Strona główna / Albumy / Zbigniew Lengren

Aktualności

24.09.2021

Spotkanie online Pauliną Młynarską

W piątek 24 września o godz. 20:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Pauliną Młynarską, autorką książki "Moja lewa joga".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

28.08.2021

Rozmowa z Olgą Rudnicką

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Olgą Rydnicką, autorką książki "Na własną rękę".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Martwiec Katarzyna Puzyńska
  3. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston

Zbigniew Lengren

Katarzyna Lengren

Karina Obara

Ojciec profesora Filutka i mój - z Katarzyną Lengren rozmawia Karina Obara

Gubił klucze, zakładał skarpetki nie do pary. Tata był taki roztrzepany, bo zawodowo bardzo się skupiał. To jest to, czego nam brakuje w dzisiejszych czasach. Nie potrafimy się skupić, wydaje nam się, że słuchanie radia i jednocześnie rozmawianie przez komórkę da się pogodzić.

- Idzie pani ulicą Chełmińską w Toruniu i widzi pomnik Filusia. Jakie jest pani odczucie?

- No wzruszam się niesamowicie! Nawet kryję się po okolicznych bramach, by niezauważona obserwować jak dzieci pieszczą tego pieska. I choć nie jestem zbyt sentymentalna, to kręci mi się łza w oku. Myślę o swojej babci, która byłaby niesłychanie dumna, że jej syn, a mój ojciec został tak wspaniale uhonorowany. Oprócz psa Filusia jest też tablica: „Torunianie Lengrenowi”, więc myślę sobie, jak wiele ojciec musiał zrobić dla ludzi. A przecież całe życie zajmował się lekkimi zabawnymi rysunkami. Za dowcip dostać pomnik? Niebywałe!

- A nie myśli pani, że Filusiowi przydałby się profesor Filutek?

- Tak, ale Filutek sobie poszedł, a pies wiernie czeka i my też czekamy, aby Filutek się gdzieś pojawił (śmiech). Tak naprawdę jednak Filutek nie jest trójwymiarowy. Narysowany został z profilu i nie może się pokazać, musi być na papierze. To postać tajemnicza, musi być cieniem.

- Wydała pani właśnie książkę poświęconą twórczości ojca. Mało w niej słów.

- To nie jest książka o moim ojcu, to jest jego książka. On swoimi rysunkami doskonale opowiada o sobie, swoim poczuciu humoru, stosunku do świata. Ojciec już nie żyje, ale nie chciałam, aby jego rysunki zatonęły w kurzu i w zapomnieniu. Wiele osób zaczepiało mnie i pytało, kiedy to zrobię, bo chcieliby swym dzieciom pokazać te rysunki, które znają z dzieciństwa.

- Tata był małomówny, wolał rysować?

- Wszyscy w rodzinie byliśmy gadułami i ciągle opowiadaliśmy sobie śmieszne historie. To był przymus rodzinny - dobra opowieść przy stole. Umiejętność mówienia była ważniejsza dla ojca niż proste trzymanie rąk przy stole. Mój ojciec jak sam o sobie mówił, był purystą językowym, strasznie nas tresował w wypowiadaniu poprawnych zdań. I obowiązkowo ćwiczył nas w dowcipie.

- Lubiliście to?

- Dowcipy tak, ale nie tresowanie nas w ich opowiadaniu. Teraz jednak uważamy z bratem, że dobry dowcip, którym nas karmiono to element dobrego wychowania. Ojciec też mówił, że trzeba szybko zmierzać do puenty, aby nie przynudzać w towarzystwie.
- Nikt nie opowiadał w taki sposób, jakby chciał dojechać do Ciechocinka przez Kraków?

- Oj, bywało. Moja mama tak opowiadała, ale ojciec ją zawsze trzymał w ryzach. W ogóle był nieznośny niecierpliwy. Część tej niecierpliwości po nim odziedziczyłam, ale jak przystało na kobietę musiałam tę niecierpliwość w sobie zdusić, aby nie narobić sobie kłopotów. Kobiety muszą być zdecydowanie grzeczniejsze niż mężczyźni.

- Poczucie humoru pani ojca było jednak wyrafinowane. Skąd się to brało?

- Presja sprawdza materiał. Ojciec żył w ciężkich czasach. Najpierw jako młody człowiek był na wojnie, później uciekł z pociągu, którym jechał do oflagu. A najtrudniejsze czasy to były dla niego czasy stalinowskie. Człowiek, który był popularny, a nie miał legitymacji partyjnej nie miał też łatwego życia. Ojciec nie znosił żadnych korzyści płynących ze znajomości ludzi u władzy .Jako młodej dziewczynie nie podobało mi się, że nie chciał przydziału na samochód, skoro wszyscy tak robią.

- Odreagowywał nieprzystosowanie?

- W domu, jak przystało na artystę. Na zewnątrz był uroczym, bardzo eleganckim człowiekiem, a w domu się złościł.

- Marudził?

- Bardzo! Tupał nogami, drobiazgi wyprowadzały go z równowagi, ale nigdy nie był brutalem.

- Jak go można było udobruchać?

- Tylko dowcipem. Wszyscy byli tak doskonale wyszkoleni, że nawet gosposie potrafiły coś zabawnego opowiedzieć.

- To presja ogromna, być ciągle dowcipnym.

- Tak, ale ojciec sam żył pod taką presją, bo co tydzień musiał wymyślać jakieś żarty do tygodnika „Świat” i do „Przekroju”. Wkurzało go to potwornie i ciskał ołówkami. Zabieraliśmy mu te ołówki i też rysowaliśmy. Dla nas sztuka była czymś naturalnym. Mama za to była niezrealizowaną artystką, która poświęciła życie domowi. Wszystko jednak, co robiła miało artystyczny wydźwięk - układała kwiaty w wazonie, grała na pianinie, gotowała tę samą potrawę zawsze inaczej.

- Dzięki temu tata mógł spokojnie zająć się twórczością?

- Oczywiście. Kobiety się poświęcają, ale niewiele dostają w zamian. Wszystko co się robi w domu, ciągle się psuje. Pieniądze, które się dostaje, się wydaje, dzieci się wychowuje i odchodzą. Kobiety, które poświęcają się domowi mają często poczucie klęski.

- Przejęła pani ten wzorzec po mamie?

- Właśnie nie, bo następne pokolenia poprawiają błędy swych rodziców. Kocham dom, ale uwielbiam pracę zawodową. Nie chcę, jak mama, być smutna i bez nagród, niezrealizowana.
- A od taty, co w pani zostało?

- Mam chyba obie cechy po nim: tata gubił klucze, zakładał skarpetki nie do pary, ale w życiu zawodowym był bardzo precyzyjny. Właśnie dlatego był taki roztrzepany, bo zawodowo bardzo się skupiał. To jest to czego nam teraz brakuje w dzisiejszych czasach. Nie potrafimy się skupić, wydaje nam się, że słuchanie radia i jednocześnie rozmawianie przez komórkę da się pogodzić. Trzeba robić jedną rzecz. Im bardziej jesteśmy skupieni na jednym, tym bardziej reszta od nas odpływa i stajemy się perfekcjonistami. Być może dlatego, że miałam takiego ojca, czułam się tak jakbym wychowywała się w rodzinie hipisów.

-Wolna?

- Każdy kij ma dwa końce. Rodzice nie zadbali o to, abyśmy nosili aparaty nazębne, nie uczyłam się języków, zaniedbano nasze talenty artystyczne. Ale to, że nie czepiali się szczegółów, dawali wiele swobody, pozwalali na własne wybory, sprawiało, że mieliśmy ogromne poczucie honoru i wierzyliśmy w swoje możliwości nauczyliśmy się rozsądku. To nie jest tak, że jak zabraniamy czegoś dzieciom, to one będą słuchać. Będą uciekać dziurą w płocie. Wszystko zależy od rozumu, który się obudzi w dzieciach. Moi rodzice potrafili ten rozum w nas obudzić.

- Ale pisze pani w książce o ojcu, że do dziś z bratem nie potraficie mówić o swych lękach i obawach, tylko ciągle żartujecie. Nie smutno wam z tego powodu?

- Jak pisał Kundera, cierpimy na nieznośną lekkość bytu. Trochę nam smutno, bo lepiej być otwartym niż zamkniętym. Ojciec wychował nas, że nie należy opowiadać o swoich zmartwieniach, ale trzeba sobie z nimi poradzić. Tak bardzo się do tego przyzwyczaiłam, że denerwuje mnie, gdy ludzie narzekają, są zbyt wylewni. O dziwo denerwuje mnie jednak także, że sama nie mogę sobie ponarzekać. Nie potrafię, kurczę, naprawdę!
ROZMAWIAŁA KARINA OBARA

Gazeta Pomorska, 30 listopada 2006