Strona główna

Aktualności

12.07.2019

Nominacja dla książki Sashy Marianny Salzmann!

Książka Sashy Marianny Salzmann "Poza siebie" znalazła się wsród 14 tytułów nominowanych do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

24.07.2019

Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego książkę "Wakacje w Trzeciej Rzeszy. Narodziny faszyzmu oczami zwykłych ludzi" Julii  Boyd.

Bestsellery

TOP 20

  1. Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości Agnieszka Cubała
  2. Macho. Instrukcja obsługi Andrzej Gryżewski, Artur Górski
  3. Muszę wiedzieć Kasia Bulicz-Kasprzak

Fotogaleria

więcej »

Prawda półostateczna

Philip K. Dick

Sebastian Chosiński

Na obraz i podobieństwo Yansa

„Prawda półostateczna” powstała w najbardziej twórczym dla Dicka okresie, który rozpoczął się z początkiem lat sześćdziesiątych i trwał nieprzerwanie do końca dekady. I chociaż trudno tę psychologiczno-postapokaliptyczną opowieść zaliczyć do największych arcydzieł mistrza, to jednak znamionuje ona wielkość jego stylu. Fani prozy Amerykanina znajdą w „Prawdzie.” to wszystko, za co cenią autora „Ubika”: intrygujących bohaterów, zagmatwaną fabułę i sporo pytań dotyczących ludzkiej moralności.

Kiedy Philip Dick zabierał się w roku 1964 za pisanie „Prawdy półostatecznej” był już laureatem Nagrody Hugo za „Człowieka z Wysokiego Zamku”. Zdobywszy to wyróżnienie, postanowił pójść za ciosem i praktycznie nie wypuszczał pióra z rąk. W latach 1963-64 napisał w sumie jedenaście powieści fantastyczno-naukowych, w tym tak znane, jak „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha”, „Simulakra”, „Cudowna broń”, „Doktor Bluthgeld” oraz „Klany księżyca Alfy”. Ilość to, zaiste, imponująca. Ale, co najważniejsze, za ilością szła również jakość. W tym czasie przydarzyła się bowiem Dickowi zaledwie jedna poważna wpadka, za którą Lawrence Sutin, biograf pisarza, uznał „Inną Ziemię”. W tej wyliczance „Prawda półostateczna” mieści się gdzieś pośrodku: nie jest arcydziełem, ale też na pewno wstydu pisarzowi nie przynosi.

Recenzent powieści Dicka nierzadko staje przed poważnym dylematem, który skutecznie utrudnia mu zadanie: poświęcając czas jednej książce, musi - chcąc nie chcąc - odnosić się również do innych jego dzieł. Z czego to wynika? Autor „Valisa” bardzo często wykorzystywał te same wątki w swoich opowiadaniach i powieściach, często też obsadzał swoje utwory tymi samymi bohaterami, choć nadawał im różne imiona i nazwiska. Postaci stworzone przez Dicka ewoluowały, prowadziły nawet ze sobą międzypowieściowe dysputy. Stanowi to o dodatkowym bogactwie jego książek, ale z drugiej strony zmusza do szerszego spojrzenia na całą twórczość pisarza. Nie inaczej ma się rzecz z „Prawdą półostateczną”, która wykazuje wiele punktów stycznych zarówno z „Trzema stygmatami.”, jak i pisaną niemal równocześnie „Cudowną bronią”. Inna sprawa, że samą „Prawdę.” Dick skomponował z czterech wcześniejszych tekstów (pochodzących jeszcze z połowy lat pięćdziesiątych), które nieco tylko przykroił do potrzeb nowej fabuły. Najważniejsze wątki zaczerpnął z klasycznego już, uznawanego za jedną z najlepszych krótkich form pisarza, opowiadania „Na obraz i podobieństwo Yanceya” oraz „Nie zrekonstruowanego M”; dodatkowo sięgnął jeszcze po epizody wykorzystane w „Obrońcach” i „Weteranie wojennym”.

Akcja „Prawdy półostatecznej” rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w roku 2025, w piętnaście lat po wybuchu III wojny światowej, która była kolejnym etapem politycznego sporu pomiędzy zachodnimi demokracjami (w powieści ten blok polityczny autor określa mianem ZachDemu) a prowadzonymi na szańce przez komunistów z Moskwy krajami tzw. Demokracji ludowej (czyli DemoLudami). Wojna rozpoczęła się na Marsie, a pretekstem doń stała się niezgoda co do podziału wpływów na nowych planetach. Po roku jednak konflikt przeniósł się na Ziemię. Oba bloki wojskowe, chcąc ratować swoich obywateli, postanowiły wybudować dla nich specjalne podziemne osady, w których rozpoczęto produkcję - na masową skalę - wojennych robotów, zwanych popularnie blaszakami. Miliony ludzi pod lufami karabinów zapędzonych zostało pod ziemię, gdzie pracując na potrzeby przemysłu wojennego doczekać mieli szczęśliwego końca wojny. Wojna jednak znacznie się przedłużyła. A przynajmniej w takiej świadomości utrzymywano mieszkańców podziemnych schronów.

„Prawda półostateczna” nie ma jednego głównego bohatera. Na kartach powieści pojawia się co najmniej pięć postaci, które mogłyby pretendować do tego zaszczytnego tytułu. Nie zmieni to jednak faktu, iż asumpt do rozwoju całej intrygi dał Nicholas St. James - prezydent jednej z podziemnych osad. Kiedy na raka trzustki zmarł główny mechanik osady Tom Mix, bez którego jej mieszkańcy nie byliby w stanie wypełnić normy produkcyjnej blaszaków, St. James został zmuszony przez swoich współobywateli, nie wahających się sięgnąć nawet po oręż szantażu, do wyjścia na powierzchnię. Ryzykując własnym życiem, miał kupić na czarnym rynku sztuczną trzustkę, ponieważ tylko transplantacja zdrowego organu mogłaby przywrócić spoczywającemu w zamrażarce mechanikowi utracone życie. To, co zastaje na powierzchni, wprawia go w zdumienie. Tym bardziej że niechcący trafia w sam środek intrygi, w którą zaplątani są najwyżsi przedstawiciele władzy. Przekonuje się przy tym, że wiadomości, jakimi karmieni są od lat mieszkańcy podziemnych osad, są jedynie wymysłem garstki ludzi, którzy - doprowadziwszy trzynaście lat wcześniej do zakończenia wojny - de facto zawładnęli Ziemią. By zaś utrzymywać w ciągłym posłuchu żyjących pod ziemią jak krety ludzi, stworzyli nieistniejącą w rzeczywistości postać „uniwersalnego” przywódcy, Talbota Yansa. Człowieka codziennie przekonującego ich o toczonej na powierzchni planety straszliwej wojnie.

Powieść ta stawia dokładnie te same pytania, które Dick zadał już w „Człowieku z Wysokiego Zamku” i „Trzech stygmatach.”, a które powtórzy jeszcze w „Ubiku”: Czy świat rzeczywiście jest taki, jakim nam się wydaje? Czy za parawanem zdarzeń, które przeżywamy lub które tylko nam się przytrafiają, nie istnieje zupełnie inny świat, do którego nie mamy dostępu, chociaż stanowimy jego nieodłączny element, trybik? Wszyscy bowiem bohaterowie „Prawdy.” żyją w świecie nierealnym, nierzeczywistym, wrogim. Mimo że stoją po różnych stronach barykady - czy to okłamywanych (jak St. James), czy też okłamujących (jak przedstawiciele klasy Yansowców, Joseph Adams i Verne Lindblom, by o samym ich szefie Stantonie Brosie nie wspomnieć) - są równie zagubieni i nieszczęśliwi. Także okaleczeni - psychicznie, a nawet, jak niezmiennie przerażający Stanton Brose, fizycznie. Odnieść można wręcz wrażenie, że ci, którzy pozostali na powierzchni planety, którzy podzielili między siebie Ziemię, a więc stali się klasą uprzywilejowaną, zapłacili znacznie wyższą cenę. Walcząc o władzę i wpływy, wspiąwszy się po drabinie kariery, nie dostrzegli nawet chwili, kiedy utracili wszystkie ideały i uczucia, stając się jedynie ludzkimi kukłami, cytując Dicka, „na obraz i podobieństwo Yansa”. Stworzywszy okrutnego i zakłamanego boga, następnie upodobnili się do niego, rezygnując tym samym - w pełni świadomie - z własnego człowieczeństwa.

W „Prawdzie półostatecznej” pojawił się także jeden z najbardziej intrygujących bohaterów Dicka - Webster Foote, właściciel londyńskiej agencji detektywistycznej. On również, wbrew sobie, wplątany został w śmiertelną intrygę. Ale to właśnie dzięki niemu i jego imponującemu dążeniu do odkrycia prawdy powoli poznajemy prawdziwe oblicze powieściowego świata. On też, jako jedyny, podejmie próbę przeciwstawienia się rzeczywistej tyranii. Ale czy udaną?. Powieść napisana jest sprawnie, chociaż w kilku miejscach niepokojąco się rozłazi; widać bowiem szwy, którymi Dick starał się zszyć w jedną całość wcześniejsze opowiadania. Miejscami można też mieć zastrzeżenia co do stylu, co z kolei zapewne jest pochodną pośpiechu, w jakim „Prawda.” powstawała.

Esensja, 12 sierpnia 2004