Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / Kuba Rozpruwacz. Portret zabójcy

Aktualności

14.09.2020

Prószyński Media kończy wydawanie WIEDZY I ŻYCIA

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

07.09.2020

MOŻE PORA Z TYM SKOŃCZYĆ i posłuchać audiobooka?

Zapraszamy do wysłuchania fragmentu audiobooka "Może pora z tym skończyć" autorstwa Iaina Reida w znakomitej interpretacji Anny Szymańczyk.

Bestsellery

TOP 20

  1. Kobiety '44. Prawdziwe historie kobiet w powstańczej Warszawie Agnieszka Cubała
  2. Perska kobiecość Laila Shukri
  3. Pałac w Moczarowiskach Jacek Skowroński, Maria Ulatowska

Fotogaleria

więcej »

Kuba Rozpruwacz. Portret zabójcy

Patricia Cornwell

Jan Trzciński

Patrycja i Mister Nemo

Nikt nie wie dokładnie, ile prostytutek zamordował grasujący w Londynie na przełomie lat 80. i 90. XIX wieku Kuba Rozpruwacz. Nikt też nie wie, kim był ów psychopatyczny zabójca. Nikt, oprócz Patricii Cornwell. Amerykańska pisarka twierdzi, że choć od zbrodni upłynęło ponad 110 lat, udało jej się dopaść tajemniczego mordercę.
Patricia Cornwell jest jednym z trojga, obok Johna Grishama i Thomasa Harrisa (tego od Hannibala Lectera), najpopularniejszych w USA autorów „kryminałów”. Jej książki wyróżnia miejsce akcji: mroczne historie rozgrywają się głównie w Richmondzie, założonej jeszcze w XVII wieku stolicy stanu Wirginia, gdzie w czasie wojny secesyjnej miały siedzibę władze Konfederacji.
To tutaj mieszka i pracuje ulubiona bohaterka Cornwell - doktor Kay Scarpetta. Scarpetta jest prawnikiem, ale przede wszystkim psychopatologiem i pełni funkcję naczelnego koronera (lekarza sądowego) stanu Wirginia. Być może to jej zawodowe sukcesy sprawiły, że pisarka zapragnęła podobnych splendorów i dla siebie.

Psychopaci i cuccina Italiana
200-tysięczne Richmond to miasto przedziwne. Jego środkiem biegnie pełna stareńkich rezydencji i wiekowych drzew Aleja Pomnikowa. Co kilkaset metrów stoją monumenty przywódców Konfederacji - prezydenta Jeffersona Davisa i jego generałów: Roberta Lee i Stonewalla Jacksona. W panteonie XIX-wiecznych herosów znalazło się, co dziwne, miejsce i dla współczesnego bohatera: to dzierżący w ręku rakietę tenisową Arthur Ashe, pierwszy Murzyn, który wygrał Wimbledon.
Żelaznym punktem wycieczek po Richmondzie jest Biały Dom Konfederacji. Za zwiedzającymi zawsze podążają ,,cienie”, pilnujący, by łasi na konfederackie memorabilia turyści nie próbowali sobie czegoś przywłaszczyć. Wśród zbiorów zadziwiają zadrukowane z jednej tylko strony banknoty dolarowe z lat wojny (konfederaci oszczędzali farbę!) i wzruszające listy młodziutkich żołnierzy Południa z prośbami typu: „Mamo, kiedy dojrzeją arbuzy, przyślij mi proszę jednego na front!”. Miasto stoi stalowniami i tytoniem; to tutaj produkuje się słynne marlboro. Ale na budynkach widać ogromne napisy: „Sprzedajesz papierosy nieletnim? Fajnie! Od 250 dolarów w górę!” (gra słów: „fine” oznacza po angielsku zarówno „fajnie”, jak i „grzywnę”). Na miejskich autobusach dostrzec można inną przestrogę:
„Planujesz napad na bank. Nie zapomnij zabrać ze sobą pistoletu. Kiedy cię złapiemy, dodamy ci za to do wyroku dziesięć lat, bo tego wymaga prawo. A my przestrzegamy prawa”.
Do Londynu strasznie stąd daleko.
Doktor Scarpetta mieszka w drogim domu i jeździ mercedesem (póki przed kilku laty Niemcy nie otworzyli w Alabamie fabryki samochodów tej marki, widok mercedesa wzbudzał w USA zawiść). Jest atrakcyjną kobietą po czterdziestce i może się pochwalić dwoma prestiżowymi dyplomami - wydziału prawa waszyngtońskiego Uniwersytetu Georgetown oraz katedry medycyny Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore. Jej królestwo to prosektorium; jej codzienność - sekcje zwłok ofiar wszelkiego autoramentu zboczeńców i psychopatów, wśród których natknąć się można nawet (jak w powieści „Czarna kartka”) na wilkołaka rodem z Francji. Scarpetta jest pedantyczna i wymagająca, ma ciągoty detektywistyczne i co rusz pakuje się w tarapaty stawiające pod znakiem zapytania jej karierę.
Pija herbatę darjeeling lub kawę bezkofeinową, zna się na winach, nie stroni od dobrej szkockiej. No i - mimo że jest wykształconą i wyzwoloną Amerykanką - gotuje, gotuje, gotuje. Przygotowane przez nią potrawy alla cuccina Italiana złożyły się zresztą na osobny tom - bestsellerową książkę kucharską doktor Scarpetty.
To wszystko okazało się dla pisarki za mało. Będąc służbowo w Londynie i szukając w archiwach Scotland Yardu materiałów do następnych książek o perypetiach Scarpetty, postanowiła prześledzić, niejako przy okazji, historię Kubę Rozpruwacza. By ostatecznie, jak wierzy, ustalić jego tożsamość, wydała sześć milionów dolarów.

W pogoni za cieniem
Patrycja Cornwell urodziła się pół wieku temu w Miami. Gdy miała siedem lat, jej rodzina przeniosła się do prowincjonalnego Montreat w Karolinie Północnej. Opodal mieszkał jeden z najsłynniejszych amerykańskich kaznodziejów Billy Graham. Rodziny zaprzyjaźniły się, a żona Grahama dała któregoś dnia Patrycji swój oprawiony w skórę dziennik i zachęciła ją do pisania. W 1990 roku Cornwell wydała pierwszą książkę z doktor Scarpettą w roli głównej - „Post mortem”. Kolejne („Z nadmiernym okrucieństwem”, „Ofiary przypadku”, „Cmentarz bezimiennych”, „Cóż złego uczynił”, „Materiał dowodowy”, „Punkt zapalny”, „Dziwna zaraza”) uczyniły ją milionerką. Przyniosły jej też angielski „Złoty sztylet” - najbardziej cenioną w świecie nagrodę dla twórców powieści kryminalnych. Powieści Cornwell, przełożone na 31 języków, wychodzą dziś w 34 krajach; w Polsce wydaje je oficyna Prószyński i S-ka.
Z mrożących krew w żyłach opisów zbrodni w książkach Cornwell wiele mógłby się nauczyć nawet twórca postaci Hannibala Lectera, Thomas Harris. Wiedza pisarki pochodzi z pierwszej ręki. Najpierw pracowała jako reporterka działu kryminalnego, później przez sześć lat zdobywała szlify w biurze koronera w Wirginii jako urzędniczka, analityk komputerowy i asystent przy sekcjach zwłok. Służyła też ochotniczo w policji, namiętnie odwiedzając miejsca zbrodni. „Gdybyś zobaczył to, co ja, zmieniłbyś pogląd na ludzkość” - wspominała w jednym z wywiadów.
Nic dziwnego, że musiała ją w końcu zainteresować postać Kuby Rozpruwacza, który podrzynał gardła i rozpruwał brzuchy prostytutkom w londyńskiej dzielnicy Whitechapel. W jednym z listów do Scotland Yardu przesłał nawet policji kawałek ludzkiej nerki, pisząc, że drugą jej część zdążył już zjeść. Podobno znał się na anatomii, podobno mógł być członku rodziny królewskiej, podobno pełnił samobójstwo. Żadna z tych tez nie została nigdy udowodniona, policja umorzyła zresztą sprawę błyskawicznie - w końcu ofiarami były tylko nikomu niepotrzebne ladacznice...
Autorka-milionerka może sobie pozwolić na ekstrawagancję, jak własne prywatne śledztwo w sprawie XIX-wiecznego londyńskiego mordercy. W liczącym 400 stron dziele „Kuba Rozpruwacz. Portret zabójcy” publikuje efekty swego dochodzenia i twierdzi, że odkryła, kim był niezidentyfikowany dotąd zbrodniarz.
Cornwell uznała, że Kubą Rozpruwaczem był obracający się w mocno podejrzanym towarzystwie 28-letni aktor i malarz fin-de-siecle 'u Walter Sickert. Znany był między innymi z tego, że lubował się w portretowaniu aktów kobiet gwałconych i kaleczonych fizycznie przez mężczyzn. Pisarka miesiącami studiowała nabywane na aukcjach i w antykwariatach dzieła Sickerta i jego listy. Kupowała nawet sztylety z epoki i dokonywała eksperymentów na mięsie z rzeźni. Zleciła nadto badania porównawcze DNA Sickerta (zmarłego i skremowanego w roku 1942) i śladów z listów wysyłanych przez rzekomego Kubę Rozpruwacza do policji. Inną ze wskazówek miał być fakt, że Sickert posługiwał się we wczesnych latach scenicznej kariery pseudonimami Mister Nobody lub Mister Nemo (czyli Nikt) - jakimi podpisywał się później autor przesyłek do Scotland Yardu.
W ocenie większości brytyjskich „ripperologów” Cornwell niczego tak naprawdę nie udowodniła. Zarówno wyniki doświadczeń z DNA, jak i pozostałe efekty jej dochodzenia są w świetle osiągnięć współczesnej kryminalistyki tylko poszlakami. Pozwalają mocno zawęzić krąg podejrzanych, wśród których pozostaje Walter Sickert, nie dają jednak tej jednej, wyczekiwanej przez całą Brytanię i świat, niemożliwej do zakwestionowania odpowiedzi.

Tam nie sięgnie żadna drabina
Pytana przez telewizję ABC News o swój ewentualny ostatni posiłek, Cornwell odpowiada: „Żaden. Nic. Tylko post i modlitwa”. Najbardziej żenująca sytuacja, w jakiej znalazła się w życiu? Uczestniczyła kiedyś w nabożeństwie w katedrze waszyngtońskiej, a u jej boku modlili się George Bush senior i jego żona. Gdy podczas Komunii świętej kapłan podawał Patrycji opłatek, ta upuściła go na ziemię. „Coś takiego nie zdarzyło się chyba w całej historii świata” - skonstatowała na głos Barbara Bush. Cornwell pomyślała wtedy, że za chwilę straci ze wstydu przytomność.
Rady, jakich po latach literacko-policyjnej praktyki może udzielić innym? - Chcecie uniknąć w przyszłości sytuacji, w której młodociany psychopata przychodzi do szkoły z ukradzioną rodzicom bronią i zabija dwadzieścioro dzieci, w tym, być może, wasze własne? To przypatrujcie się bacznie temu, co dzieje się na podwórku. Przyszli mordercy to ci, którzy dziś maltretują i torturują psy i koty. Jedziecie w delegację? Bierzcie w hotelu pokój na najniższych piętrach. Przez lata pracowałam z facetami od pożarów i zbrodniczych podpaleń. Nigdy w życiu nie widziałam, by którykolwiek z nich wynajął pokój na 20. piętrze. Oni wiedzą, że gdy hotel stanie w ogniu, tak wysoko nie sięgnie żadna drabina.

Bez względu na to, czy Kubą Rozpruwaczem był Walter Sickert, czy ktoś zupełnie inny, nowa książka Cornwell cieszyć się będzie popularnością. I jeżeli nawet pisarka myli się co do tożsamości mordercy, to jej życiowych wskazówek, jak i perypetii doktor Scarpetty lepiej nie bagatelizować. Jest w nich mimo wszystko bardzo, bardzo dużo prawdopodobieństwa.

Tygodnik Powszechny, 21 listopada 2004