Strona główna / Literatura polska / Przyjaciele

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Przyjaciele

Marta Madera

Magda Huzarska-Szumiec

Barowe opowieści

Knajpy Kazimierza to środowisko naturalne Marty Madery, matki, żony, wiecznej studentki i byłej barmanki.
Marta Madera siedzi przy barze pubu Transylwania. Wpatrzona w nieco odrapanego laptopa laptopa powoli sączy piwo pisząc kolejny rozdział książki. Od czasu do czasu odrywa się od komputera łowiąc jednym uchem żarciki podsłuchując co ciekawsze opowieści klientów. Sama zna mnóstwo barowych anegdot, bo całkiem jeszcze niedawno stała za kontuarem jako barmanka. Teraz swoje wspomnienia związane z knajpami krakowskiego Kazimierza zręcznie wplata do książek. Właśnie ukazał się jej debiutancki tom „Przyjaciele” wydany przez oficynę Prószyński i S-ka. „Na Kazimierzu zaczęłam bywać we wczesnym okresie studenckim Ta dzielnica nie była jeszcze tym czym jest dzisiaj. Z koleżankami chodziłyśmy do pierwszych powstających tu knajp Singera i Alchemii, i zakładałyśmy się, czy uda nam się przejść przez tą straszną dzielnicę i nie dostać w łeb. Kończyło się przeważnie na tym, że piłyśmy po jednym piwie i grzecznie wracałyśmy do domu” opowiada Marta. Z biegiem czasu życie na Kazimierzu zataczało coraz szersze kręgi, zaczynały się tworzyć grupy znajomych, którzy przesiadywali o bardzo nieregularnych porach w różnych nowych barach w oparach dymu i piwa, prowadząc do rana dyskusje. Nocne życie Kazimierza coraz bardziej wciągało Martę aż postanowiła zacząć dorabiać za barem.
Od księżycowego do filozofa
Dzieli barmanów na kilka zasadniczych typów. Pierwszy to „filozof” . Jest to typ zagadkowy, który potrafi tworzyć unikalną atmosferę, choć rachunki i faktury raczej nie podlegają jego kwalifikacjom. Ale za to jest tak uroczy, że wszystko można mu wybaczyć Drugi typ to „pomysłowy Dobromil”. On wie wszystko, potrafi dodawać dodawać, a szczególnie odejmować na swoją korzyść. Nie zawsze mówi klientom „dzień dobry”, nie roztacza wokół siebie otoczki intelektualnej, ale za to bar jest zadbany a kawa podana z ciasteczkiem i posypana cynamonem. „Mimoza” to witająca gości zmęczonym uśmiechem barmanka, która ma wypisane w oczach, że nie znosi żadnych komplikacji. Umie podawać tylko piwo i niech nikt nie waży się wymyślać jakiejś tam cafe latte, czy dziwnych drinków. Ciekawym typem jest też „barman z Księżyca”. Kiedy zamawia się u niego colę spojrzy nieobecnym wzrokiem i zapyta zapyta czy czarną czy białą, a poproszony o zdradzenie jakie może podać wina pod długim namyśle odpowie białe albo czerwone. Ja początkowo byłam „barmanką z Księżyca”. Zdarzało mi się zalewać bar potokami piwa. W takiej sytuacji na pytanie klientów od kiedy tu pracuję odpowiadałam „16 minut” i mi wybaczali. Na widok faktury uciekałam na zaplecze. Pamiętam, że kiedyś przyszedł do mnie facet, zamówił piwo i zapytał czy my tutaj myjemy pipy. Wytrzeszczyłam oczy, ale wiedziałam już, że z klientem się nie dyskutuje, więc grzecznie kiwnęłam głową. Dopiero później się dowiedziałam, że chodziło o sprzęt do nalewania piwa - śmieje się Marta. Z biegiem czasu przyszła pisarka dryfowała jednak w stronę „barmana filozofa”. Coraz więcej gości zwierzało się jej ze swoich problemów. Jeden facet wyznał mi, że zdradził kiedyś żonę i że do dziś tego żałuje, inny opowiadało swoim kumplu, który go przekręca w firmie - przypomina sobie Marta, która z tych czasów bardzo miło wspomina powroty po pracy do domu. Bo Kazimierz najpiękniejszy jest o zmierzchu. Zdarzało mi się o tej porze spotykać na placu Nowym skrzypków, śpiewaków, ludzi, którzy żonglowali ogniem, bębniarzy, tancerzy. Takich jak choćby Monika, która była pulchną brunetką. Kiedy rozpuszczała swoje długie włosy i zaczynała płynnie ruszać krągłymi biodrami można było zapomnieć o wszystkich kompleksach związanych z własną figurą po ciąży, nagle okazywało się że krągłe potrafi być piękne. Wracając nad ranem można było z kolei wejść prosto na targ gołębiarzy otrzymać propozycję zakupu psa, kota, królika - bo gołębi osobnikom poniżej czterdziestki nikt jakoś nie proponował.
Nocne rozmowy w Smutnym Banasiu
Ci wszyscy ludzie plus grupa przyjaciół Marty mogą odnaleźć się na kartach jej książki. Spotykają się w Smutnym Banasiu, kultowym lokalu, w którym rozmawiają o życiowych rozterkach, miłosnych problemach, wspierajac się w walce z nikotynowym nałogiem. Ona sama nie utożsamia się z główną bohaterką, acz nie przeczy, że posiada pewne jej cechy charakteru. „Na pewno w stu procentach dzieci w tej książce są moje. Dokładnie cytuję ich zaskakujące komentarze do rzeczywistości. Choćby te związane z ich własnym tatusiem” wyznaje Marta. Kiedyś jej mąż rozgrywał przez internet sparing klanowy klanowy, a z jego pokoju dobiegały strzępy komend i terkot broni maszynowej. Ze względu na wczesną porę pohamowywał wojskowe przekleństwa, ale w końcu nie wytrzymali wybuchnął. Marta w tym czasie usypiała dziewczynki, które jednak usłyszały niecenzuralne słowa.
- Cóż zaje. nam tatusia - podsumowała senna córka, a Marta nie mogła się powstrzymać, by tego nie umieścić w książce. Podobnie jak usłyszaną kiedyś historię o kangurze i żyrafie. „Opowiedziałam ją w Transylwanii i tak spodobała się barmanowi, że zapytał czy może ją opisać w swojej książce. Kiedyś siedzę przy barze, piszę i wychodzi mi, że moja bohaterka wraca właśnie z Australii. Krzyknęłam: „Tomek wykorzystałeś kangura?” Na co on spokojnie odpowiedział: „Nie, żyrafę, ona mnie wystarczająco zaspokaja”. Podszedł do nas przerażony klient i koniecznie chciał się dowiedzieć, o czym rozmawiamy - śmieje się Marta. Bo w pubach na Kazimierzu rozwija się wciąż barowa kultura. Ot choćby w takiej Transylwanii. Jej właścicielka Anka Szulc wydaje właśnie swoją drugą książkę, barman Tomek zbliża się do końca pierwszej, a Marta Madera niebawem odda do wydawnictwa kontynuację swoich „Przyjaciół”.

Gazeta Krakowska, 7 kwietnia 2006