Strona główna / Biografie, wspomnienia / Uczeni w anegdocie. Poczet drugi

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Uczeni w anegdocie. Poczet drugi

Andrzej K. Wróblewski

Edwin Bendyk

Mądre wścibstwo

Lubimy historie innych ludzi. Opisy wydumanych przygód gwiazd showbiznesu i polityków, zaspokajając nasze wścibstwo, zwiększają nakłady pism brukowych. l nie tylko. Wszak Diogenes Laertios pisał swe Żywoty i poglądy słynnych filozofów dla konkretnej publiczności, nie zaś do szuflady, a lekturę szacownego miesięcznika Wiedza i Życie wielu czytelników zaczyna od końca, gdzie od lat profesor Andrzej Kajetan Wróblewski raczy smaczną strawą - opowieściami o wielkich uczonych.

Autor tych felietonów, świetny fizyk i znakomity popularyzator nauki, podjął się zadania bardzo trudnego. Postaci, które odbiły się trwałym piętnem w historii nauki, były zazwyczaj osobowościami niezwykle złożonymi, często zagadkowymi, o których można pisać całe tomy zarówno naukowych, jak i popularnych rozpraw. Weźmy choćby Johannesa Keplera, genialnego hipochondryka, ciągle nękanego przeciwnościami losu i rodzinnymi kłopotami. Arthur Koestler poświęcił mu znaczną część swoich słynnych Lunatyków. Andrzej K. Wróblewski poświęcić mógł mu zaledwie trzy strony maszynopisu. l jak sobie z tym poradził? Eksponując niezwykle smaczną historię z życia wielkiego astronoma - proces wyboru kandydatki na drugą żonę. W historii tej, jak w soczewce skupiają się różnorodne wątki losu i osobowości Keplera, tragizm miesza się z groteską, wielkość z przyziemnością. „Uczeni są przede wszystkim ludźmi, mają, jak każdy, przywary, cnoty i upodobania; większość z nich, poza pracą naukową, wiedzie też - nierzadko burzliwe - życie prywatne” - pisze Wróblewski w przedmowie do drugiego tomu czy raczej drugiego pocztu Uczonych w anegdocie, książki będącej zbiorem felietonów opublikowanych na łamach Wiedzy i Życia w latach 1999-2004.

Opowieści publikowane w kolejnych numerach periodyku zebrane razem w książce zaczynają mówić świeżym głosem. Autor, komponując zbiór, ułożył historie chronologicznie, zaczynając od Archimedesa, a kończąc na wielkim, zmarłym w 1989 roku polskim fizyku, Jerzym Pniewskim. Na kartach książki przewijają się postacie znane wszystkim doskonale, jak wspomniany Kepler, Benjamin Franklin czy Karol Linneusz, choć odnalezione przez Wróblewskiego anegdoty z ich życia przedstawiają aspekty dla większości czytelników nowe. Odbrązowiając postacie znane choćby ze szkolnych lekcji, autor Uczonych w anegdocie odkrywa również wielkich badaczy, którzy z różnych względów podpadli historii i niesłusznie zostali zapomniani, by wspomnieć Roberta Hooke'a. Wielką zaletą książki jest pióro jej autora, lekkie, precyzyjne i - kiedy trzeba -dowcipne. Umieszczona na końcu obszerna bibliografia pokazuje, że w przeciwieństwie do autorów piszących do pism popularnych Andrzej K. Wróblewski nie korzysta z wyobraźni jako źródła swojej wiedzy.

Na gorącej zachęcie do lektury mógłbym tę recenzję zakończyć, ale wpadła mi przypadkowo w ręce książka Propaganda scjentystyczna Tomasza Woźniaka (IFiS PAN, Warszawa 2000). Twórczości Wróblewskiego, a zwłaszcza felietonom o uczonych publikowanym w Wiedzy i Życiu Woźniak poświęca w niej cały rozdział. Nurtuje go pytanie, w jakim celu Wróblewski pisze swoje historie. Po wnikliwej analizie cel ten jawi się prosto i jasno: Wróblewski jest scjentystycznym propagandystą, stosującym w swych opowieściach różne zabiegi retoryczne, których efektem ma być określona, owej propagandzie służąca wizja nauki i wielkich uczonych. Woźniak klasyfikuje typy przytoczonych anegdot i przypisuje im funkcjonalne znaczenie. Starając się za wszelką cenę odkryć prawdziwy cel i metodę działalności autora Anegdot, zapędza się tak daleko, że zapomina postawić hipotezę najprostszą - może Wróblewski pisze swe felietony dlatego, że lubi, just for fun, jak mawiają Amerykanie, dla uciechy własnej i czytelników, takich jak ja. Zamiast tego rzuca gromko: „Wróblewski wypreparował dykteryjki z innych gatunków mowy i nagromadził je obok siebie, adresując do nowego kręgu odbiorców. Zabieg ten wydaje się całkiem niewinny - ma zresztą długą tradycję w literaturze - a jednak w tym przypadku okazał się wielce ważący, gdyż element środowiskowego folkloru przemienił w narzędzie propagandy”.

Cytat ten dedykuję wszystkim, którzy chwytają za pióro - za rogiem czyhają interpretatorzy, egzegeci i hermeneutycy, którzy wynajdą dla tekstów pisanych z niewinnych (pozornie, jak się przekonujemy) pobudek wyjaśnienia, o jakich filozofom się nie śniło.

Świat Nauki, lipiec 2004