Strona główna / Biografie, wspomnienia / Każdy szczyt ma swój Czubaszek

Aktualności

13.07.2018

Wakacyjne cenowe orzeźwienie!

Tylko teraz wybrane tytuły Prószyński i S-ka już od 6,90 zł! Sprawdź ofertę i kupuj taniej!

Wywiady

28.06.2018

"Mam tę przypadłość, że uparcie wierzę w miłość"

Z Wiolettą Sawicką autorką książki "Czas próby" rozmawia Stanisław Bubin z magazynu "Lady's Club". Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

Posłuchaj i zobacz

03.07.2018

"Maść na maść"

W „Stajni pod tęczą” wszystko po staremu. Tylko Lukrecja została przeniesiona do boksu obok Niunia, kiedy stało się jasne, że została jego arabską księżniczką na dobre i na złe.

Bestsellery

TOP 20

  1. Outsider Stephen King
  2. Policjanci. Ulica Katarzyna Puzyńska
  3. Arabski syn Tanya Valko

Fotogaleria

więcej »

Każdy szczyt ma swój Czubaszek

Artur Andrus, Maria Czubaszek

Wacław Krupiński

Trzeba Marii Czubaszek

"Pozytywna szajba” – ta nowa rekomendacja bez wątpienia zrobi karierę. A czy zrobi ten, kogo dotyczy? W sumie – skoro są pozytywnie zakręceni, może być i pozytywna szajba. "Ja to zwłaszcza się oburzam, /Szajba skręca moją kibić, /Kiedy widzę ludzi, którzy /– jak to mówią – chcą się wybić” – śpiewał jakże dawno Młynarski. Szajba – słówko jakże miłe. Dwusylabowe. Jak, dajmy na to, Gowin. Nie wiem, czy na tym zyska prawo i sprawiedliwość, czy też raczej Prawo i Sprawiedliwość, ale język już zyskał.

"Wierzę w żywy język” – powiedziała mi parę lat temu Maria Czubaszek. Podczas naszej rozmowy ze dwa razy chwaliła Artura Andrusa, zatem teraz, czytając ich rozmowę pomieszczoną w książce "Każdy szczyt ma swój CZUBASZEK”, nie dziwię się, że panuje pomiędzy tą dwójką tak świetne porozumienie. Ot, dwoje inteligentów – Maria Czubaszek mówiła mi, że też ma męski iloraz inteligencji – rozmawia lekko i nienachalnie. Pochlebiam sobie, że umiem pisać dialogi, ale na taki początek w życiu bym nie wpadł. Artur Andrus rozmowę z Marią Czubaszek zaczyna od "Yyyy...”. A ona od razu przytomnie: "Ale będziemy skakać po tematach? Bo my w rozmowie skoczni jesteśmy”. No i skaczą. Gdzie się da i nie da. Gdzie trzeba i nie trzeba.

Trzeba Marii Czubaszek, by skakać z taką lekkością. I tak odważnie. By w kraju milionów matek–Polek mówić tak otwarcie, że nigdy się nie żałowało, że się nie ma dzieci, że mąż "mniej ode mnie nie lubi dzieci. Jakoś łatwiej i kulturalniej znosi ich towarzystwo”. Nigdy nie spotkałaś dziecka, na które patrzyłabyś z sympatią? – dociska AA. "Raz widziałam jakieś fajne dziecko w reklamie. Na żywo nigdy!”. I jeszcze to wyznanie, że dzieci, w przeciwieństwie do małych zwierząt futerkowych, są brzydkie”. Ja z kolei od Marii Czubaszek usłyszałem: "A jeszcze twierdzę, że z tych, które mają dzieci, przynajmniej jedna czwarta chciała mieć dziecko albo dlatego, by zatrzymać faceta, albo z uwagi na presję otoczenia”.

Trzeba Marii Czubaszek, by mówić: "...po pierwszym nieudanym małżeństwie doszłam do wniosku, że rację miał ktoś, kto powiedział, że przed ślubem trzeba mieć oczy szeroko otwarte, a po ślubie trzeba je przymykać. I ja zaczęłam przymykać. Nie na zalety, zalety widzę, ale na wady przymykam”.

Trzeba Marii Czubaszek, by dziś tak otwarcie chwalić Jerzego Urbana z czasu, gdy był dziennikarzem i jako Kibic był mistrzem felietonu; "do dziś uważam go za świetnego dziennikarza” – mówi Czubaszek.
Trzeba Marii Czubaszek, by tak ostentacyjnie wychwalać papierosy: "Może nie być jedzenia, ale papierosy muszą być”.

Trzeba Marii Czubaszek, by chwalić Kazimierę Szczukę, że inteligentna, oczytana, a zarazem wyznać "Ja przez całe życie nie przeczytałam tylu książek, ile ona czyta w miesiącu. (...) W czasie jakiejś rozmowy powiedziała, że ona sobie życia bez książek nie wyobraża. A ja sobie wyobrażam. I bez pisania, i bez czytania”.

Trzeba Marii Czubaszek, by na fundamentalne pytanie "co jest sensem życia?” zareagować: "Przepraszam za szczerość – życie nie ma sensu. Może inaczej – są ludzie, których życie ma sens. Na przykład pani Szymborskiej, Jeremiego Przybory, Stefanii Grodzieńskiej, Woody’ego Allena. Bo zrobili coś fajnego. Ale życie takiego kogoś jak ja, kto niczego sensownego nie stworzył? (...) Urodziłam się i muszę jakoś przeżyć do czasu, kiedy to się skończy”.

Trzeba Marii Czubaszek – powiedzieć głośne i stanowcze "Nie”. Nie ma zgody na takie poglądy, wypowiadane z taką ostentacją. To, że się ma talent, że się było autorem kultowego ITR–u, że się napisało parę świetnych piosenek ("Miłość jest jak niedziela”, "Rycz, mała, rycz”, "Wyszłam za mąż – zaraz wracam”), to, że się jest satyrykiem, ani to, że się ma męża wybitnego jazzmana nie upoważnia do tak niepoważnych poglądów. I nie dość, że AA nie dał im odporu, to jeszcze tak to zapisał, że czyta się świetnie. Oficyna Prószyński i S–ka całość wydała dodając urocze teksty Marii Czubaszek i takież rysunki Wojciecha Karolaka. I jak słyszę ludzie to kupują, zamiast na przykład innej książki, dajmy na to – "Zbigniew Wodecki. Pszczoła, Bach i skrzypce”. Cóż, każdy ma swój Czubaszek...