Strona główna / Literatura polska / Bez końca

Aktualności

18.11.2019

Informacja o zmianie regulaminu

Informujemy, że z dniem 18 listopada 2019 r. ulegają zmianie niektóre postanowienia regulaminu korzystania z księgarni internetowej Prószyński i S-ka.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Bez końca

Adam Kaczanowski

Sabina Bauman

Zmierzch kreatywnych

Adam Kaczanowski ma doskonały zmysł obserwacji. W jego debiutanckiej książce życie wydaje się sfotografowane, zatrzymane w migawce aparatu ze wszystkimi niuansami. Nie chodzi tu jedynie o opisy postaci, głównych i drugoplanowych, potraktowanych starannie i rzetelnie, a nakreślonych jedynie kilkoma kreskami, które wystarczą, by zorientować się, z kim mamy do czynienia. Nie chodzi o oddanie realiów otoczenia, z modnym klubem rozrywkowym, mdłym wnętrzem z IKEA i sterylnym biurem w jakimś luksusowym „plaza” czy „center”. Pisarz- świadomie bądź nieświadomie - uchwycił w tej książce coś, co szumnie nazwać można duchem epoki. Zabieganie, neurotyczność i pracoholizm. Efemeryczność uczuć i łatwość zrywania kontaktów. Trzydziestoletnich chłopców z syndromem Piotrusia Pana, którzy zdejmują po pracy garnitur i ganiają po labiryntach w centrum rozrywki z laserowymi mieczami. Pyskate, przedwcześnie dorosłe dzieci, które marzą o tym, by zostać najbogatszym człowiekiem na świecie.
Proza Kaczanowskiego nie koncentruje się jednak na jakiejś społecznej diagnozie albo na ukazywaniu zła tego świata. Nic z tych rzeczy. Autor obserwuje tę rzeczywistość z dystansem, bez lęku i bez kasandrycznych wycieczek, do których mógłby się zapewne posunąć, gdyby jego pisarstwo było mniej dojrzałe. Nie ma w tej książce epatowania biedą, zbrodnią albo alkoholizmem, autor zgrabnie ominął wszystkie dyżurne motywy, do których przyzwyczaiły nas media. Dzięki temu jego świat jest prawdziwy. Nieprzerysowany. Ani piękniejszy, ani groźniejszy niż w rzeczywistości. Okazuje się więc, że nasze czasy dadzą się opisać i nie potrzeba do tego wcale żadnej metody szokowej. Wystarczy patrzeć i słuchać. Bez próby osądzania.
Bez końca jest opowieścią o polskiej klasie średniej (o ile taka już się tu wykształciła). Losy bohaterów nie są ze sobą naprawdę powiązane, a migawki z ich równoległych światów przeplatają się, połączone tym samym fragmentem kreskówki, który pozwala mniej więcej określić czas wydarzeń. Obserwujemy pracowite życie dwóch wyższych menedżerów pewnej firmy. Jeden z nich wyrzucony został z pracy i związany kontraktem, w myśl którego przez rok dostaje pensję za to, by nie przejść do konkurencji. Drugi w tym czasie robi wszystko, żeby z pracy odejść, a w ostatnich sekwencjach książki posuwa się nawet do rękoczynów. Na drugim biegunie opowieści znajduje się była modelka, użerająca się z bandą robotników w świeżo kupionym, luksusowym domu i rozmyślająca nad ewentualnym rozpadem swego małżeństwa. Wszyscy w okolicy trzydziestki i wszyscy dużo starsi, niż wskazuje metryka, a jednocześnie cokolwiek zdziecinniali - bohaterowie naszych czasów. Wszyscy oni mimo niezłych zarobków, wygodnego życia i godnego pozazdroszczenia stanu posiadania wydają się nieszczęśliwi. Zagubieni. Być może za szybko osiągnęli to, na co inni mniej zdolni i mniej piękni pracowaliby przez całe życie. W wieku trzydziestu lat mają już wszystko i zaczynają się gubić, bujając nogami w powietrzu. Przychodzi chęć zmiany czegokolwiek, zaczynania od nowa, więc na pierwszy ogień idą ich małżeństwa, związki i życie uczuciowe. Burzenie przychodzi bez trudu. Gorzej jest jednak z wybudowaniem w tym miejscu czegoś nowego. Autor przedstawia tę sytuację obiektywnie i wiarygodnie. On sam należy bowiem do pokolenia trzydziestolatków i można przypuszczać, że zawarł w swojej prozie więcej autentyzmu niż wymyślonej fabuły. Bez końca ma w sobie ten sam sarkazm, którym przepełniony był choćby Zwał Sławomira Shuty. O ile jednak Shuty przerysował obraz, co uczyniło jego książkę cokolwiek bełkotliwą, Kaczanowski, unikając nadmiernego niezrozumialstwa, napisał bardzo dobrą, prawdziwą, realistyczną powieść o tym, co się dzieje za szklanymi ścianami biurowców i murami drogich domów, w których powinni mieszkać szczęśliwi i bogaci ludzie. Dla „pokolenia kreatywnych” przyszedł być może czas pierwszych, gorzkich bilansów. Wraz z nim pojawiło się również widmo wypalenia.

Nowe Książki, 2 lutego 2006