Strona główna / Fantastyka / Belgeriada t.1 Pionek Proroctwa

Aktualności

22.11.2019

Drzewo od Davida Attenborough w Warszawie

22 listopada na kampusie Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego przy ul. Nowoursynowskiej 166 został posadzony mamutowiec olbrzymi, będący prezentem od Sir Davida Attenborough oraz jego przyjaciół: Sebastiana Koseckiego, Magdaleny Zaleskiej oraz wydawnictwa Prószyński i S-ka.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Belgeriada t.1 Pionek Proroctwa

David Eddings

Artur Chruściel

Garion dziwi się światu

„Pionek proroctwa” Davida Eddingsa nie jest książką obszerną - zwłaszcza na tle nowszych utworów fantasy - jednak jest to tylko pozór, bo mieści się w niej wyjątkowo dużo. Oprócz tego, że otwiera pięciotomową „Belgariadę”, stanowi również prawdziwy katalog klasycznych motywów gatunku, a przy tym wszystkim potrafi jeszcze zadziwić. Co prawda nie światem i nie pomysłami, lecz tym, jak zaskakująca potrafi być dla bohaterów wiedza, którą czytelnik posiadł przed nimi.

Po przedstawieniu polskim czytelnikom nowszych książek Davida Eddingsa, wydawnictwo Prószyński i S-ka przystąpiło do wznowień. Z nieznanych przyczyn podążyło przy tym dokładnie tą samą ścieżką co Amber - najpierw otrzymaliśmy trylogię „Elenium”, a obecnie trafiają do księgarń kolejne części „Belgariady”. Nie ma to negatywnych konsekwencji, poza tym, że dłużej trzeba było czekać na powrót do księgarń cyklu, który przez wielu czytelników uważany jest za najlepszy w dorobku autora.
Duży udział w przypięciu „Belgariadzie” tej metki miał Andrzej Sapkowski, który - nie znając twórczości Eddingsa, a będąc z nim często kojarzony - postanowił nadrobić lekturowe zaległości i na łamach różnych periodyków nie krył swych pozytywnych wrażeń. Tymczasem „Pionek proroctwa”, którym Eddings debiutował, nie daje najlepszego uzasadnienia dla tych pochwał. Nie bez winy pozostaje tu zresztą sam Sapkowski, który posiadł wszystkie umiejętności autora „Belgariady” i to w o wiele większym stopniu, a przy tym wyprzedził swoimi opowiadaniami pierwsze polskie wydania książek Eddingsa.

W „Pionku” mamy do czynienia z typowym przypadkiem spóźnionej klasyki - nowatorskie elementy wprowadzone przez autora czytelnicy zasymilowali już w dużo bardziej zaawansowanej formie i tylko historyk literatury może próbować dociekać, w czym Eddings był wynalazcą, a w czym epigonem. Zaś na tego, kto sięgnie po pierwszy tom „Belgariady” nie dla rozważania ewolucji fantasy, lecz dla przyjemności lektury, czeka opowieść, której schemat fabularny może posłużyć jako modelowy reprezentant gatunku.

Jest zatem bóg Torak - mroczny, wredny i martwy od kilku tysięcy lat, lecz oczywiście nie do końca. Jest Klejnot Aldura - potężny artefakt, najpierw ukradziony przez Toraka, potem ukradziony Torakowi, a mający moc przywrócenia złego bóstwa do życia. Jest czarodziej Belgarath i jego córka Polgara, również czarodziejka - dwójka ta wzięła na siebie zadanie ochrony świata przed Torakiem. Jest też mapka zajmująca dwie strony, usiana królestwami, po których można wędrować, dopóki tylko autorowi starczy chęci do pisania. I wreszcie jest Garion - Prosty Wiejski Chłopak będący pod opieką nieco tajemniczej ciotki Pol, spotykający niekiedy starego bajarza zwanego Panem Wilkiem i prześladowany przez tajemniczego jeźdźca. Kto jeszcze wierzy, że Garion do końca życia pozostanie chłopem lub rzemieślnikiem, powinien czym prędzej sięgnąć po „Władcę Pierścieni”, bo nie wie chyba, z jakim gatunkiem ma do czynienia, a znajomość z fantasy najlepiej zaczynać od żelaznej klasyki.

„Pionek proroctwa” podzielony jest na dwie części, których tytuły odpowiadają nazwom królestw będących miejscem akcji. Autor odkrywa w nim kilka tajemnic dotyczących Gariona i bardzo wiele związanych z Panem Wilkiem i ciotką Pol. Rzecz jasna Garion musi opuścić dom i wyruszyć na długą i niebezpieczną wyprawę, a w wydarzeniach, które będą jej towarzyszyć, odegra niepoślednią rolę. W pierwszym tomie cyklu poznamy też większość z głównych bohaterów opowieści.

Ponieważ Eddings dobrze radzi sobie z piórem, pisze lekko, a przy tym nie unika niezbyt wyrafinowanego, ale jednak uprzyjemniającego lekturę humoru - można by zaliczyć jego „Pionka proroctwa” do tych książek, które czyta się z przyjemnością i nie pozostawia na długo w pamięci. Jednak przyjemność ta popsuta jest poczuciem dysonansu, które nie może nie towarzyszyć czytelnikowi obeznanemu z fantasy choćby na podstawowym poziomie.

Otóż, mimo trzecioosobowej narracji, Eddings zdecydował się na prowadzenie swojej historii z punktu widzenia Gariona i trzymał się tego konsekwentnie, niejednokrotnie dokonując cudów, by jego bohater mógł podsłuchać - przez sen czy w sekretnym przejściu - wszystkie istotne dla czytelnika informacje. Zabieg ten pozwala autorowi na stopniowe odkrywanie kart i uzyskanie ciekawego efektu - przez pewien czas czytelnik nie zna nawet celu wyprawy, która jest osią wydarzeń. Niestety, problemem autora „Pionka” jest nieumiejętność dobrego dawkowania informacji. Garion, który niejednokrotnie okazuje się zaskakująco bystry, bezbłędnie odczytując zachowania i motywacje innych ludzi, staje bezradny i zadziwiony wobec układanki, której sam jest elementem. Tym samym uważny czytelnik bez problemu wyprzedza autora (i bohaterów) o kilka kroków i zamiast pasjonować się zwrotami akcji, czyta o tym, czego się dawno domyślił.

Niewątpliwie można bronić autora od strony psychologii - Garion reprezentuje niedojrzały, ale jednak twardy racjonalizm, a zbyt łatwe zaakceptowanie roli, którą wyznacza mu autor, mogłoby być interpretowane jako wybujały egocentryzm. Problem w tym, że w fantasy lekkiej, łatwej i przyjemnej, jaką proponuje Eddings, obowiązują reguły nieco inne niż u Dostojewskiego - łatwiej wybaczyć pewną umowność zachowań niż brak zagadek z prawdziwego zdarzenia i takich też emocji.

Wydaje się, że pierwszy tom „Belgariady”, jeśli istotnie przyjąć go za klasykę gatunku, samotnie nie obroni się przed losem większości literatury popularnej uciekającej od aspiracji wyższych niż rozrywka, czyli nieuchronnym zestarzeniem się i zamknięciem w kręgu miłośników ramotek określonego typu. To, co mogło stanowić o jego atrakcyjności - zerwanie z pewnymi tradycjami, zahaczenie o ekonomię i szpiegostwo - stało się już elementem gatunku. A na tle dobrze znanych, opatrzonych (niekiedy do obrzydzenia - protekcjonalność Pol cechująca wszystkie kobiece postacie „Koła Czasu” Roberta Jordana) elementów, sama swoboda w operowaniu piórem nie wystarcza.

Są jednak powody, by po „Pionka proroctwa” sięgnąć. Nie jest to lektura przykra, co zawdzięczać można także chwalebnemu powściągnięciu wodolejstwa. Nie mamy też do czynienia z partaczem ani z grafomanem, lecz z solidnym, znającym swój fach autorem. Poza tym jest to początek cyklu, który jeszcze w zapomnienie nie odszedł, a w którym będą punkty jaśniejsze niż pierwszy tom. Kto zatem po „Belgariadę” dotąd nie sięgnął, a jest miłośnikiem fantasy, powód do sięgnięcia znajdzie. Także po to, żeby się przekonać, że od premiery cyklu Eddingsa minęła w fantasy cała epoka.

Esensja, 24 lutego 2005