Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / Widma minionych nocy

Aktualności

15.12.2017

Paszporty Polityki 2017

Z przyjemnością informujemy, że Paweł Maślona (jeden z bohaterów książki Od Munka do Maślony) oraz Norman Leto (współautor książki Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja, rozmowa) zostali nominowani do Paszportów Polityki 2017!

Wywiady

03.11.2017

Do dystansu mam dystans

Rozmowa z językoznawcą profesorem Jerzym Bralczykiem, autorem książki „1000 słów” o słowach niepokojących, obiecujących i tych, którym na nas nie zależy.

Posłuchaj i zobacz

13.10.2017

Pan Poeta dla najmłodszych!

Jeśli nie znacie jeszcze książek Pana Poety, zapraszamy do obejrzenia krótkiego filmu o tej wyjatkowej serii dla najmłodszych!

Bestsellery

TOP 20

  1. Splątane korzenie Virginia C. Andrews
  2. Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska Remigiusz Grzela
  3. Dwie rodziny Joanna Miszczuk

Widma minionych nocy

James P. Blaylock

Piotr Dresler

Widma minionych nocy

Każdy odczuwa czasem strach. O bliskich, o siebie. Boimy się pająków, cieni na ścianie, szmerów za plecami, a nawet nieznanej przyszłości. W wielu przypadkach strach jest zrozumiały, sam nie odczuwam zbyt wielkiej radości, widząc pająka wielkości pięści skradającego się cicho po moim ramieniu. W innych wydaje się trochę nad wyrost, bo co może nam uczynić cień na ścianie? Lub widma widziane we śnie? Wielu reaguje na to wzruszeniem ramion, sam też tak robiłem. Do czasu…

Było tak do momentu, gdy po raz pierwszy wstąpiłem w strefę mroku. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Mała awaria prądu sprawiła, że zapragnąłem odrobiny strachu. Zapaliłem więc świeczkę i zabrałem się za lekturę „Widm minionych nocy” Jamesa Blaylocka. Wcześniej nie miałem styczności z jego prozą i nie wiedziałem, czego się mogę spodziewać po powieści. Miałem jakieś oczekiwania po przeczytaniu notki napisanej przez Jakuba Ćwieka znajdującej się na skrzydle okładki, ale nic ponad to.

Musze przyznać, że Blaylock ma bardzo ładny i przejrzysty styl. Słownictwo, jakim się posługuje w budowaniu nastroju jest godne naśladowania. Jest nie tylko przejrzyste, ale i bogate, co w takim połączeniu bywa raczej rzadkością. Bohaterowie powieści nie tracą nic ze swojej wiarygodności i wydają się być świetnie przemyślani. Każdy wypowiada się w sposób naturalny. Lekko zaskoczyła mnie łatwość, z jaką Blaylock oddaje naturę zboczenia Pomeroya i jego zachwiany stan umysłowy. Lecz nie będę się rozpisywał na ten temat, gdyż to każdy musi odkryć sam.

Jeżeli ktokolwiek spodziewa się horroru w stylu slasherów, gdzie trup ściele się gęsto, a jęki mordowanych przerywają ciszę, to zawiedzie się sromotnie. Nie, tutaj mamy do czynienia z czymś o wiele gorszym. Z horrorem delikatnym jak muśnięcie wiatru w letni poranek, ale wywołującym chwilę później serię nerwowych zerknięć za siebie i bieg ku najbliższemu źródłu światła. Są też duchy, widma czy jak je nazwać – każdy ma swoje określenie, a są i tacy, którzy poszczególne zjawy potrafią nazwać ze względu na zachowania i inne cechy, z tego powodu nie pokuszę się o dokładniejsze nazewnictwo, by nikogo nie urazić.

Blaylock potrafi pisać w sposób hipnotyzujący, tak że czytelnik nie potrafi oderwać oczu od książki. Nie ma znaczenia czynność, którą wykonuje poza czytaniem: czy jedzie pociągiem, spaceruje, a może siedzi na ławce w parku – otaczający świat się nie liczy, ważna jest treść powieści i rozwikłanie zagadki. A ta nie jest najłatwiejsza. Wszystko rozpoczyna się od zniknięcia żony i syna (właściwie byłej żony, żeby być ścisłym) Petera Traversa. Jak każdy mężczyzna kochający swoją rodzinę, postanawia ich odnaleźć. Nie wie jednak, że ich zniknięcie może się wiązać ze sprawą morderstwa sprzed lat oraz samobójstwa matki z dzieckiem. Odkrywając kolejne karty tajemnicy odkrywa historię swojego domu i ludzi w nim kiedyś mieszkających. A to dopiero początek, gdyż w sprawę zamieszany jest również wspomniany Pomeroy i Klein próbujący kupić domy mieszkańców doliny, w której dzieje się akcja. Lecz nie tylko.

Kilka słów muszę poświęcić wydaniu – książka prezentuje się naprawdę dobrze, dzięki czemu czyta się ją jeszcze przyjemniej.

Autor w „Widmach minionych nocy” pokazuje, że zło w horrorach to nie tylko siły nadprzyrodzone i nierzadko ma też oblicze ludzkie. Czasem to właśnie ludzie są źródłem największych cierpień, o jakich nie „śnili” twórcy powieści z nadprzyrodzonym tłem. Wystarczy się rozejrzeć.

„Widma minionych nocy” należą do cyklu „Trylogii duchów” i mam nadzieję, że wydawnictwo Prószyński i S-ka wyda dalsze części tej trylogii. Z pewnością mają już jednego czytelnika, który poświęci chwilę na lekturę. Tak więc bójmy się! Jeśli się odważycie…