Strona główna / Literatura polska / Sądy i osądy

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Sądy i osądy

Katarzyna Leżeńska

Olga Sobolewska

Ideał nie do wytrzymania

Agata jest ucieleśnieniem idealnego sędziego. Ale to, co pozwala jej odnosić sukcesy na sali sądowej, powoduje, że ciężko jest ją znieść na co dzień. Książka "Sądy i osądy" pokazuje, jak trudno jest żyć z ideałem.
Środowisko sędziów i mechanizmy działające na sali sądowej rzadko kiedy są dobrą pożywką dla powieści. Katarzyna Leżeńska spróbowała wniknąć w ten świat i pokazać, jacy są prywatnie ludzie, którzy decydują o winie bądź niewinności. "Sądy i osądy" to historia Agaty Weber, która jest świetną sędziną. Jednak cechy charakteru, które decydują o sukcesach w sądzie, są dla reszty świata trudne do zniesienia - bo jak tu lubić kogoś, kto ciągle ma rację? Książka Leżeńskiej to typowa literatura kobieca. Autorce bardzo dobrze wychodzi portret sędzi i charakterystyka jej miejsca pracy. Gorzej, gdy przechodzimy do innych bohaterów. Tu książka traci ostrość i czasami wiarygodność. Ale, jak orzekła moja znajoma sędzia, koniec książki rekompensuje nieporadność początku.

Z Katarzyną Leżeńską rozmawia Olga Sobolewska.

Skąd pomysł, żeby Pani czwarta książka rozgrywała się właśnie w środowisku sędziowskim?

Dotychczas takiej książki nie było. Lekarze mają "Na dobre i na złe", adwokaci "Magdę M.", a sędziowie tylko wzmianki w gazetach, które na ogół dotyczą skandali. Tymczasem oprócz skorumpowanych i niedouczonych sędziów jest cała masa ludzi, którzy pracują jak mróweczki, przewalając tony akt. Którzy muszą podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Słowem, chciałam napisać książkę o ludziach, którzy wykonują zawód niewdzięczny i drenujący psychicznie.

Opisując środowisko, musiała być Pani wiarygodna. Jak przygotowywała się Pani do powieści?

Przygotowywałam się od chwili, kiedy uświadomiłam sobie, gdzie co rano wychodzi moja mama. Jak również obserwując pierwsze kroki zawodowe mojego sporo młodszego kuzyna, który w tej chwili jest sędzią rejonowym...

Czyli zadanie było ułatwione...

Tak i nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że ogląd domowy jest bardzo specyficzny. I jeśli nie miało się w życiorysie dramatycznego spotkania z wymiarem sprawiedliwości, to jest się skrzywionym w przeciwną stronę niż reszta świata i widzi sąd jako coś normalnego i dobrego.

Opisuje Pani sytuacje, o których zwykły człowiek nie ma pojęcia. Jak to, że na skazaną przez siebie osobę można się natknąć przypadkiem w miejscu publicznym.

Nie mamy świadomości ograniczeń, jakie nakłada na człowieka bycie sędzią. Między innymi właśnie tego, że spotykając kogoś w miejscu publicznym, trzeba odbyć intensywną pracę pamięci. Zwykły obywatel za przewinienie na drodze dostaje mandat, punkty karne i jedzie do domu, gdy jest to sędzia, informacja o całym zdarzeniu momentalnie trafia na biurko jego szefa. Nie sądzę, żeby wiele osób chciało żyć pod taką presją.

Pani bohaterka jest typową sędzią: sprawiedliwa i oceniająca, a do tego strasznie antypatyczna...

Sędzią może być tylko ktoś o specyficznym charakterze, w dokumentach sądowych mówi się, że o "nieskazitelnym". Ja chciałam pokazać, jak ciężko jest żyć z kimś, kto ma nieskazitelny charakter i zawodową skłonność do szybkiej oceny. Z kimś, kto wszystko zapamiętuje i potrafi przyłapać nawet na najmniejszym krętactwie. Tym wszystkim można zrazić do siebie połowę świata.

Metro, 26 września 2006