Strona główna / Biografie, wspomnienia / Przewodnik inteligentnego snoba według Franciszka Starowieyskiego

Aktualności

24.09.2021

Spotkanie online Pauliną Młynarską

W piątek 24 września o godz. 20:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Pauliną Młynarską, autorką książki "Moja lewa joga".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

18.09.2021

Rozmowa z Anną Karpińską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Anną Karpińską, autorką książki "Kiedy nadejdziesz".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Martwiec Katarzyna Puzyńska
  3. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston

Przewodnik inteligentnego snoba według Franciszka Starowieyskiego

Izabela Górnicka-Zdziech, Franciszek Starowieyski

Tomasz Zbigniew Zapert

Bobrowy kamień herbu Rogala

Franciszek Starowieyski należy do najbarwniejszych postaci polskiej kultury minionego półwiecza. Dobrze się stało, że Izabela Górnicka-Zdziech przelała na papier co smakowitsze epizody z życia artysty.

Po prawdzie nazywa się von Biberstein Starowieyski i jest potomkiem zacnego rodu szwajcarskiego, który podupadł w średniowieczu na skutek udziału w wyprawach krzyżowych. Rodowe włości Bibersteinów (czyli bobrowych kamieni) przejęli ich sąsiedzi - Habsburgowie - zdaniem bohatera książki rycerze-zbójcy. „Nazwisko Habsburg oznacza mniej więcej: masz, k..., zamek!” - wyjaśnia.

ZMP i AZS

Artysta sugeruje, że gdyby nie wojna, zostałby architektem. Ta dziedzina sztuki wciąż jest mu bliska. Dość przypomnieć makietę czaszki, którą u schyłku PRL zainstalował na dachu mokotowskiego wieżowca. Manifestacja artystyczna zainaugurowała debatę na temat urody blokowisk. A niedawno zaproponował wysadzenie biurowca na Placu Saskim, zasłaniającego fasadę Teatru Wielkiego.

Na kartach książki rozlicza się z własną przeszłością. „Wiara w to, że z gruzowisk powstanie nowa Polska, kazała młodym angażować się w socjalizm” - tłumaczy akces do Służby Polsce u schyłku lat 40. ubiegłego stulecia. Pracując jako junak oglądał na Dolnym Śląsku spustoszenia, jakich dokonali krasnoarmiejcy rabujący co popadnie. Podczas studiów działał w Związku Młodzieży Polskiej. W tym czasie poważnie zainteresował się sportem. Należąc do Akademickiego Związku Sportowego otrzymał płatne zajęcie: „Wpadało z tego zawsze parę groszy, co było szczególnie istotne, tak jak ja, nie miało się stypendium (...) To fikcyjne miejsce pracy trzeba było co pewien czas odwiedzać, podpisać listę, itd.” Dostał etat świetlicowego w... Urzędzie Bezpieczeństwa. Czuwał tam, by nikt nie przyłapał funkcjonariuszy na brydżu - grze karcianej o burżuazyjnej konduicie, a więc dyskryminowanej przez władzę ludową.

Fortelem, którego nie powstydziłby się imć Zagłoba, zadebiutował jako plakacista. Ponieważ regularnie odrzucano jego projekty z uwagi na nadmierny surrealizm - podrobił podpisy Jana Lenicy, Wiktora Górki i Henryka Tomaszewskiego, członków komisji decydującej o druku afiszów.

Bon ton

Szybko stał się czołowym przedstawicielem warszawskiej cyganerii. Obdarzony wielkim temperamentem chętnie angażuje się w dyskusje publiczne. A że nie sposób odmówić mu erudycji, więc wypowiada się na każdy temat. Niekiedy prowadzi to do opłakanych skutków. Na przykład, gdy plastyk obdarzony - jak utrzymuje - drewnianym uchem klasyfikuje muzyczne gatunki. Czasami bulwersuje. Zwłaszcza, że nie obawia się poprawności politycznej - przekleństwa naszej epoki.

Pomimo ogromnego egotyzmu Starowieyskiego, rzucającego się w oczy w każdym z rozdziałów, i snobistycznych upodobań, którymi się chełpi, lektura to pierwszorzędna.

Życie, 13 sierpnia 2004