Strona główna

Aktualności

12.07.2019

Nominacja dla książki Sashy Marianny Salzmann!

Książka Sashy Marianny Salzmann "Poza siebie" znalazła się wsród 14 tytułów nominowanych do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

24.07.2019

Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego książkę "Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi" Julii  Boyd.

Bestsellery

TOP 20

  1. Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości Agnieszka Cubała
  2. Macho. Instrukcja obsługi Andrzej Gryżewski, Artur Górski
  3. Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak

Fotogaleria

więcej »

Texaco

Patrick Chamoiseau

Jarosław Topolewski

Obrona przeciwmiasta

Do Texaco, nielegalnej dzielnicy martynikańskiego Fort-de-France, przybywa urbanista. Mieszkańcy dobrze wiedzą, czego można się spodziewać po takich odwiedzinach. Ich domy były wielokrotnie niszczone przez wysłanników prawowitego miasta. Nic dziwnego więc, że zabłąkanego urbanistę przywitał celnie rzucony kamień. Cudem przywróconym do życia przedstawicielem magistratu zajmuje się Maria Zofia Laborieux, założycielka Texaco. Maria postanawia opowiedzieć urbaniście swoją historię, historię Martyniki, historię Texaco.

Opowieść Marii Laborieux obejmuje dzieje jej dziadków i rodziców. Maria wspomina pracę na plantacjach, abolicję, nadanie Martynice statusu departamentu francuskiego, wizytę de Gaulle'a. Już przodkom założycielki Texaco w czasach niewolnictwa towarzyszyło marzenie o "W-mieście" (tak tłumacz oddaje kreolskie określenie an-vil). Przestrzeń niedostępna dla czarnoskórych mieszkańców Martyniki zawsze była niespełnioną obietnicą: "Miasto wyniosłe. Miasto zwarte w sobie. Miasto nosiciel pamięci, z której oni byli wykluczeni. Dla nich W-miasto było nieprzeniknione. Gładkie. Nawoskowane. Co można odczytać z tych kutych krat? Tych okiennic z malowanego drewna? Tych wielkich ciosanych kamieni? Z tych parków, ogrodów, z tych wszystkich ludzi, którzy wyglądali, jakby obcowali z tajemnicami". Przed taką niepokojącą obecnością stawała przez lata Maria Zofia. Usiłowała przeniknąć tajemnicę wdychając zapachy: "W-miasto ma zapach tłuszczu wystawianego na okno, zamków i kluczy, zastarzałego na papierze atramentu i krzeseł. Czuć je błotem, czuć blachą, schnącą zaprawą murarską, płótnem i kartonami, czuć je monetami wyjmowanymi z szuflad, czuć samotnością i zwariowanymi towarami, które przynoszą ze sobą wonie z dalekich światów". Lecz zapachów zawsze było zbyt dużo. Ich wyliczanie zamieniało się w smutną litanię bez końca. Maria nigdy nie zadomowiła się w W-mieście, zawsze zamkniętym i obcym.

Jedynym sposobem na zdobycie twierdzy "frans-białych i Mulatów" okazało się więc zbudowanie "przeciwmiasta", obszaru, który mógłby uchronić inną pamięć i wcielić inny, zrozumiały porządek. W przeciwmieście potomkowie niewolników chcieli zawrzeć swoją własną historię. A właściwie, w przeciwieństwie do białych, którzy mają jedną władczą Historię, ocalić wiele małych, poplątanych śladów. W szopach, namiotach, chatach z fibrocementu zapisali zatem męczarnie na plantacjach i śmierć w ciemnicy. W wąskich ścieżkach pomiędzy domami - tysiące wierzeń i zwyczajów. Miłosne i lecznicze działanie ziół. Po Texaco snują się widma. Lecz tylko Texaco może dać schronienie dobroczynnym duchom. Każdy fragment dzielnicy mówi o wiecznym pragnieniu domu. I tylko zachodni przesąd karze nazywać spełnienie takich marzeń slumsami - dowodziła Maria Zofia zamroczonemu urbaniście. Opowieść Marii Zofii opętała wysłannika W-miasta. Misternie utkana z głosów żywych i umarłych, czasem poetycka, czasem trywialna, zabawna i przerażająca, nie pozwoliła mu lekkomyślnie używać przymiotnika "niehigieniczny". Złączyła nierozerwalnie rzeczywistość, mit, baśń i przewidzenie. Za sprawą opowieści, mowy obrończej, urbanista nie uwolnił się już od czaru Texaco. Z czasem miasto zaakceptowało przeciwmiasto.

Piękna książka Patricka Chamoiseau pokazuje, że tak zwany realizm magiczny nie stanowi jedynie domeny pisarzy iberoamerykańskich. A jego odmiana martynikańska może być szczególnie udana.

Latarnik