Strona główna / Literatura polska / Antologia dramatu polskiego 1945-2005. Tom 1

Aktualności

24.01.2022

Barbara Krafftówna nie żyje

Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Barbary Krafftówny, prawdziwej mistrzyni teatru, piosenki i kabaretu. Niezapomnianej aktorki legendarnego Kabaretu Starszych Panów.

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

24.01.2022

Rozmowa z Rachelą Berkowską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Rachelą Berkowską, autorką ksiązki "Życie za szczyt. Polacy w Himalajach i Karakorum".

Bestsellery

TOP 20

  1. Chąśba Katarzyna Puzyńska
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Arabska kochanka Tanya Valko

Antologia dramatu polskiego 1945-2005. Tom 1

Jan Kłossowicz

Marek Oramus

Pawie pióra

W latach wolności przyszedł czas, aby spojrzeniem wstecz ocenić także i to, co się zdarzyło w sztuce, w literaturze. Rankingi dzieł, mianowanie twórców wybitnych i miernych odbywały się oczywiście także za PRL-u, ale były to działania często zafałszowane, mające wynosić zasłużonych nad opornych, a realizujących partyjne koncepcje nad odmawiających współpracy.
Po 1989 roku oficjalna hierarchia czołowych pisarzy została oczyszczona z Machejków i Hołujów, uzupełniona o twórców przemilczanych i emigracyjnych i wreszcie wygląda tak jak powinna. To znaczy jak?
Próbę takiego porządkowania w dziedzinie twórczości scenicznej przynosi „Antologia dramatu polskiego 1945-2005”, zestawiona przez Jana Kłossowicza, której tom pierwszy właśnie się ukazał. Nie wiadomo, ile ma być tomów, gdyż ten został doprowadzony mniej więcej do połowy lat 60. ubiegłego wieku, więc patrząc chronologicznie, objął tylko trzecią część rozpatrywanego okresu. Z drugiej strony w tomie znaleźli się Gombrowicz (sztuki powojenne), Mrożek i Różewicz, a więc główni tytani rodzimego dramatu po II wojnie. Kłossowicz, znawca teatru pisujący w dawnej „Literaturze”, wyznaje, że i tak przyznał im za mało miejsca w stosunku do rangi, bo gdyby chciał wymierzać uczciwie, ich twórczość zajęłaby trzecią część antologii i dla wielu innych nazwisk zabrakłoby miejsca. Lektura tych pięciu dramatów („Ślubu” i „Operetki” Gombrowicza, „Policji” i „Tanga” Mrożka, „Kartoteki”, „Białego małżeństwa” i „Do piachu” Różewicza) - potwierdza, że są oni klasą dla siebie i świat słusznie czynił i czyni, wystawiając ich masowo.

Tu zastrzeżenie: „Antologia” służy do czytania, a więc rozpatrujemy wartość samych tekstów sztuk, nie zaś to, jaką postać przyjęły na scenie. Uderza przede wszystkim różnorodność dramatów. Postwitkacowskie „Aby podnieść różę” Trzebińskiego obok motywów ze starożytnej mitologii u Świrszczyńskiej („Orfeusz”) i Choińskiego ( „Krucjata”). „Wariactwo” Gałczyńskiego i jego „Zielonej Gęsi”, mającej bodaj więcej z kabaretu niż z teatru - i eksperymenty Białoszewskiego. „Niemcy” Kruczkowskiego obok „Przed sklepem jubilera” Wojtyły. „Lalek” Herberta, napisany, jak utrzymywał autor, w celach interwencyjnych - o chłopcu, którego skrytobójczo zabiła milicja, obok „Imienin pana dyrektora” Skowrońskiego i Słowińskiego z 1954 r., to gdzie komunizm jakby w ogóle nie istniał i nie przeszkadzał socjalistycznym menedżerom (w Związku Sowieckim grano ją podobno aż do lat 80.). Zaiste, słusznie umieszczono na okładce pawie pióro, mieniące się tysiącem odcieni.

Teatr za komunizmu oznaczał również, a może przede wszystkim, grę z niechcianą władzą i jej „zbrojnym ramieniem” - cenzurą. W zakamuflowanej formie autorzy portretowali rodzimych władców albo rozważali kwestie związane właśnie ze sprawowaniem rządów („Imiona władzy” Broszkiewicza, „Król IV” Grochowiaka, „Święto Winkelrieda” Andrzejewskiego i Zagórskiego). W „Milczeniu” Brandstaettera bohaterowie doświadczają ubeckich prześladowań, a społeczeństwo wydaje się przeżarte donosicielstwem. W „Do piachu” Różewicza zaznaczono ingerencje cenzury - nic oryginalnego, wyeliminowano pejoratywne opinie o komunizmie i ZSRR. Teatr i dramaturg czuli przymus „zaangażowania”, mówienia o zakazanych sprawach kodami, które w mig chwytała publiczność. Teksty „społeczne”, jak „Chłopcy” Grochowiaka czy „Anioł na dworcu” Abramowa-Newerly'ego, dziś w czytaniu nadspodziewanie atrakcyjne, są w antologii Kłossowicza w mniejszości.

Z jakiegoś powodu nie mogły się ukazać w niej „Dwa teatry” Szaniawskiego oraz „Zabawa” i „Emigranci” Mrożka; część autorów wolała też dać do zbioru co innego niż chciał selekcjoner. W dobieraniu 22 sztuk nie był zatem całkiem suwerenny, bo autorskie sympatie wobec własnych dzieł z reguły bywają stronnicze. Ale i tak z ponad 800-stronicowego tomu widać, że polski dramat pod komunizmem i obok komunizmu miał się dobrze, osiągając niekiedy światowy poziom. Widzi mi się, że następny zestaw nie będzie już tak okazały, choć w kolejce czekają poczesne nazwiska.

Dziennik Polski, 26 marca 2007