Strona główna / Popularnonaukowe / Kres możliwości? Granice poznania i poznanie granic

Aktualności

18.05.2022

Spotkanie online z Pauliną Młynarską

W piątek 3 czerwca o godz. 19:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Pauliną Młynarską, autorką książki "Okrutna jak Polka".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

23.05.2022

Rozmowa z Tanyą Valko

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Tanyą Valko, autorką książki "Arabska zdrajczyni".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska zdrajczyni Tanya Valko
  2. Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny Wioletta Sawicka
  3. A koń w galopie nie śpiewa Artur Andrus, Wojciech Zimiński

Kres możliwości? Granice poznania i poznanie granic

John D. Barrow

Jerzy Kowalski-Glikman

Sztuka małpowania

„Nasze umysły mogą okazać się za matę, [...] żeby zrozumieć wszechświat - nawet maleńkie jego części. Może się w końcu okazać, że nie potrafią ogarnąć pewnych pojęć leżących u samych podstaw rzeczywistości. [...] Wszechświat może być nie tylko dziwniejszy, niż sobie wyobrażamy, on może być dziwniejszy, niż potrafimy sobie wyobrazić” - pisze w swojej najnowszej książce Kres możliwości? znany brytyjski astrofizyk John D. Barrow. Czym jest w takim razie nasze poznanie, którym tak się chlubimy? Czy ciągły postęp naukowo-techniczny i nieustające poszerzanie naszej wiedzy są w ogóle możliwe, czy też kiedyś - całkiem już niedługo albo za tysiące lat - dotrzemy do kresu poznania? I co najważniejsze, czy rozwój albo więcej, ewolucja naszej wiedzy, nie jest przypadkiem tylko prostacką, impertynencką próbą małpowania, przedrzeźniania świata?
Jeśli przyjąć, jak to czynią niektórzy, że wiedza służy nam w ostatecznym rozrachunku jedynie jako konieczny prolog postępu technicznego, że nie jest celem samym w sobie, wtedy rzeczywiście to, co robimy, jest tylko mniej lub bardziej udatnym przedrzeźnianiem. Tworzymy różne, w naszym mniemaniu użyteczne, gadżety; przeciwstawiamy to, co stworzone i sztuczne, temu, co naturalne, ale czyż technika nie jest wykoślawionym odbiciem przyrody? Nasza, wydawałoby się, nieograniczona zdolność tworzenia technologii napawa nas dumą, nieomalże pychą. Chlubimy się, że żadna małpa nie wpadła na pomysł wykorzystania ognia, nie mówiąc już o chipie komputerowym, aby natychmiast załamywać ręce nad gwałtownymi zmianami, od ekologicznych po społeczne, będących skutkiem wprowadzenia w życie nowych technologii. Zastępy uczonych starają się zdiagnozować zagrożenia płynące z nieprzerwanej modernizacji świata, kontemplując - cóż za ironia! - wiedzę o... konsekwencjach wiedzy.
Zastanawiamy się, oczywiście wraz z Barrowem, nad granicami tak rozumianego postępu: chcemy wiedzieć, czy rozwój techniki postępować będzie równie szybko jak dotąd albo jeszcze szybciej, czy doprowadzi nas do świetlanej przyszłości czy wręcz przeciwnie - do gigantycznej katastrofy.
Ale jeśli jest inaczej i technologie to jedynie produkt uboczny kumulacji wiedzy? Wtedy jednak musimy poradzić sobie z pytaniem, czym jest ta wiedza i jakie są jej granice. Wiemy o Wszechświecie coraz więcej, to nie ulega wątpliwości. Z jakichś zupełnie niepojętych powodów świat wokół nas jest w pewnym sensie poznawalny: potrafimy zgrabnie małpować to, co wokół nas, tak że wydaje się nam, że rozumiemy. Możemy nawet podać przekonujące argumenty, że docieramy do „prawdy”. Przecież, gdy posługując się naszą wiedzą, tworzymy coś - na przykład system satelitów GPS, w którym wykorzystujemy ezoteryczne, jak by się mogło wydawać teorie naukowe, z teorią względności na czele - to coś działa!
Od kiedy Galileusz skonstatował, że księga przyrody zapisana jest w języku matematyki, wierzymy, że świat można zrozumieć, posługując się liczbą i symbolem logicznym. I znów mamy, mogłoby się wydawać, pełne po temu podstawy. Tworzymy teorie, modele matematyczne, które zdają się odzwierciedlać świat rzeczywisty. Kiedy nasze modele fizyki cząstek elementarnych czy astrofizyki galaktyk porównujemy z obserwacjami, wyniki eksperymentów doskonale zgadzają się z obliczeniami teoretycznymi. Wydawałoby się, że takie poznanie jest bezkresne, a jednak XX wiek przyniósł, dzięki wysiłkom Bertranda Russela, Kurta Godla, Alfreda Tarskiego i innych wielkich logików, konstatacje naszej kompletnej bezradności wobec rzeczy najbardziej podstawowych: struktury arytmetyki czy znaczenia stwierdzenia „ja kłamię”.
Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów od pierwszej strony lektury książki Barrowa chodził mi po głowie wiersz Bolesława Leśmiana Goryl. Barrow pyta o kres możliwości naszego poznania. A odpowiedź jest przecież dobrze znana:

Aż śmierć wtulona w szary przyodziew,
Stanęła przed nim, aż zbladł nad spodziew!
Chciał ją zmałpować, ale nie umiał -
Chciał coś zrozumieć - i nie zrozumiał.
I padł jej do nóg, nie wiedząc czemu,
I - niewiedzący - skomlał po psiemu.
A ona cicho, niby mogiła,
Pierś mu przydeptać stopą raczyła.
Niezmatpowana, nieprzedrzeźniona
Patrzyła w niego, jak rzężąc, kona.

Cokolwiek wiemy, cokolwiek wiedzieć będziemy, zawsze pozostanie w nas niepokój, a może nawet pewność, że istnieje świat, którego nigdy nie ogarniemy, który na zawsze pozostanie „niezmałpowany” i „nieprzedrzeźniony”. I choć ze wszystkich sił będziemy się starali poznać i zrozumieć - nie zrozumiemy nic. Ale to nie znaczy, że nie mamy wyboru i pozostaje nam tylko się poddać. Świadomość, że istnieje coś niepoznanego i niepoznawalnego, jest dobrym punktem wyjścia do poznawania tego, co potrafimy zrozumieć, bo wbrew Leśmianowi głęboko wierzę, że po drugiej stronie niepoznawalnego jest coś, co możemy pojąć.

Świat Nauki, kwiecień 2005