Strona główna / Literatura faktu, historia / Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę

Aktualności

18.09.2019

Spotkanie z Katarzyną Puzyńską w Warszawie

W czwartek 10 października o godz. 18.00 zapraszamy do Empiku w Warszawie (ul. Marszałkowska 116/122) na przedpremierowe spotkanie z Katarzyną Puzyńską, autorką książki "Pokrzyk".

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

24.07.2019

Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego książkę "Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi" Julii  Boyd.

Bestsellery

TOP 20

  1. Jej drugie życie Manula Kalicka
  2. Nie mam więcej pytań Gillian McAllister
  3. Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi Julia Boyd

Fotogaleria

więcej »

Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę

Maciej Łuczak

Pijaństwo i kac

Byli jak pijaństwo i kac - nierozłączni. Gdy tylko pojawiał się Maklakiewicz, wszyscy zaraz wypatrywali Himilsbacha. Kiedy Janek dudlił w bramie z gwinta, obok niego musiał stać Zdzisio i pomagać przyjacielowi w opróżnianiu kolejnej flaszki wypełnionej elementem baśniowym - pisze Maciej Łuczak w książce „Wniebowzięci, czyli jak to się robi hydrozagadkę”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa „Prószyński i S-ka”.

Autor po raz trzeci sięga po tematykę kultowych polskich komedii. Mieliśmy okazję przeczytać już jego książki poświęcone niezapomnianemu „Misiowi” i „Rejsowi”. Teraz zajął się „Wniebowziętymi” i „Hydrozagadką”, a także dwoma grającymi w tych filmach wyjątkowymi postaciami. Maklakiem i Himilsbachem, Łuczak pokazał, jak obydwaj artyści dzięki sile woli, inteligencji, poczuciu humoru oraz setce wódki, potrafili wznieść się ponad beznadziejną, szarą i nudną PRL-owską rzeczywistość.
A jak to robili, świadczą smakowite, przytaczane w książce anegdoty, może nie zawsze cenzuralne, ale potrafiące rozbawić nawet największego ponuraka. Na przykład Jan Himilsbach często padał w boju, powalony przez kolejny kieliszek. Szatniarz osławionego warszawskiego Spatifu, pan Franio, przyzwyczaił się do tego, że znany artysta powraca do rzeczywistości przesypiając najgorsze chwile w jego szatni. Kiedyś weszło do Spatifu dystyngowane małżeństwo Centkiewiczów. Pani Alina, zobaczywszy wymiętego, nieogolonego Himilsbacha, wykrzyknęła:
- Spójrz, kochanie, jaki okropny typ tu leży. To skandal, w naszym Spatifie.
- Ależ kochanie, nic poznajesz? Przecież to słynny pisarz i aktor, pan Jan Himilsbach.
W tym momencie bohater zdarzenia otworzył oko i stwierdził swoim charakterystycznym, ochrypłym głosem: - No widzisz, głupio ci teraz, ty stara k...!
Jak przyznają autor i osoby blisko związane z obydwoma aktorami, Zdzisław Maklakiewicz był bardziej powściągliwy w reakcjach, a picie z nim wódki było prawdziwą rozkoszą. Przy kawiarnianym stoliku odgrywał swoje największe role, jak twierdzi Janusz Głowacki - „po mistrzowsku marnował swój talent”.
- Maklak był bardzo sugestywny. Kiedyś, gdy sobie trochę wypił, zaczął opowiadać Wajdzie scenariusz filmowy o patyczku. Reżyser, który w latach siedemdziesiątych miał wielką siłę przebicia, bardzo zapalił się do tego projektu. Następnego dnia powstało kierownictwo produkcji „Patyczek”, które od razu miało papier firmowy, pieczątki i druki. Wszystko zostało już zorganizowane, wydało się, że nie ma scenariusza. Wajda dzwonił natychmiast do Maklaka. Okazało się oczywiście, że scenariusz wywietrzał pomysłodawcy z głowy wraz z alkoholem - wspomina w książce Marek Piwowski.
Historia „Patyczka” ma jeszcze swój dalszy, nie mniej zabawny ciąg. Ale by go znać, trzeba sięgnąć po książkę Macieja Łuczaka.

Gazeta Krakowska, 29 września 2004