Strona główna / Literatura faktu, historia / Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie"

Aktualności

20.02.2020

Nina Novak i Wiktor Krajewski w Warszawie

W czwartek 5 marca o godz. 18:00 zapraszamy do Empiku Junior w Warszawie (ul. Marszałkowska 116/122) na spotkanie z Niną Novak i Wiktorem Krajewskim, autorami książki "Taniec na gruzach. Nina Novak w rozmowie z Wiktorem Krajewskim".

Wywiady

23.01.2020

Wszyscy mamy w sobie czynnik diabła.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Craigem Russellem, autorem książki "Czynnik diabła"

Posłuchaj i zobacz

22.01.2020

Wstrząsająca prawda o życiu arabskich księżniczek.

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Marcina Margielewskiego "Zaginione arabskie księżniczki".

Bestsellery

TOP 20

  1. Dymy nad Birkenau Seweryna Szmaglewska
  2. Króliki z Ravensbrück Anna Ellory
  3. Oleńka. Panienka z Białego Dworu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie"

Laurence Rees

Mirostaw Ratajczak

Piekło i raj

Kiedy 27 stycznia 1945 roku żołnierze Pierwszego Frontu Ukraińskiego dotarli do KZ Auschwitz-Birkenau. zastali w nim blisko 7 tysięcy więźniów. Nie było już tam oczywiście Niemców, którzy uciekli, wysadzając przedtem krematoria i komory gazowe Brzezinki. Kilka dni wcześniej, 18 stycznia wyprowadzono z Auschwitz blisko 65 tysięcy więźniów, kierując ich do odległego o 50 kilometrów węzła kolejowego w Gliwicach i drugą część do Wodzisławia Śląskiego, skąd mieli trafić koleją do obozów pracy w Niemczech. Ci, którzy przeżyli ów słynny marsz śmierci, wspominali go później jako mękę jeszcze straszliwszą niż wszystko, czego doświadczyli w obozie. Około jedna trzecia uczestników marszu znalazła się ostatecznie w Bergen-Belsen, wyzwolonym przez aliantów dopiero w połowie kwietnia.
Wyzwolenie Auschwitz nie odbiło się większym echem w ówczesnej prasie, jak stało się to latem 1944 roku, gdy oswobodzono więźniów Majdanka - jedynego poza Oświęcimiem obozu, gdzie również uśmiercano ludzi cyklonem B, ale na o wiele mniejszą skalę („tylko” 24 tysiące). W tamtym momencie KZ Auschwitz uchodziło po prostu za drugi Majdanek, a uwaga międzynarodowej opinii publicznej zwrócona już była w stronę Jałty, gdzie miała spotkać się Wielka Trójka sprzymierzonych.
Straszliwa prawdę o obozie oświęcimskim zaczęto odkrywać dopiero po pewnym czasie, kiedy wyzwoleni więźniowie Bergen-Belsen, przebywający przedtem w Auschwitz, zaczęli opowiadać o istnieniu na wschodzie miejsca jeszcze bardziej piekielnego. A trzeba tu dodać, że zdjęcia i opisy obozu Bergen-Belsen, szeroko publikowane w światowej prasie, przeraziły cała międzynarodową społeczność i stworzyły jak gdyby kanoniczną wizję hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Dalece niepełna, jak miało się okazać...
Odkrywanie „prawdy” o Auschwitz wciąż trwa i książka Laurence'a Reesa dziennikarza, historyka i producenta filmów dokumentalnych, łączącego wszystkie te zajęcia w roli dyrektora działu programów historycznych BBC Television, jest tego dobrym przykładem. To dociekliwy reportaż historyczny, w którym drobiazgowość idzie w parze z szeroko zakrojonym spojrzeniem nie tylko na dzieje KZ Auschwitz, ale także na całokształt problematyki „ostatecznego rozwiązania” „kwestii żydowskiej” przez władców III Rzeszy. Znaleźć tu można wicie nowych faktów i też na nich opartych. Rewelacja tej pracy są ,także świadectwa tych, którzy przeżyli; Rees przeprowadził setkę obszernych wywiadów z byłymi więźniami i SS-manami, skorzystał z ponad trzystu podobnych rozmów przeprowadzonych przy innych okazjach (np. do świetnego serialu dokumentalnego, który mogliśmy obejrzeć niedawno w polskiej telewizji: Naziści. Ostrzeżenie historii). Autor dotarł też do archiwów w krajach dawnego bloku sowieckiego i do tamże żyjących świadków, co przed rokiem 1990 nie było możliwe. Niemieccy oprawcy, z których większość nie została nawet ukarana, także milczeli. Ci, którzy zgodzili się rozmawiać z Reesem, zrobili to dopiero, kiedy znaleźli się już u schyłku życia, i to czasem zadziwiająco otwarcie. Książka i równolegle realizowany serial dokumentalny pod tym samym tytułem ukazały się w styczniu tego roku, w 60. rocznicę wyzwolenia KZ Auschwitz. Większość rozmówców już nie żyła. Praca nad swoim dziełem zabrała Reesowi piętnaście lat.
Osią tej książki jest przekonanie autora. które stara się solidnie udokumentować, że „ostateczne rozwiązanie” to nie był jednorazowy akt woli politycznej nazistów, ale dynamiczny proces uwarunkowany realiami toczącej się wojny. Realiami, ale także zupełnie fantastycznymi projektami, niewytrzymującymi konfrontacji z rzeczywistością, jakie naziści snuli w czasie przygotowań do wojny i po jej wybuchu, licząc na szybkie zwycięstwo. Zdaniem Reesa dzieje obozu w Auschwitz doskonale to oddają i tłumacza jego niezwykły w porównaniu do innych obozów status, organizację, wielozadaniowość, wielkość. Był on bowiem zarazem obozem koncentracyjnym w typie Dachau, gdzie przetrzymywano rzeczywistych i potencjalnych wrogów politycznych reżimu, i obozem pracy przymusowej, i „przedsiębiorstwem” służącym interesom SS i Rzeszy, i wreszcie obozem zagłady - fabryką śmierci (wcale nie pierwszą tego rodzaju), do której zwożono ofiary z całej Europy.
Antysemityzm był nieukrywanym faktem w działalności i programie partii Hitlera od samego początku, ale gdy Hitler przejmował władzę, nie był to fakt zbyt eksponowany. Nie chciano drażnić opinii międzynarodowej ani wywoływać zbyt wielkich napięć we własnym społeczeństwie. Śmietanka nazistów reprezentowała też inny rodzaj antysemityzmu niż na przykład osławione pismo „Der Sturmer” Juliusa Streichera, zoologicznego wręcz antysemity. Himmler czy Hoss, nawet Goebbels pogardzali nim i skłaniali się raczej do „naukowego” i „racjonalnego/politycznego” antysemityzmu (nb. Rees, wspominając o osławionej konferencji w Wansee, gdzie użyto otwarcie sformułowania „ostateczne rozwiązanie” i po której pozostał jeden z nielicznych dokumentów w tej sprawie - protokół Eichmanna, zauważa, iż na piętnastu jej uczestników aż ośmiu miało tytuły doktorskie). Takie też „racjonalne” nastawienie przesadzało początkowo o planach nazistów wobec Żydów, którzy mieli być w przyszłości wywiezieni z Niemiec i Europy do Afryki, nawet na Madagaskar. Szukano też dla nich miejsca na wschodzie Polski (w okolicach Niska). Znane są pisma Himmlera i Heydricha. w których uznają oni za zdecydowanie „nie-niemieckie” pomysły likwidacji Żydów jako całego narodu. Koleje wojny przesądziły o tym, co w końcu zostało zrealizowane.
Komplikacje w planach pojawiły się, kiedy Niemcy porozumieli się ze Stalinem, a potem podzielili Polskę na część niemiecka i Generalną Gubernię; do tej pierwszej sprowadzono pól miliona Niemców z terenów Związku Radzieckiego i trzeba było zrobić dla nich miejsce, wysiedlając mieszkających tam Polaków. Dla nich z kolei „zrobiono miejsce” w GG, m.in. zamykając w gettach Żydów. Potem sprowadzono tam jeszcze, jak do łódzkiego getta, Żydów z Niemiec. Po wybuchu wojny z ZSSR pojawiło się pytanie, co zrobić z rosyjskimi Żydami, więc utworzono specjalne grupy SS do ich likwidacji, a skoro już tam były i wykonywały swoje zbrodnicze zadanie, wysyłano do krajów bałtyckich pod luty ich plutonów egzekucyjnych transporty Żydów niemieckich. Bardzo szybko problemem stal się sposób mordowania ofiar (masowe rozstrzeliwania demoralizowały żołnierz)) i usuwania zwłok. No i to, że takie zbrodnie nie sposób było ukryć przed światem, a hitlerowcy starali się o to do samego końca. Zaczęto eksperymentować z ruchomymi komorami gazowymi, specjalnie przystosowanymi ciężarówkami z butlami tlenku węgla (pomysł ten wykorzystywano już wcześniej w programie eutanazji w niemieckich i polskich szpitalach psychiatrycznych). I znów rozwiązanie to rychło znalazło zastosowanie również gdzie indziej, a mianowicie w pierwszym obozie zagłady w Chełmnie, gdzie „rozwiązywano” problem przeludnionego getta łódzkiego, a potem w fabrykach śmierci takich jak Bełżec, Sobibor. Treblinka i Majdanek; niewiarygodnie małych i niewiarygodnie wydainvch - w momencie ich zamknięcia w roku 1944 łączna liczba ich ofiar wynosiła ok. 1.7 miliona osób!
Oświęcim na swój sposób czerpał z tych doświadczeń. W zbrodnicze apogeum wszedł w roku 1943, kiedy wybudowano nowe zespoły komór gazowych i krematoriów w Brzezince. Ale, w porównaniu z wyżej wymienionymi obozami, do samego końca Auschwitz był na równi swoistym „kompleksem przemysłowym” wykorzystującym niewolnicza pracę (jego filie i podobozy znajdowały się na całym Górnym Śląsku) i fabryka śmierci. Widać to było od razu po przybyciu do obozu, gdy następowała natychmiastowa selekcja Żydów - do pracy lub na śmierć. Takich praktyk nie było nigdzie indziej.
Rees przekonywująco prowadzi swój wywód o „kumulującej się radykalizacji” praktyk hitlerowskich, o fatalnych decyzjach strategicznych Niemców, które wywoływały kryzysy, a te wymagały ekstremalnych rozwiązań, czemu sprzyjała brutalizacja wojennej machiny, zaś potem widmo zbliżającej się klęski. Do pieklą prowadziły dość kręte schody, które tu tylko w wielkim skrócie i uproszczeniu pokazuję. W książce Reesa doskonale widoczny jest też schemat prowadzący do przekształcania współczłonków ludzkiej społeczności w Żydów, Żydów w podludzi, a podludzi w insekty, które można już mordować z pomocą chemikaliów właśnie w tym celu wyprodukowanych.
Oczywiście, wszystko to nie ma nie wspólnego z moralna oceną hitlerowskiego ludobójstwa, ale ważne jest żebyśmy zrozumieli, jakie były jego mechanizmy, bo mechanizmy społeczne są powtarzalne.
Laurence Rees wejrzał głęboko w piekło „ostatecznego rozwiązania” i zrobił, co mógł, żebyśmy poszli jego śladem. Ale warto zwrócić uwagę na to, co pisze we wstępie o swojej rozmowie sprzed lat dwudziestu z Wilfredem von Ovenem. bliskim współpracownikiem Goebbelsa. Poprosił go mianowicie. żeby w jednym słowie zawarł swoje doświadczenieIII Rzeszy. Oven. który wcześniej bez wahania przyznał, że doszło wtedy do zbrodni, odpowiedział: Cóż, jeśli mam streścić swoje doświadczenie Trzeciej Rzeszy w jednym słowie, to będzie nim - raj.
To również z wieloletniego namysłu nad tymi słowami wzięła się ta książka.

Odra, kwiecień 2005