Strona główna / Fantastyka / 666 stopni Fahrenheita

Aktualności

13.12.2019

Nominacja dla książki pod redakcją Cezarego Łazarewicza!

Książka pod redakcją Cezarego Łazarewicza "Wstając z kolan. Reportaże o '"dobrej zmianie"" został nominowana do nagrody Newsweek Polska imienia Teresy Torańskiej!

Wywiady

06.12.2019

“Każdy pisarz ma szansę na bestseller”

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, autorką książki "Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas"

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem nieletnią żoną Laila Shukri
  2. Doktor Sen Stephen King
  3. Upadek Gondolinu. Pod redakcją Christophera Tolkiena J.R.R. Tolkien

Fotogaleria

więcej »

666 stopni Fahrenheita

Andrew Harman

Marzena Kowalska

Czyli jak inaczej zapisać nie piekielne 10 w skali Beauforta?

Podobno 666 stopni Fahrenheita, to „temperatura, w której diabły czują się najlepiej”. Nie wiem, czy istnieje prawdopodobieństwo, że uda mi się poznać to na własnej skórze, ale jakby spytać moją własną, edyną rodzicielkę, bo przecież chyba nie można mieć ich kilku, to obawiam się, że by potwierdziła. Takie właśnie, wysoko nie procentujące zaufanie posiadam do własnej rodzicielki. Myślę, że jest to na pewno godne pochwały, ale nie o tym chyba miało być...

Przede wszystkim trzeba nadmienić zaraz na początku, iż sęk w tym, że każdy potrzebuje odpoczynku. W zwyczajowym języku taki wypoczynek od pracy nazywa się wakacjami. I właśnie tak bardzo chętnie „powakacjowałyby” się też i... demony. Szczególnie te z Mortropolis. Jednak to, co pod definicją „wakacji” umieszczają demony, niezbyt do końca ma się do tego, o czym myślą ludzie. Ale w końcu te dwie frakcje nigdy do końca się ze sobą nie zgadzały. Jakoś nie było nam „po drodze”, a tyle moglibyśmy się od siebie nawzajem nauczyć.

„Otworzył oczy, spojrzał w lustro i uznał, że polubi bycie kobietą. Zwłaszcza odzianą w tak interesującą bieliznę.”

Gdybyście się jeszcze nie zorientowali, w ten sposób mógłby się rozpoczynać jeden ze spotów reklamowych Piekielnej Agencji Turystycznej, czyli Transcendentalnego Biura Podróży spółki z o.o. Bo w końcu cóż lepszego dla relaksu ma uczynić demon, niż na przykład opętać nieziemsko młode i piękne, jakże ponętne kobiece ciało? Albo, co powiedzielibyście, będąc demonem, na „surfowanie po lawie w Jeziorze Arrheniusa”? Czy też romantyczne tonie Styksu, wprost nęcące? Jakże bajeczne i takie... ostateczne. Wszystko piękne i cudowne, problem jednak w paskudnych, których nikt nie lubi... szkodnikach. Niestety właśnie w Cranachanie, gdzie często „wakacjują” demony, występują też... pewnego rodzaju szkodniki, zwane... egzorcystami. Z drugiej jednak strony, zawsze przecież można opętać muszkę owocówkę, w mniemaniu demona Flagita naprawdę „dają kopa”. Ale może by tak zahaczyć o wielce wyższą instancję, na przykład o Wielebnego Hipokryta? Kto zawierzy opętaniu tego, który sam „pęta”? Może by tak zapanować nad światem? Poprzez jednego człowieka...

Kolejna opowieść autora „Lemingradu” toczy się w ciemnych, jątrzących lawą i smołą czeluściach najprawdziwszego piekła. I to piekła powalającego humorem. Humorem, zawierającym się nie tylko w szalonych sytuacjach, ale i w samym nazewnictwie. Na przykład, czyż nie jest wybitnie prawdziwy św. Absencjusz ze Sklerozy? Czy też Szlam Dżi-had? Jednakże brawa nie należą się wyłącznie autorowi, który jak mam nadzieję, pracuje nad swoją kolejną książką, ale przede wszystkim tłumaczom, którzy sami musieli dysponować niezwykle ogromną dawką „śmiechopoczucia”, aby przełożyć wysublimowany humor na nasz język. Dostępny i zrozumiały dla każdego.

Oto zabawna, żwawa, intrygująca i sama będąca intrygowaną, książka o szaleństwie, którego nie można okiełznać, gdyż zawsze znajdzie się jakaś dżdżownica. Albo inne łażące paskudztwo, które zrobi dziurkę i wyciągnie zbyt wiele na zewnątrz... Oto opowieść o świecie takim samym, a poprzez to przerażająco niemożliwym. O świecie, który najlepiej oglądać od dołu.

2004-02-16