconych i dyspozycyjnych wobec władzy mandarynów. A jakie wnioski wyprowadzili chińscy towarzysze z polskich doświadczeń? Związki zawodowe i Kościół są szkodliwe, więc muszą być zakazane lub - jak w przypadku Kościoła katolickiego - kontrolowane. "Różnice między zamożną a ubogą częścią Chin są tak gigantyczne jak na przykład między Norwegią a Senegalem" - pisze Sorman. Chińskie społeczeństwo jest ponad miliardową mieszanką wybuchową. Tylko w zeszłym roku wybuchło w ChRL około 50 tysięcy buntów, a setki tysięcy Chińczyków jest przetrzymywanych (często bez procesu) w "centrach reedukacji przez pracę". W Państwie Środka może dojść do wybuchu wielkiej rewolty społecznej albo do epidemii (co roku na sam tylko AIDS umierają tu pozbawione podstawowej opieki miliony chorych). Może też upaść system bankowy oparty na udzielaniu nigdy nie spłacanych kredytów zadłużonym po uszy firmom państwowym. Taka jest niewygodna dla komunistów opisana przez Sormana i wielu innych autorów prawda o komunistycznych Chinach. Lecz ta prawda jest i była niewygodna także m. in. dla części badaczy Chin, którzy w zamian za wizę lub stypendium wiernie służyli panom ChRL swoim piórem i językiem. Prawda ta jest także niewygodna dla niewielkiej grupy ludzi powiązanych z ChRL różnego rodzaju interesami.

Głos, 1 września 2006