Strona główna / Fantastyka / Wiedźmikołaj

Aktualności

26.10.2020

Najlepsza książka na jesień!

Z radością informujemy, że książka "Osiedle Sielanka. Nieznajoma" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk zdobyła nagrodę czytelników na najlepszą książkę na jesień 2020 w głosowaniu organizowanym przez serwis Granice.pl.

Wywiady

10.09.2020

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

26.11.2020

Czy prawdą jest, że kto usłyszy dźwięk wrzeciona kikimory, ten umrze?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Śreżoga".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska wendeta Tanya Valko
  2. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  3. Apteka pod Złotym Moździerzem. Obca Lucyna Olejniczak

Fotogaleria

więcej »

Wiedźmikołaj

Terry Pratchett

Adam Wieczorek

Nadchodząca Noc Strzyżenia Wiedźm będzie obfitowała w niesamowite i dramatyczne wydarzenia. Gdyby nie zdecydowane działania osobnika mówiącego wersalikami i jego pomocnika Wuja Ciężkiego (o kieliszek Sherry), kolejny dzień mógłby nie nadejść. Nie uprzedzajmy jednak faktów.
Kolejny tom cyklu Świat Dysku przynosi, jak zwykle, pełen worek dobrego humoru opatrzonego bardzo cynicznym spojrzeniem na świąteczne obyczaje ludzkości, a raczej obyczaje mieszkańców Ankh-Morpork. Wiedźmikołaj (oryginalnie Hogfather) przeciska swój kościsty, przepraszam pełny, brzuch przez tysiące kominów przynosząc dzieciom prezenty. Jego zaprzęg składa się z czterech wielkich świń, nazwanych, jakże uroczo, Dłubacz, Grzebacz, Kieł i Ryj. Same sanie również nie przypominają świecącego gwiazdeczkami delikatnego powozu, a raczej topornie ciosane kłody połączone w jako taką całość. Na tej konstrukcji, śpiąc na worze pluszowych misiów, czeka Wuj Ciężki, skrzat zdecydowanie nie z powołania. A wszystko dlatego, że ktoś musi zastąpić Wiedźmikołaja, na którego życie dybią mroczne istoty.
Jest tylko jeden człowiek, który jest na tyle logicznie przerażający, aby podjąć się zadania uśmiercenia Wiedźmikołaja. To pan Herbatka, przepraszam za przejęzyczenie, jeśli byłby Pan łaskaw zabrać ten nóż. Oczywiście to Pan Herr-bat-ka, z akcentem na ostatnie „a”, z Gildii Skrytobójców.
Aby powstrzymać jego demoniczny plan, wnuczka Śmierci musi porzucić (choć tylko na chwilę) rolę guwernantki i wykorzystać swe genetyczne możliwości. Pomagać jej będą Śmierć Szczurów (PIP!), lekko zwariowany Kruk (Ćwir, ćwir, dałaś się nabrać?) oraz O'Bóg Kaca (Chcę umrzeć!).
Tyle o samej fabule.
W kolejnym tomie Świata Dysku Pratchett po raz kolejny udowadnia, że jest niezrównanym tropicielem nonsensów, w jakie obfitują chyba wszelkie wierzenia związane ze świętami. Błyskotliwy humor i obserwacje, których każdy dokonał wcześniej tylko o nich zapomniał, pozwalają doskonale bawić się podczas lektury.
Nie polecałbym natomiast rozpoczynania lektury całego cyklu od tej właśnie powieści, bowiem nieznajomość pewnych postaci (jak choćby Susan, Nobby czy Henry Kaszlak) może utrudnić odbiór niektórych żartów.
Podobnie jak w poprzednich tomach cyklu Pratchett konsekwentnie rozwija swój świat uzupełniając go o kolejne arcyciekawe elementy. Najbardziej podobała mi się zabarykadowana łazienka na Magicznym Uniwersytecie i piorunujący lek na kaca. Autor nie byłby też sobą, gdyby nie odniósł się do znanych baśni świątecznych. Jego wersja dziewczynki z zapałkami zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu niż oryginał (jedną śnieżkę ode mnie proszę Albercie).
Wiedźmikołaj jest kolejnym przykładem książki, która nie jest zbudowana z samych gagów, ale posiada konsekwentnie zrealizowany wątek fabularny (w przypadku pierwszych części cyklu bardzo tego brakowało). Znalazło się też miejsce na kilka głębszych przemyśleń na temat ludzkiej natury.
Jak zwykle na wysokości zadania stanął „wierny tłumacz Pratchetta” Piotr W. Cholewa. Przypuszczam, że gdyby nie jego niesamowita umiejętność stosownego odniesienia gier słownych występujących w książce do naszych realiów, lektura byłaby dużo mniej przyjemna.

Nowa Gildia, 25 października 2004