Strona główna / Literatura światowa / Ratując ryby od utonięcia

Aktualności

27.04.2021

Spotkanie online z Tanyą Valko

We wtorek 27 kwietnia o godz. 19:30 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabska Żydówka".

Wywiady

11.03.2021

Między losem a przeznaczeniem - wywiad z Jodi Picoult

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Jodi Picoult. Z autorką "Księgi Dwóch Dróg" rozmawiała Ewa Cieślik z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

16.04.2021

Agata Komosa-Styczeń gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Agatą Komosą-Styczeń, autorką książki "Taterniczki. Miejsce kobiet jest na szczycie".

Bestsellery

TOP 20

  1. Tytus, Romek i A'Tomek /kolekcja 25 ksiąg/ Henryk Jerzy Chmielewski
  2. Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć Violetta Ozminkowski
  3. Chorzy ze stresu. Problemy psychosomatyczne Ewa Kempisty-Jeznach

Fotogaleria

więcej »

Ratując ryby od utonięcia

Amy Tan

Ewa Nowacka

Nie omijajcie Birmy

Pewno to nonsens, ale Birma wydaje mi się jednym z najbardziej tajemniczych miejsc na ziemi. Sama nazwa pachnie, nie wiadomo czemu, drzewem sandałowym i kwiatami hibiskusa, mieni się odcieniami zieleni - od delikatnie rozbielonej młodziutkich bambusowych liści do wysyconej, ciemnej barwy pandanu, smakuje pikantnym curry i gorzkawym smakiem orzechowych ciasteczek owianych dymem ze spalanych ziół. I wszystko jedno, czy ten kraj nazywamy Birmą czy Myanmarem, wydaje się on niezrównaną scenerią dla egzotycznych przygód. Pod okiem dobrotliwego Buddy i kilku tuzinów lokalnych bóstw może się wydarzyć wszystko i nawet najbardziej wymyślne dramatyczne epizody staną się samą prawdą. Tylko krwawe maźnięcie psuje sielankowość obrazu. SLORC, czyli junta wojskowa sprawująca rządy w Birmie nie zwykła się liczyć z ludzkim życiem, daleko jej wprawdzie do wyczynów Pol Pota, ale zabijanie, gwałcenie, podpalanie wsi, okaleczanie to codzienność, rzec można proza zwykłego dnia. Znawczyni i kolekcjonerka sztuki Dalekiego Wschodu niejaka Bibi Chen zorganizowała dla swoich przyjaciół wyprawę do Birmy. Tak się rozpoczyna akcja powieści Amy Tan „Ratując ryby od utonięcia”. Bilety wykupione, hotele zarezerwowane, przewodnicy zamówieni, stosowne opłaty wniesione. I nagle Bibi umiera śmiercią tragiczną uduszona własną krwią tryskającą z gardła przeciętego przedmiotem podobnym do małych grabek. Trzódka pozbawiona pasterza bierze udział w pogrzebie pani Chen, po czym wspólnie ustala, że jednak ruszy na ekskursję, chociażby po to, by nie robić przykrości zmarłej. Nie wiedzą, bo wiedzieć nie mogą, że duch Bibi towarzyszy im wiernie, będąc nie tylko kronikarzem rozwijających się wypadków powieściowych, ale i komentatorem wszystkiego, co się wydarzyło. Mało tego, widmo umarłej dysponujące niepospolitą erudycją zza kadru, o ile tak wolno powiedzieć, podaje mnóstwo interesujących wiadomości prostuje błędy i nieścisłości, a ponadto mniej lub bardziej sarkastycznie komentuje poczynania podróżników. Właściwie prawdziwą bohaterką „Ratując ryby od utonięcia” Amy Tan jest nieżyjąca Bibi, czytelnik patrzy jej oczami, dzieli jej myśli, przejmuje jej sposób widzenia rzeczy świata tego. W porównaniu ze zmarłą inni uczestnicy wyprawy wypadają po trosze jak gromadka niezbyt udolnych statystów, biorąca udział w spektaklu, którego treść jest im zupełnie nieznana. Tarapaty, w jakie kolejno wpadają, bywają mocno trywialne. Harry przypilony naturalną potrzebą zbezcześcił lokalne sanktuarium; piękna Marlena i inni uczestnicy wyprawy struli się obiadem w przydrożnej oberży; od świeczki postawionej przy łożu kochanków zapala się moskitiera, chwila i pożar obejmuje cały hotelowy apartament. Ale rzecz w tym, że relacje komentatorki, nieżyjącej Bibi, zawsze zachowują dobrze utrzymany dystans i wyraźnie pomrugują do czytelnika, bo czy się to komu podoba czy nie, nieboszczka pani Chen ma poczucie humoru.
„Ratując ryby od utonięcia” uznać można za kompendium wiedzy na temat birmańskiego obyczaju, wierzeń, historii czy przyrody wreszcie. Nie są to wszakże suche encyklopedyczne wiadomości, ale zręcznie wplecione w akcję minieseje, nierozbijające struktury literackiego przekazu, a stanowiące często glossę wręcz nieodzowną, bez której nie można zrozumieć rozgrywających się wydarzeń. Co znaczy na przykład "ratować ryby od utonięcia"? Wyznawcom buddyzmu nie wolno zabijać, nie poderżną gardła żadnemu bydlątku, ani nie zastawią wnyków w dżungli. Ale ryby? Przecież mogą się utopić, woda bywa głęboka i niebezpieczna, wyławiając zatem ryby z wilgotnego odmętu bronimy je przed topielczym losem. Okazawszy im tak wielkie dobrodziejstwo oczekujemy wdzięczności, dobrowolnego męczeństwa na woku, grubodennej chińskiej patelni. Wszechobecna (przywilej widm) i wszechwiedząca Bibi unosi się nad gromadką podróżników, gdy wsiadają do łodzi. Nie może ich w żaden sposób przestrzec, gdy zgadzają się na wyjątkowe atrakcje turystyczne i są gotowi do wyprawy w dżunglę. Dla wszystkich ta grupa jedenastu osób to zaginieni bez wieści w okolicznościach dziwnych i niewytłumaczalnych. Czytelnik dzięki Bibi może śledzić losy uprowadzonych. A porwano ich dlatego, że chłopiec imieniem Rupert potrafi wykonać kilka sztuczek karcianych. Takie same sztuczki umiał ongi wykonywać osobnik zwący się sam Wielkim Białym Bratem, samozwańczy przywódca plemienia Karenów, skazanego obecnie na zagładę przez SLORC. Widząc jak sprawnie chłopak tasuje karty, tubylcy uznali go za reinkarnację dawno zmarłego wydrwigrosza i postanowili porwać, by stał się ich guru wybawicielem i wodzem. Niestety, wraz z wybrańcem musieli sprowadzić w Miejsce Bez Nazwy jeszcze dziesięcioro amerykańskich turystów płci obojej tudzież towarzyszący im fantom Bibi. Nie chcąc psuć czytelnikom niespodzianki, zdradzę tylko tyle, że paradoksalny z pozoru pomysł przyniósł coś, czego nikt spodziewać się nie mógł. Plemię Karenów (i nie tylko ono zresztą) uzyskało wolność i potwierdzone przez międzynarodowe gremia rękojmie pewnych przywilejów. Ta bajka o rybach ratowanych od utonięcia ma wiele szczęśliwych zakończeń. Ostatnim szczęśliwym zakończeniem jest rozwiązanie zagadki śmierci Bibi. To był wypadek, padając wbiła sobie w szyję kosztowny grzebień do włosów należący do jej zmarłej matki. Książkę czyta się bardzo dobrze przekład jest gładki i potoczysty, każdy zaś czytający znajdzie w tej prozie coś dla siebie: od egzotyki po etnologię, od religioznawstwa po rozważania polityczne, od zagadki po wiedzę pozwalającą na lepsze zrozumienie odmiennych, dalekich kultur.

Nowe Książki, 1 października 2006