Strona główna / Fantastyka / Wydrążony człowiek. Muza ognia

Aktualności

30.09.2022

Spotkanie z Tanyą Valko i Igorem Kaczmarczykiem w Warszawie

W czwartek 6 października o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabskie opowieści. Historie prawdziwe" oraz Igorem Kaczmarczykiem, autorem książki "Islamskie fatum".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nieszczęście w szczęściu Olga Rudnicka
  2. Gra w ludzi Eva Minge
  3. Skradzione lato Grażyna Jeromin-Gałuszka

Wydrążony człowiek. Muza ognia

Dan Simmons

Paweł Czerwiec

Rzeczywiście ogromny teatr

Wśród wielu znakomitych pisarzy science fiction Dan Simmons błyszczy własnym, swoistym światłem. Większość znanych mi autorów SF opracowując założenia dla swoich dzieł, skupia się, co oczywiste, na nauce. Niektórzy stawiają odważne pytania, opierają się na oryginalnych koncepcjach albo dokonują brawurowych wariacji na temat możliwości nauki i rzeczywistości. SF nieobce są przy tym zagadnienia społeczne i filozoficzne. Fantastyka lubi pytać o jakość obecnej i przyszłej kondycji ludzkiej, kwestionować znaną nam rzeczywistość, poddawać w wątpliwość to, co uznajemy za pewniki naukowe i etyczne. Simmons korzysta z tych samych narzędzi, co inni, stara się nadążyć za rozwojem i modami współczesnej nauki, korzysta z możliwości literackich oferowanych przez rozmach podróży międzygwiezdnych i opisów ludzkości przemienianej przez tysiące lat ewolucji; pisuje o telepatach i postludziach, o inteligentnych maszynach, podróżach w czasie i kosmicznych wojnach toczonych przez stulecia, o pragnieniu zdobycia wieczności i obawach przed nieznanym. Zna cały arsenał, jaki pisarze fantastyki gromadzili przez dziesięciolecia, i potrafi się nim posługiwać. A przy tym, jako jeden z nielicznych znanych mi autorów fantastyki, zwraca uwagę, że równie ważne, jak przemiany ewolucyjne i rozwój technologiczny, jest dla ludzkości to, co w pewnym uproszczeniu nazywamy dorobkiem kulturowym. Dla przetrwania podbijającej kosmos ludzkości równie istotne jak dorobek naukowy i technologiczny są, zdaniem Simmonsa, poezje Eliota i dramaty Szekspira. To stały motyw twórczości tego pisarza, powracający w większości jego powieści. Dlatego to nie przypadek, że właśnie w jego opowiadaniu obcy – kosmici, a może bogowie – mogą powiedzieć ludziom: „Pozwoliliśmy wam przetrwać wyłącznie ze względu na Szekspira”.
Powieść „Wydrążony człowiek”, już samym tytułem nawiązująca do poezji T.S. Eliota, ukazała się w Polsce po raz pierwszy w 1997 roku, wydana przez Prószyński i S-ka w specyficznej serii książek o mało krzykliwych okładkach, będących, być może, w założeniach tym, czym obecnie stała się „Uczta Wyobraźni” wydawnictwa Mag, a zatem zbiorem powieści niezwykłych, trudniejszych i ambitnych. Jak przystało na serię wydawniczą o takich założeniach, sprzedawała się kiepsko i nie przetrwała długo; zdążyło ukazać się w niej kilka zaledwie tytułów, w tym dwie powieści Dana Simmonsa, wspomniany „Wydrążony człowiek” oraz „Fazy grawitacji”. Ponieważ w roku 1997 Simmons był w Polsce, jak mi się wydaje, mniej popularny niż dziś, możliwe, że nowe wydanie „Wydrążonego człowieka” sprzeda się lepiej. Z całą pewnością powieść zasługuje na to.
Wydanie drugie wzbogacono dodatkowo o opowiadanie „Muza Ognia”. O ile „Wydrążony człowiek” to mocna, twarda fantastyka naukowa, „Muzę Ognia” można by uznać za bliższą space opery. Bohaterowie „Wydrążonego człowieka” żyją współcześnie, powieść, prócz aspektów naukowych skupia się na psychice głównego bohatera – udręczonego w niesprawiedliwej i niespodziewanej dogłębnej samotności, którą czytelnikowi niełatwo byłoby sobie wyobrazić. Akcja „Muzy Ognia” toczy się w odległej przyszłości w niezwykłym świecie, w którym od garstki bohaterów stających naprzeciw obcych dysponujących trudną do opisania potęgą, zależeć może los ludzkości. Na pozór oba teksty są więc od siebie szalenie odległe i skazanie je na sąsiedztwo w jednym tomie mogłoby wydawać się nieprzemyślane. Wszystko zmienia miłość Simmonsa do literatury, ta sama, która w „Hyperionie” sprawiła, że tak ważna dla powieści była poezja Keatsa, a w dylogii „Ilion – Olimp” jedną z sił napędzających kształt świata tych powieści uczyniła dokonania Homera i Szekspira. W „Wydrążonym człowieku” Jeremy Bremen, matematyk–telepata, nie potrafiąc poradzić sobie z utratą żony, z którą łączyła go niedostępna innym ludziom telepatyczna więź, kroczy szlakiem wyznaczonym przez Dantego i Eliota. Powieść pełna jest retrospekcji – z jednej strony widzimy Bremena szczęśliwego, napędzanego gorączką badacza, bliskiego nowego odkrycia. Jest człowiekiem stroniącym od literatury (irytuje go zwłaszcza SF), najchętniej widziałby świat i opowiadałbym o nim wyłącznie poprzez liczby. Nie pozwala mu na to żona, Gail, która językiem matematyki posługuje się wyłącznie z konieczności i gdy Bremen tłumaczy jej, na czym polega na przykład matematyka chaosu, czym mogą być fraktale i jakimi tematami zajmował się Everett, Gail domaga się, by mówił do niej językiem zrozumiałym dla śmiertelników. To oczywiście prosty chwyt pozwalający Simmonsowi przybliżyć mniej obytemu z matematyką i fizyką czytelnikowi naukowe założenia powieści, równocześnie jednak Gail uczy męża konieczności używania słów, a nie tylko liczb, uczy go też konieczności zżycia się z literaturą. Podczas ponurej wędrówki Bremena przez kolejne piekielne kręgi rozpaczy i samotności, zarówno matematyka, jak i literatura okażą się przydatne.
To nie jest powieść przygodowa, nie uwiedzie też czytelnika rozmachem kosmicznych wędrówek. Należy przygotować się na ponurą historię upadku pogrążonego w rozpaczy mężczyzny. Mogłoby się nawet wydawać, że „Wydrążony człowiek” umiałby się prawie obyć bez fantastyki. Wystarczyłoby opisać wyjątkową więź łączącą małżeństwo telepatów, by ukazać ogrom straty ponoszonej przez Bremena, gdy umiera jego żona i powstałaby interesująca historia. Simmonsowi, rasowemu pisarzowi SF, to nie wystarcza. Istniejące teorie naukowe i wpływ, jaki na nasze życie mają literatura, telepatia i samotność porzuconych i skrzywdzonych tworzą spójną, niezwykłą i wspaniałą opowieść.
„Muza Ognia” łatwiej może przyciągnie czytelnika spragnionego typowych dla SF gadżetów. Bohaterowie tego opowiadania wędrują niezwykłym kosmolotem przez przestrzenie zdominowane przez obcych, którzy ponad tysiąc lat wcześniej uczynili z ludzi niewolników. Załoga statku „Muza Ognia” to trupa aktorska specjalizująca się w wystawianiu dramatów Szekspira. Pokonana i zdominowana przez obcych ludzkość utraciła większość swego dobytku kulturowego, większość tego, co decydowało o tożsamości mieszkańców Ziemi, ograbionej obecnie z mórz i zmienionej w planetę grobów. To, co ludziom pozostało, to napęd „Muzy Ognia” i Szekspir, którego wielu już nie rozumie. Aktorzy wystawiają sztuki przed ludźmi, którzy modlą się do boga najeźdźców i w większości porzucili myśl o buncie oraz przed obcymi, nierozumiejącymi nawet zwyczaju nagradzania aktorów aplauzem, a co dopiero mówić o dziełach Szekspira. Świat opowiadania jest oryginalny i fascynujący, zbudowany na mitologii gnostyckiej. Jej znajomość może pomóc czytelnikowi odnaleźć się w tekście, choć nie wydaje mi się niezbędna. Prócz Szekspira cytowane są często fragmenty dzieł Junga, którego teksty pełnią w świecie opowiadania rolę utworów religijnych i stanowią część liturgii.
„Wydrążony człowiek” i „Muza Ognia” to znakomita klasyczna SF ze wszystkimi elementami, jakie w tym rodzaju literatury są niezbędne. Jednak dzięki talentowi i fascynacjom Dana Simmonsa utwory te oferują czytelnikowi znacznie więcej.