Strona główna / Humanistyka / Lekkomyślny umysł. Intelektualiści w polityce

Aktualności

18.09.2019

Spotkanie z Katarzyną Puzyńską w Warszawie

W czwartek 10 października o godz. 18.00 zapraszamy do Empiku w Warszawie (ul. Marszałkowska 116/122) na przedpremierowe spotkanie z Katarzyną Puzyńską, autorką książki "Pokrzyk".

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

24.07.2019

Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego książkę "Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi" Julii  Boyd.

Bestsellery

TOP 20

  1. Jej drugie życie Manula Kalicka
  2. Nie mam więcej pytań Gillian McAllister
  3. Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi Julia Boyd

Fotogaleria

więcej »

Lekkomyślny umysł. Intelektualiści w polityce

Mark Lilla

Aleksander Kaczorowski

Niepiękny umysł. Czy intelektualistom wolno angażować się w politykę?

Ci, którzy twierdzą, że nie, czynią tak na ogół z dwóch powodów. Jedni, jak Paul Johnson, uważają, że statystyczny intelektualista nie jest mądrzejszy niż przeciętny zjadacz chleba, więc im mniej angażuje się w cokolwiek, tym lepiej dla wszystkich. I trudno odmówić im racji, jeśli uznać za intelektualistów np. grono profesorskie zabierające głos na antenie Radia Maryja. Inni, jak Timothy Garton Ash, sądzą, że polityczne zaangażowanie szkodzi przede wszystkim samym intelektualistom, trudno bowiem, jak powiada Andrzej Dobosz w "Rejsie", być jednocześnie twórcą i tworzywem. Dobrym tego przykładem jest Vaclav Havel, którego prezydentura przysłużyła się wszystkim poza nim samym i zniszczyła jego talent pisarski.

Mnóstwa przykładów fatalnych skutków angażowania się intelektualistów w politykę dostarcza powojenna historia Francji, z ulubionym chłopcem do bicia dla ćwierćinteligentów Jeanem-Paulem Sartrem na czele. Warto więc zauważyć, jak czyni to Mark Lilla w brawurowej książce "Lekkomyślny umysł", jaką mamy alternatywę. A mianowicie, co się dzieje, kiedy filozofowie i artyści trzymają się z dala od polityki, pozostawiając ją "dziennikarzom, którzy ośmielają się o niej pisać, ale nie są wiarygodni".

Tak było w Niemczech, gdzie profesorowie pielęgnowali swoją pryncypialną apolityczność aż do stycznia 1933 roku. Wraz z dojściem Hitlera do władzy "naiwnie wpadli w objęcia polityki, której meandrów jeszcze nie zaczęli rozumieć", pisze Lilla. A nie rozumieli ich, gdyż tkwili wciąż w "mitycznym intelektualnym świecie, w którym królują fantazje o Helladzie i teutońskich lasach, fantazje, które sprawiły, że niektórym z nich nazistowska tyrania objawiła się jako początek duchowej i kulturalnej odnowy".

Co jednak sprawia, że ludzie tak różni jak Martin Heidegger, Carl Schmitt, Walter Benjamin, Alexandre Kojeve, Michel Foucault, Jacques Derrida - i Platon - wtykają nos w nie swoje sprawy? Czemu ci specjaliści od rozstawiania figur na intelektualnej szachownicy zabierają się do gry w dupniaka, jaką jest polityka? Czemu próbują zbawiać świat, choć grozi to okryciem się hańbą lub - w najlepszym razie - śmiesznością?

Mark Lilla, znany eseista i współpracownik renomowanego pisma "The New York Review of Books", na łamach którego ukazała się większość tekstów zawartych w tym zbiorze, odpowiada na to pytanie, sięgając do samych początków. Czyli do dialogów Platona i znanej ogółowi ludzi wykształconych historii wizyt filozofa na dworze tyrana Syrakuz Dionizjosa Młodszego.

Jak pamiętamy, autor "Państwa" udał się na Sycylię, by dokonać cudu. Po tym jak demokratyczne władze Aten skazały na śmierć jego mistrza Sokratesa - a nadzieje na przejęcie władzy przez filozofów lub też nawrócenie władców na filozofię okazały się płonne - rozgoryczony Platon wyrzekł się wszelkiej działalności politycznej. Jednak na wieść, że młody władca Syrakuz chce być filozofem na tronie i poszukuje nauczyciela, zaoferował mu swoje usługi.

Dionizjos okazał się - jak pisze Lilla - "naszym współczesnym. W ciągu ostatniego stulecia przyjmował rozmaite imiona: Lenina i Stalina, Hitlera i Mussoliniego, Mao i Ho, Castro i Trujillo, Amina i Bokassy, Saddama i Chomeiniego, Ceau escu i Miloąevicia - można wylać morze atramentu. (...) Problem Dionizjosa jest stary jak świat. Nowy jest problem ich intelektualnych popleczników".

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Gdy Platon zrozumiał, że ma do czynienia z tyranem, który pragnie jedynie "powlec się pokostem wykształcenia" (Lilla), dał nogi za pas i za swą sycylijską awanturę winił jedynie siebie samego. Jego dwudziestowieczni następcy, "filotyrańscy intelektualiści" Martin Heidegger, Carl Schmitt, Gyorgy Lukcs i cała masa innych, nie potrafili przyznać się do błędu. Dlatego, jak pisze Lilla, "ktokolwiek weźmie na siebie ciężar napisania uczciwej intelektualnej historii dwudziestowiecznej Europy, będzie musiał mieć żelazne nerwy".

Książka Lilli nie jest próbą napisania takiej historii. To zbiór błyskotliwych esejów, których największą zaletą jest przystępne, choć niekiedy pobieżne, jak u Kojeve`a, omówienie poglądów filozoficznych kilku wpływowych europejskich myślicieli. Czasem, jak w znakomitym eseju poświęconym przyjaźni Martina Heideggera z Karlem Jaspersa i jego romansowi z Hannah Arendt, porusza również wątki biograficzne. Czasem zaś, jak w eseju o Carlu Schmitcie, ojcu duchowym antyliberalnych partii w rodzaju Prawa i Sprawiedliwości, ma zaskakująco aktualny wydźwięk.

Wspomniana przystępność, ale i pobieżność książki Lilli ma związek z tym, że zebrane w niej eseje pierwotnie były obszernymi omówieniami wydanych w ostatnich latach książek poświęconych wymienionym myślicielom. Jest to więc dzieło, które raczej systematyzuje i stawia pytania, zamiast udzielać przekonujących wyjaśnień (choć autor podejmuje taką próbę); bliższe eseistyce Edwina Bendyka niż Alaina Finkielkrauta. Ale czyta się to jednym tchem, czego o większości książek z tej dziedziny powiedzieć nie sposób.

Portal Gazety Wyborczej Gazeta.pl, 17 kwietnia 2006