Strona główna / Literatura polska / Moja les

Aktualności

24.01.2022

Barbara Krafftówna nie żyje

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Barbary Krafftówny, prawdziwej mistrzyni teatru, piosenki i kabaretu. Niezapomnianej aktorki legendarnego Kabaretu Starszych Panów.

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

24.01.2022

Rozmowa z Rachelą Berkowską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Rachelą Berkowską, autorką ksiązki "Życie za szczyt. Polacy w Himalajach i Karakorum".

Bestsellery

TOP 20

  1. Chąśba Katarzyna Puzyńska
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Arabska kochanka Tanya Valko

Moja les

Zofia Staniszewska

Agnieszka Mazur

Lesbijskie domowe ognisko

Szczęśliwy dom, ze zdrowymi, uroczymi córeczkami i psem, satysfakcjonująca praca, wierne przyjaciółki i odwzajemniona miłość – to właściwie wszystko, czego kobieta może potrzebować. No, może jeszcze poza potomkiem zrodzonym z tego obecnego związku... a z tym będzie trudno, bo póki co kobieta nie może jeszcze zapłodnić kobiety.

Instytucja powieści homoseksualnych w Polsce kuleje. Co prawda w komediach romantycznych coraz częściej pojawia się modny motyw przyjaciela-geja, ale nie dość, że taki bohater zawsze pozostaje na drugim albo i trzecim planie, to jeszcze jego obraz jest wyraźnie przejaskrawiony. Wydawało się, że przełomem w sprawie literatury homoseksualnej będzie powieść Michała Witkowskiego, „Lubiewo”. Głośna gejowska książka okazała się być jednak tylko prowokacją, na siłę obrazoburczą i mającą jedynie zapewnić autorowi rozgłos. Nie pociągnęła też za sobą lawiny powieści adresowanych do czytelników o innej orientacji seksualnej. Chociaż w kiepskiej formie, geje mogą jednak powiedzieć, że istnieją w polskiej literaturze. Lesbijki miały jednak o wiele gorzej, bo żadna powieść poświęcona kochającym się kobietom do tej pory nie znalazła się na półkach księgarń w naszym kraju. Pojawiały się co prawda okazjonalne powieści poświęcone tej tematyce, jednak były to pozycje niszowe i nie udało im się przebić do szerokiej świadomości czytelników. Ta sytuacja zmieniła się na początku 2010 roku, dzięki Zofii Staniszewskiej.

Autorka sympatycznej „Czarownicy z Radosnej” wzięła sobie do pracy temat w naszym kraju niemal dziewiczy, chętnie zamiatany pod dywan i właściwie zupełnie ignorowany. Na stronach powieści umieściła narratorkę – kobietę prostą, pozbawioną potrzeb estetycznych, nie czytającą wierszy i nie dbającą o rozwój wewnętrzny. Dla Doroty liczy się właściwie tylko jej rodzina, dla której zrobić może wszystko, zawsze ustępując swojej partnerce i akceptując jej typowo kobiece humorki. Jest to właściwie „mąż” idealny, nastawiony tylko i wyłącznie na szczęście i zaspokojenie swojej drugiej połówki. Taka cudowna partnerka trafiła się Miłce – ambitnej kobiecie sukcesu, kochającej swoją kreatywną pracę i czytującej wysoką literaturę. Gdybyśmy przeczytali podobny opis powieści, jednak z udziałem pary heteroseksualnej dobrze byśmy wiedzieli, że w takim związku w końcu musi zacząć zgrzytać. Nie inaczej jest i tutaj. I nawet Baba z Nieba, z którą Dorota lubi sobie pogadać niewiele tu zdziała.

„Moją les” czytało mi się świetnie, ze względu na szereg różnych czynników. Książka Staniszewskiej jest tak zróżnicowana, że nie tylko nie może się znudzić, ale też na każdym kroku czymś zaskakuje. Od samego początku do czynienia będziemy mieć ze specyficzną narracją – nieco chaotyczną, mocno poetycką i wyzbytą górnolotnych myśli. Niedługo później dostaniemy kilka pikantnych szczegółów, na które wszyscy sięgający po „lesbijską” powieść liczą. Będziemy też mieć fragmenty żywcem wyciągnięte z komedii romantycznej, jednak wydarzenia potoczą się jakoś tak inaczej, bez happy endów na każdym kroku. Pojawi się egzystencjalizm i naturalizm, będzie i poezja... A wszystko to zamknięte w objętości krótkiej powieści.

Dzięki Zofii Staniszewskiej polskie lesbijki będą szczęśliwsze niż geje. „Moja les” to powieść o życiu, nie homoseksualizmie, i, moim zdaniem, o to właśnie chodzi w przypadku, kiedy pisarz bierze się za temat mniejszości. Nie można z tej jednoaspektowej odmienności czynić tematu przewodniego, jeśli chce się napisać interesującą książkę. „Moja les” będzie lekturą ciekawą i wzbogacającą zarówno dla osób kochających „normalnie”, jak i „inaczej”. W przeciwieństwie do „Lubiewa” Witkowskiego. Brawa za inicjatywę, efekt wyjątkowo dobry!

www.papierowemysli.pl