Strona główna / Biografie, wspomnienia / Każdy szczyt ma swój Czubaszek

Aktualności

15.02.2019

Prószyński Media Gazelą Biznesu 2018

Wydawnictwo Prószyński Media po raz kolejny znalazło się w prestiżowym gronie najdynamiczniej rozwijających się firm.

Wywiady

18.02.2019

"Nie będziemy budować dziadkowi cukrowego pomnika. Wszyscy wiedzą, że wypił w życiu wannę wódki"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Izabelą Leszuk, wnuczką Stanisława Grzesiuka.

Posłuchaj i zobacz

13.02.2019

Zapnijcie pasy, przed wami lot pełen koszmarów.

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Stephena Kinga i Bena Vincenta "17 podniebnych koszmarów".

Bestsellery

TOP 20

  1. Rodzanice Katarzyna Puzyńska
  2. TOPR. Żeby inni mogli przeżyć Beata Sabała-Zielińska
  3. Ile oni wiedzą o Tobie? Szpiedzy i podsłuchy w Polsce Bruno Kowalsky, Krzysztof Pyzia

Fotogaleria

więcej »

Każdy szczyt ma swój Czubaszek

Artur Andrus, Maria Czubaszek

Dorota Tukaj

W tej rzece warto się zanurzyć

Wywiady-rzeki są jak... no, jak rzeki. Bywają leniwe, mętne i puste, a bywają też bystre, przejrzyste, kuszące obietnicą orzeźwienia i wyłowienia przy okazji jakiegoś cennego trofeum. Wątpliwości, do jakiej kategorii należy ten oto okaz gatunku, może mieć chyba tylko ktoś, komu nic nie mówią nazwiska Marii Czubaszek i Artura Andrusa. Ale ten najpewniej w ogóle książką nie będzie zainteresowany i nie pomogą zapewnienia, że nie pożałuje czasu spędzonego na lekturze; cóż, nie wie co traci..! Temu zaś, kto choćby raz natrafił na antenie na dialog tych dwóch wybitnych postaci polskiej sceny satyrycznej, pewno nie będzie trzeba nawet szczególnej zachęty do przekonania się, jak długo i jak ciekawie potrafią ze sobą rozmawiać.

A rozmawiają... właściwie o wszystkim, choć oczywiście podstawowym wątkiem jest życie osobiste i zawodowe Marii Czubaszek, obchodzącej w tym roku 45. rocznicę współpracy z radiową „Trójką". Błyskotliwość i poczucie humoru obojga rozmówców sprawiają, że rozmowa momentami przypomina słynne (też „trójkowe", jakżeby inaczej!) „Dialogi na cztery nogi" Kofty i Friedmanna, a nawet gdy ociera się o tematykę całkiem poważną, nie ma mowy o nudzie i drętwocie. Z odpowiedzi pani Marii na pytania zadawane przez młodszego kolegę wyłaniają się powoli dwie splecione ze sobą historie.

Pierwsza z nich to opowieść o silnej, niezależnej dziewczynie, która w czasach, gdy tylu ludzi wokół starało się wpasować w przewidywalny i konwencjonalny schemat życia, odważyła się pójść pod prąd: zrezygnować ze studiów niedających zadowolenia, rozstać się z mężczyzną poślubionym bez głębszego namysłu głównie po to, „żeby wyrwać się z domu", a związać z takim, którego łatwiej było kochać, ale trudniej być z nim na co dzień. I pozostała silną, niezależną kobietą, umiejącą mówić o sobie i bliskich szczerze, ale bez ekshibicjonizmu, zachowującą zdrowy dystans do własnych przeżyć i emocji... no i usatysfakcjonowaną skutkami swoich ryzykownych decyzji.

Druga historia to spory przyczynek do dziejów polskiej kultury – głównie, choć nie wyłącznie, jej oblicza rozrywkowego – obejmujący okres od lat 60 XX wieku po dziś dzień. Kogo tam nie ma, i w urywkach wspomnień pani Marii, i na zdjęciach! Grodzieńska, Osiecka, Kwiatkowska, Bem, Wrzesińska, Kofta, Janczarski, Przybora, Fedorowicz, Kreczmar, Markuszewski, Minkiewicz, Lipiński, Pietrzak, Iredyński, Dobrowolski, Potemkowski, Filler, Urban (tak, TEN Urban, lecz mowa o czasach, kiedy jeszcze mu się nie śniły polityczne popisy w TV), Kowalewski, Młynarski i nawet Rubik (nie ten od słynnej zabawki logicznej, tylko kompozytor), a i to nie wszyscy. Spora część tych nazwisk należy do ludzi nieżyjących lub niebiorących już udziału w czynnym życiu artystycznym, młodszym czytelnikom znanych tylko ze słyszenia lub zgoła wcale – a tu znów na chwilę wychodzą na pierwszy plan, przypominając o sobie coś więcej, niż można wyczytać z lakonicznych notek w Wikipedii...

Ciężko oderwać się od tej lektury, zwłaszcza jeśli się jest człowiekiem, dla którego słuchanie „Trójki" jest oczywistym elementem życia codziennego. Bo gdy patrząc na zapisane słowa słyszy się w głowie barwę i intonację głosu wypowiadających je ludzi, jest tak, jak gdyby się słuchało audycji na żywo. Na szczęście książka ma to do siebie, że zawsze można powrócić do dowolnej partii tekstu, niezależnie od tego, jak dawno się przerwało czytanie (a z audycją gorzej – nie wiadomo wszak, kiedy i o jakiej porze powtórzą emisję!). Chwała więc pani Marii i panu Arturowi, że zdecydowali się swoją rozmowę utrwalić na piśmie, pozwalając wiernym słuchaczom spędzić w swoim towarzystwie więcej czasu, niżby to wynikało z radiowej ramówki, a panu Wojciechowi Karolakowi – prywatnie mężowi satyryczki – że zgodził się ozdobić książkę własnymi grafikami, rysowanymi przez lata dla małżonki (kto by pomyślał, że muzyk może się sprawdzić w roli ilustratora?!).

Oby więcej takich rzek, w których zanurza się z przyjemnością i z których wyjść się nie chce!...