Strona główna / Literatura polska / Lament nad Babilonem

Aktualności

18.05.2022

Spotkanie online z Pauliną Młynarską

W piątek 3 czerwca o godz. 19:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Pauliną Młynarską, autorką książki "Okrutna jak Polka".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

23.05.2022

Rozmowa z Tanyą Valko

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Tanyą Valko, autorką książki "Arabska zdrajczyni".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska zdrajczyni Tanya Valko
  2. Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny Wioletta Sawicka
  3. A koń w galopie nie śpiewa Artur Andrus, Wojciech Zimiński

Lament nad Babilonem

Wacław Holewiński

Andrzej Nowak

Bohater naszych czasów

Napędem prozy Wacława Holewińskiego jest historia Polski minionego wieku: wielka i ponura. Jego powieść „Lament nad Babilonem” jest próbą odtworzenia losów jednego człowieka, w których skupia się to, co wielkie właśnie, i to, co okrutne w dziejach Polski.
Bohater tej powieści był naprawdę bohaterem. Pułkownik Tadeusz Danilewicz, urodzony pod Żółkwią w 1895, w I wojnie służył w armii austriackiej, od 1917 roku (być może) w jednostkach polskich formowanych w Rosji; walczył z Ukraińcami o Lwów w 1918-19, z bolszewikami w 1920; potem służba w kolejnych jednostkach Wojska Polskiego (m.in. w KOP), gdzie dosłużył się stopnia majora; kampania wrześniowa, od listopada 1939 - konspiracja, w której sprawował funkcje dowódcze: szefa sztabu Komendy Głównej NSZ i komendanta głównego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego; w grudniu 1945 udało mu się wyjechać z Polski - na emigracyjną poniewierkę, która przez Francję zaprowadziła go ostatecznie do Anglii; jeden z „żołnierzy wyklętych”.
Autor krąży wokół jego losów, ukazując je w siedemdziesięciu fragmentach, mikronowelach. Od śmierci do śmierci: bo nie ma tu chronologii, jest dużo zabijania, często bardzo okrutnego. W końcu i bohater - po wszystkich swoich przygodach z losem, w których giną obok przyjaciele i najbliżsi członkowie rodziny - umiera, samotny, w angielskim szpitalu.
Ale nie nad tą śmiercią jest lament. Śmierć nie unieważnia świadectwa, jakie zostawia życie. Komu zostawia? Choćby tej niemieckiej dziewczynie, którą Danilewicz czterema strzałami uwolnił od czterech gwałcących ją sowieckich sołdatów w 1945. Ale też tym jeszcze, do których przemawia to samo poczucie honoru, któremu wierny był bohater tej książki. I tym także, którzy przez jego los mogą zbliżyć się do zrozumienia, czym jest Polska, której służył. Pięknie wyraził to Holewiński, wkładając w usta swego bohatera słowa odnoszące się do czasu, kiedy Polski nie było (albo kiedy znów jej nie było widać): „Kiedy urodzisz się w Austrii, przecież tam nikt nie biegał po ulicach z nahajem, nie tęsknisz do porządku, do kultury, do własnego państwa. (...) W domu wisiał obrazek z Kościuszką, ale już dla mnie niewiele znaczył, a cóż by znaczył dla moich dzieci, gdyby ta Polska nie wybuchła? Nic albo bardzo niewiele”. Polska wybuchała ofiarą i żyła świadectwem Danilewiczów - tym, które w poruszające prosty, męski, niesentymentalny sposób odsłania w siedemdziesięciu obrazkach Holewiński.
To nie jest proza bogoojczyźniana. Holewiński bez patosu przedstawia cenę tragedii, jaka związana jest z rolą bohatera, tragedii jego i jego bliskich. Ale także bez patosu, ze współczuciem, przedstawia życiowe klęski, wybory i błędy, jakie zdarzają się w losach wszystkich niemal ludzi, a tu - wokół biografii Danilewicza - występują w szczególnej kondensacji. Kapitalna nowelka o „bajstruku” - nieślubnym dziecku na kresowej prowincji II RP, „nowelka kryminalna” - o zabójstwie oficera-pedofila, po mistrzowsku wprowadzona dygresja o śmierci szefa granatowej policji w GG, Aleksandra Reszczyńskiego - pokazują nie tylko większą nad czarno-białe schematy złożoność zapomnianego świata, ale też skalę literackich możliwości autora. Oszczędna, surowa forma, dialogi precyzyjnie oddające klimat, środowisko, czas - wszystko to, wespół z powagą moralną tej prozy - pozwala szukać jej bliskich antenatów w powieściach Józefa Mackiewicza i Stanisława Rembeka, w opowiadaniach Herlinga i Szałamowa.

Wymieniam te nazwiska nie po to tylko, by wartościować, ale żeby zastanowić się nad odrębnością i znaczeniem powieści Holewińskiego. Proza jego wielkich poprzedników ma siłę autentycznego doświadczenia. Rembek był „w polu” i miał w ręce „nagan”; Herling z setkami tysięcy polskich jeńców zwiedził dokładnie „inny świat”, Mackiewicz bił się w 1920. Holewiński urodził się w roku 1956. Jego odwagę sprawdzały nie frontowe ani łagrowe doświadczenia, „tylko” esbeckie prześladowania, „internat” w stanie wojennym, prowadzenie podziemnego wydawnictwa Przedświt. Jakże to mało w zestawieniu z życiem Danilewicza, z życiem całych pokoleń „żołnierzy wyklętych”... Czy wobec tego nie wolno mu było pisać tej książki? Czy musi to być proza „słabsza” od tej, jaką zapisali sami uczestnicy owej „większej” i okrutniejszej historii? To jest pytanie o autentyzm. Czy w literaturze silne jest to tylko, co opiera się na osobistym przeżyciu autora? Literatura jest, oczywiście, także kreacją, i tęsknotą, i współczuciem. Można pisać o bohaterach w naszych niebohaterskich, ironicznych czasach - i nie kłamać samemu sobie. Można pisać o losie, zimnym i okrutnym - i nie popaść w histerię nihilizmu. Można pisać powieść o Polsce - i nie znudzić. „Lament nad Babilonem” to także lament nad tymi, którzy w to nie wierzą.

Rzeczpospolita, 14 września 2004