Strona główna / Literatura faktu, historia / Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie"

Aktualności

14.02.2020

Spotkania z Marcinem Margielewskim

Zapraszamy na lutowe spotkania z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Zaginione arabskie księżniczki".

Wywiady

23.01.2020

Wszyscy mamy w sobie czynnik diabła.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Craigem Russellem, autorem książki "Czynnik diabła"

Posłuchaj i zobacz

22.01.2020

Wstrząsająca prawda o życiu arabskich księżniczek.

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Marcina Margielewskiego "Zaginione arabskie księżniczki".

Bestsellery

TOP 20

  1. Dymy nad Birkenau Seweryna Szmaglewska
  2. Króliki z Ravensbrück Anna Ellory
  3. Oleńka. Panienka z Białego Dworu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Auschwitz. Naziści i "ostateczne rozwiązanie"

Laurence Rees

Krzysztof Brunetko

Auschwitz: historia ludzkiego upodlenia

Wielka Brytania jest zszokowana: książę Harry, trzeci kandydat do tronu, na karnawałowej zabawie paradował w najlepsze w nazistowskim mundurze ze swastyką na ramieniu. Brytyjczycy - przynajmniej niektórzy - są też zdumieni: okazuje się, że ten absolwent elitarnego college w Eton nie wiedział, co podczas II wojny światowej stało się w Auschwitz. Niektórzy - bo o obozie nie słyszała też połowa jego rodaków.
A przecież miejsce to jest nie tylko symbolem jednej z największych zbrodni w dziejach ludzkości. Pozwala też zrozumieć meandry ludzkich zachowań w skrajnych sytuacjach. Na dodatek to właśnie brytyjska historiografia może pochwalić się imponującym dorobkiem w dziedzinie badań nad nazizmem, by wspomnieć tylko prace sir lana Kershawa czy prof. Roberta Galletely'ego.
Teraz dołącza doń kolejna pozycja: obszerny reportaż historyczny dyrektora działu programów dokumentalnych telewizji BBC Laurence'a Reesa „Auschwitz - naziści i >Ostateczne rozwiązanie<”.
Książka jest owocem piętnastu lat pracy. Oparta została na około stu wywiadach ze zbrodniarzami hitlerowskimi oraz ich ofiarami - więźniami Auschwitz. Rees wykorzystuje także kilkaset innych wywiadów, jakie przeprowadził przygotowując trzy wielkie i wielokrotnie nagradzane cykle dokumentalne dla telewizji BBC: „Naziści: ostrzeżenie historii”, „Wojna stulecia” (opowieść o starciu między Hitlerem a Stalinem) oraz „Trwoga na wschodzie” (analiza mentalności japońskiej w okresie II wojny). Pisze: „Nie znam poza sobą żadnej innej osoby, która rozmawiałaby z tak dużą liczbą zbrodniarzy wojennych ze wszystkich trzech totalitarnych mocarstw - Niemiec, Japonii i Związku Radzieckiego”.
Jego zdaniem spotkania ze świadkami historii dają okazję do obserwacji, których nie sposób uzyskać analizując jedynie źródła pisane (choć i te wykorzystuje - dotarł m.in. do archiwów rosyjskich, od niedawna dopiero udostępnianych). Tyle że tych, którzy na własne oczy widzieli totalitarne zbrodnie, jest coraz mniej.

Piekło wojenne i powojenne
Rees burzy mity. Więcej: wykazuje, jak stereotypowe przekonania o zagładzie szkodzą pamięci historycznej i przeszkadzają w zrozumieniu istoty i skali tragedii.
Okazuje się na przykład, że jedna grupa więźniów była traktowana z jeszcze większym okrucieństwem niż inne: byli to sowieccy jeńcy wojenni - komisarze polityczni. Wbrew sloganowi, że z Oświęcimia nikt nie wychodził żywy, w pierwszych miesiącach funkcjonowania obozu zdarzały się przypadki zwolnień. Zadziwiają też statystyki wskazujące na rosnącą z roku na rok liczbę prób ucieczki - choć zdawałoby się, że stan więźniów i zmieniające się procedury ich traktowania powinny skutkować tendencją przeciwną.
Relacje samych więźniów przekonują, że choć życie w Auschwitz zdawało się być ponad ludzką wytrzymałość, to jeszcze gorsze piekło czekało ich podczas tzw. marszów śmierci, czyli ewakuacji obozu zarządzonej na wieść o zbliżaniu się Armii Czerwonej, oraz w obozie śmierci w Bergen-Belsen w Dolnej Saksonii, do którego trafiło w końcu ok. 20 tys. spośród nich. Niektórzy za najtrudniejszy okres uważają zaś... pierwsze tygodnie po wyzwoleniu.
Niedawne więźniarki narażone były na gwałty (a często i śmierć) ze strony wyzwolicieli, czyli kohort sowieckich żołnierzy („Do końca nie mogłyśmy uwierzyć, że będzie nam dane przetrwać. Myślałyśmy, że skoro nie zabili nas Niemcy, to zabiją nas Rosjanie” - wspomina Słowaczka żydowskiego pochodzenia Helena Citronova). Świadectwa te szokują tym bardziej, że dotąd litowano się zwykle nad losem gwałconych przez Rosjan Niemek. A kiedy żydowscy ekswięźniowie docierali wreszcie w rodzinne strony, często okazywało się, że ich domy zostały zajęte przez sąsiadów - dziś przerażonych, że być może będą musieli oddać zagarnięty majątek i reagujących wrogością, a nawet pogromami („Nasi najlepsi przyjaciele stali się naszymi największymi wrogami. W 1945 r. czuliśmy się bardziej zagrożeni niż w 1942 - tyle było nienawiści” - mówi inny słowacki Żyd Walter Fried).
Skądinąd Rees zwraca uwagę, że niesprawiedliwości tej sprzyjał w Europie Wschodniej nowy system polityczny, zakładający upaństwowienie większych majątków, fabryk itd. (ci, którzy zajęli mienie deportowanych w czasie wojny Żydów, mogli teraz usprawiedliwiać się, że właścicielem nieruchomości jest państwo, a oni je tylko wynajmują) oraz propaganda, przedstawiająca zbrodnie hitlerowskie jako represje wobec tych, którzy walczyli z faszyzmem (pozwalało to pozostawić bez odpowiedzi krępujące czasem pytania o stosunek nie--Żydów do „ostatecznego rozwiązania” i losu żydowskich współobywateli).
Ciekawe wreszcie, że wyzwolenie Auschwitz wcale nie odbiło się większym echem w ówczesnej prasie: okropności wojny sprawiły, że wrażliwość na okrucieństwo osłabła, za symbol obozu zagłady uznawano wtedy zresztą Majdanek. Świat żył zbliżającą się konferencją Wielkiej Trójki (Churchilla, Roosevelta i Stalina) w Jałcie, rozpoczynała się walka propagandowa (jej elementy widać już w korespondencji Borysa Polewoja z Oświęcimia dla sowieckiej „Prawdy”: obóz przedstawiony tam jest wedle reguł... czysto marksistowskich - jako ostateczne ucieleśnienie kapitalistycznej fabryki, w której wykorzystuje się aż do końca robotników).
Znamienne też, że aż 85 proc. załogi Auschwitz uniknęło odpowiedzialności: „Zaniechania tego dopuściła się cała wspólnota międzynarodowa (być może z wyjątkiem Polski). Postępowanie utrudniał brak porozumienia co do tego, jak określić >zbrodnię< popełnioną w obozie oświęcimskim, przeszkadzał również zimnowojenny podział świata i, trzeba to powiedzieć, brak woli przeprowadzenia tych procesów. Mimo że trybunał norymberski uznał całe SS za »organizację przestępczą«, nigdy nie próbowano wprowadzić w życie zasady, że służba w SS była zbrodnią wojenną” - komentuje Rees. I dodaje, że kiedy Himmler rozpoczął budowę komór gazowych, by zmniejszyć obciążenie psychiczne żołnierzy masowo rozstrzeliwujących ludzi (bo przy rozstrzelaniu kat staje twarzą w twarz z ofiarą, w komorze gazowej mu to nie grozi...), nie mógł przewidzieć, że i po wojnie okaże się to dobrodziejstwem dla jego podwładnych: mogli zasłaniać się tym, że nie brali przecież bezpośredniego udziału w eksterminacji.
Za najniebezpieczniejszy Rees uważa jednak popularny pogląd, że „zbrodnia eksterminacji Żydów została w jakiś sposób narzucona niechętnej Europie przez kilku szaleńców”. Analizując m.in. kolejne etapy rozwoju koncepcji „ostatecznego rozwiązania” dowodzi, że nie było ono pomysłem jednej osoby (Adolfa Hitlera), lecz „wolą zbiorowości”. Także tzw. zwykli Niemcy musieli przynajmniej wiedzieć o tragicznym losie żydowskich sąsiadów. Zaś wykonawcy planu bynajmniej nie wykonywali jedynie rozkazów (jak usiłowali potem sugerować), lecz wielokrotnie wykazywali się inwencją i zaangażowaniem.
W efekcie ważnym elementem procesu eksterminacji był sposób, w jaki „inicjatywy z niższego szczebla” nazistowskiej hierarchii przyspieszały go i radykalizowały (zwłaszcza że koncepcja nie była wcale opracowana precyzyjnie od początku do końca, lecz modyfikowano ją w zależności od rozwoju sytuacji na froncie). W Auschwitz nie zanotowano ani jednego przypadku odmowy wykonania rozkazu uczestniczenia w mordzie - choć wśród SS-manów plagą były na przykład kradzieże. Funkcjonariusze systemu często przyjmowali osobistą odpowiedzialność za powodzenie planu zagłady, bo byli doń zwyczajnie przekonani.
Rees komentuje: „Większość ludzi ma trudności z przeciwstawieniem się utartym społecznym zwyczajom. (...) Zawsze łatwiej jest płynąć z prądem”. I ostrzega współczesnych: „Jeśli prąd zmierza akurat ku antysemityzmowi i prześladowaniom, wielu ludzi się z tym pogodzi”.

„Nikt nie zna siebie samego”
Najważniejszą lekcją, jaką daje Auschwitz, jest ta o przemożnym wpływie sytuacji na postępowanie człowieka. Zarówno rozmowy z ofiarami, jak - co z zażenowaniem przyznaje Rees - z katami dowodzą, jak chwiejne, nieprzewidywalne i zależne od okoliczności są ludzkie zachowania. Toivi Blat, jeden z najtwardszych (przetrwał obóz śmierci) i najdzielniejszych (próbował uciec) więźniów wyznaje, że po Oświęcimiu może być pewien tylko jednego: że nikt nie zna siebie samego. „Człowiek, który zapytany o ulicę prowadzi cię dłuższą chwilę, żeby ci wskazać drogę, jest miły i dobry. Ten sam człowiek w innej sytuacji może się okazać najgorszym sadystą. Wszyscy możemy stać się dobrzy albo źli w różnych sytuacjach. Czasem, gdy ktoś stara się być dla mnie bardzo miły, przyłapuję się na tym, że myślę: Jaki on byłby dla mnie w Sobiborze?”.

Auschwitz dowodzi - zauważa Rees - że cierpienie niemal nigdy nie jest źródłem odkupienia. Owszem, zdarzały się w obozie także jednostki szlachetne - przede wszystkim jednak była to historia ludzkiego upodlenia.

Tygodnik Powszechny, Książki w Tygodniku, 30 stycznia 2005