Strona główna / Humanistyka / Augustyn

Aktualności

13.01.2022

PSIE PAZURY nagrodzone Złotym Globem

Z przyjemnością ogłaszamy, że ekranizacja książki Thomasa Savage'a "Psie pazury" w reżyserii Jane Campion została nagrodzona Złotym Globem w kategorii najlepszy film dramatyczny!

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

27.11.2021

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Katarzyną Puzyńską, autorką ksiązki "Chąśba".

Bestsellery

TOP 20

  1. Chąśba Katarzyna Puzyńska
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Arabska kochanka Tanya Valko

Augustyn

Henry Chadwick

Ewa Wipszycka

Trzeba odwagi niezwyczajnej, nie tylko wiedzy, żeby podjąć się zadania przedstawienia w niewielkiej książeczce zawierającej 192 strony niedużego formatu dorobku filozoficznego i teologicznego Augustyna (to jest św. Augustyna, 353-430 r.n.e.), wielkiego Ojca i Doktora Kościoła, który odcisnął piętno na chrześcijaństwie z siłą rzadko spotykaną nawet w czasach schyłku starożytności, w epoce gigantów myśli i pobożności na ramionach których stanęły następne pokolenia.

Stworzenie dzieła o myśli Augustyna (wszystko jedno czy będzie miało 192 czy 1920 stron) wymaga panowania nad wszystkim, co w kulturze późnego antyku było ważne: platonizmem i neoplatonizmem, twórczością Cycerona i Wergiliusza, manicheizmem, olbrzymim już wówczas dorobkiem intelektualnym chrześcijaństwa.

Autorowi nie wystarczy poruszać się swobodnie w tak szerokiej problematyce, musi zręcznie i zrozumiale przekazać czytelnikowi podstawowe elementy tej wiedzy. Na to zaś, by pisać zrozumiale, trzeba głęboko przeżyć i przemyśleć kulturę późnej starożytności, inaczej w najlepszym przypadku powstanie sprawnie napisane hasło do encyklopedii, nudne i nieprzydatne.

Bogata twórczość Augustyna pozwala sięgać w głąb jego duszy ze szczególną precyzją, badaczowi jego myśli musi ona jednak ciążyć chwilami nieznośnie, pamięciowe opanowanie treści licznych traktów i listów stanowi nawet dla wyćwiczonego umysłu nie lada wyzwanie.

Pisać książkę prezentującą Augustyna jest trudno jeszcze z jednego powodu. Nie łatwo jest go lubić (łatwiej - jak nie trudno się przekonać w bibliotekach kościelnych - przychodzi uwielbienie). Rygoryzm Augustyna w ludziach początków XXI w. wychowanych w świecie tolerancji i relatywizmu budzi dreszcz niechęci, aby się go pozbyć, trzeba sporej kultury historycznej i umiejętności panowania nad sobą. Niektóre poglądy doktrynalne Augustyna brzmią w naszych uszach złowrogo: nawet bez głębszych studiów filozoficznych i teologicznych wiemy, co z nich dla kultury europejskiej wynikło. Obrachunki z tym, co z Augustyna przeszło do chrześcijaństwa następnych wieków, nigdy nie zakończone, nie skłaniają do spontanicznej sympatii, bez niej zaś trudno przystąpić do pisania książki (czy nawet książeczki) mającej nam umożliwić zrozumienie tego Doktora Kościoła.

Chadwick jest autorem niezwyczajnym, odwaga stanowi tylko jedną z jego fundamentalnych cnót. On obmyślił koncepcję książeczki, to zrezygnował z możliwości obszernego potraktowania kolei życia swego bohatera. Biografia Augustyna, z pewnością łatwiejsza do opisania, została w dziełku Chadwicka zredukowana do odległego tła.

Przez całą błyskotliwą karierę profesorską potrafił Chadwick zachować religijną wrażliwość starając się dociec natury ludzkich przeżyć w ich kontakcie z sacrum, bronił się przed bezdusznym traktowaniem historii teologii jako serii manipulacji doktryną i manipulacji ludźmi zamieszanymi w spory doktrynalne. Rywalizacja między wielkimi Kościoła, ich ambicje, kościelna dyplomacja, tworzone przez nią dokumenty nie zasłoniły mu ludzkich pasji i lęków, racji pobożności, potrzeb ludzkich serc. Chadwick potrafi zadać sobie (i czytelnikom) pytania sięgające głęboko pod powierzchnię tradycyjnie uprawianej historii Kościoła, jest w stanie przełożyć pozornie jałowe pojedynki kościelnych intelektualistów sprzed wieków na przeżycia przeciętnego uczestnika niedzielnych nabożeństw. Jego gotowość uważnego przyjrzenia się herezjom, nawet tym bardzo wydziwionym, budzącym u innych historyków zniecierpliwienie, godna jest naśladowania. Pisze przy tym z wzorową jasnością i nie ucieka w naukową terminologię, lub gorzej - w naukowy żargon.

Cnoty Chadwicka są w poważnym stopniu cnotami zdumiewającego naukowego środowiska tworzonego przez członków The Church of England (czyli Kościoła Anglikańskiego) pracujących w brytyjskich uniwersytetach nad szeroko pojętą problematyką dziejów chrześcijaństwa. Poziom publikacji tych anglikańskich uczonych jest niezmiernie wysoki, potrafią oni łączyć głęboką znajomość Biblii zdobytą w domu i własnym kościele parafialnym, z technikami pracy i sposobem myślenia wypracowanym przez nowoczesną humanistykę. Znaczna ich część pozostaje w czynnej służbie Kościoła - znajdziemy wśród nich biskupów, członków różnych komisji powołanych przez gremia kościelne, proboszczy i wikarych. Jedną z najciekawszych książek na temat koncepcji świętości Ziemi Świętej napisał młody proboszcz prowincjonalnej parafii, rzadko mi się zdarza czytać prace tak subtelne i uczone jak ta, która powstała na angielskiej prowincji. Posługa Kościołowi nie popycha tych ludzi do apologetycznego traktowania historii Kościoła i jego doktryny, podejrzewam natomiast, że powiększa ich religijną wrażliwość wyrażającą się w wielkiej uwadze i subtelnej sympatii z jaką traktują poczynania i poglądy naszych odległych przodków należących do bohaterskich pokoleń formujących u schyłku starożytności przyszły kształt Kościoła.

Nie potrafię wyjaśnić skąd się bierze fenomen anglikańskich środowisk naukowych. Nie sięga on bynajmniej głęboko w przeszłość, jakieś siedemdziesiąt pięć lat temu zespoły nauczające na wydziałach teologii w Wielkiej Brytanii nie były tak wyraźnie lepsze od innych kościelnych środowisk akademickich, nie były wolne od apologetyki i nie kultywowały bynajmniej naukowej tolerancji. Niewątpliwie coś się musiało zdarzyć w systemie formowania kadr w Kościele anglikańskim. Może warto byłoby wiedzieć nieco więcej o anglikanach, niż to, że dopuścili kobiety do funkcji kapłańskiej i mają królową za głowę Kościoła? Nie śmiem zaproponować, by ich naśladować, choć może i polskiemu Kościołowi katolickiemu wyszło by to na zdrowie...

Latarnik