Strona główna / Popularnonaukowe / Koniec nauki czyli o granicach wiedzy u schyłku ery naukowej

Aktualności

12.07.2019

Spotkanie z Manuelą Gretkowską w Łodzi

W sobotę 27 lipca o godz. 17.00 zapraszamy do Domu Literatury w Łodzi (ul. Roosevelta 17) na spotkanie z Manuelą Gretkowską, autorką książki "Trudno z miłości się podnieść".

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja" i "Materiał ludzki".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Trump pod ostrzałem Michael Wolff
  2. Niebieska sukienka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Materiał ludzki Piotr Borlik

Fotogaleria

więcej »

Koniec nauki czyli o granicach wiedzy u schyłku ery naukowej

John Horgan

Piotr Amsterdamski

A gdzie leży Kraków? - Nad Wartą!

Czy rzeczywiście zbliżamy się do schyłku ery naukowej i bliscy już jesteśmy końca nauki? Tak twierdzi John Horgan w książce Koniec nauki, która - według zapewnień wydawcy - była amerykańskim bestsellerem.

Pytanie to jest tak trudne, że wszelka odpowiedź na nie wymaga starannej problematyzacji i uporządkowania zagadnień, by uniknąć zamieszania. Nie pretenduję tu do podania pełnej analizy problemu, ale pewne odróżnienia wydają się oczywiste. Po pierwsze, koniec nauki może nastąpić z przyczyn zewnętrznych: na przykład, społeczeństwo może utracić zainteresowanie nauką, odwrócić się od niej i przestać ją finansować. Wzory kariery uznawane w społeczeństwie mogą się zmienić na tyle, że profesja uczonego stanie się nieatrakcyjna i ten zawód przestanie pociągać najzdolniejszych młodych ludzi. Po drugie, nauka może zakończyć się z przyczyn wewnętrznych: gdy wszystkie interesujące prawa natury zostaną już poznane i nie będzie nic więcej do zrobienia, jak tylko stosować uzyskane wyniki, co byłoby działalnością zbliżoną do inżynierii. Możliwe jest również dotarcie do granic tego, co poznawalne, bez znalezienia naukowych odpowiedzi na interesujące pytania - można sobie wyobrazić, że dalszy rozwój zahamują, na przykład, ograniczone możliwości dowodzenia twierdzeń w ramach systemów aksjomatycznych. Po trzecie wreszcie, dalsze poznanie może być wykluczone z powodów biologicznych: gdy dojdziemy do kresu intelektualnej sprawności naszych mózgów lub skończy się nasza cierpliwość. Feynman wyraził kiedyś pogląd, że w miarę badania kolejnych poziomów elementarności nauka stanie się tak skomplikowana, że nikomu nie będzie się chciało nią zajmować. Nie twierdzę, że te trzy grupy zagadnień wyczerpują całą problematykę, ale tyle wystarczy, by dojść do przekonania, że sprawa jest trudna i wymaga namysłu.

Horgan z takiej systematyzacji zagadnień zrezygnował. Jak każdy leń, któremu wydaje się, że łatwiej jest mówić cudzym głosem niż własnym, skonstruował swą książkę wykorzystując wywiady z bardzo licznym gronem znanych uczonych, którzy wypowiadali się zarówno na tematy swych dyscyplin, jak i końca nauki. Taka formuła jest bardzo ryzykowana, i to co najmniej z dwóch powodów. Trzeba bowiem założyć, że specjaliści mają coś ciekawego do powiedzenia również poza zakresem swojej dziedziny. Niektórzy mają, niektórzy nie. Co ważniejsze, trzeba również przyjąć, że niezależnie od tematu potrafi się zadać interesujące pytania i zrozumieć odpowiedzi. To również bardzo śmiałe założenie. Cenne uwagi na temat ubiorów i wyglądu rozmówców nie są wystarczającą rekompensatą banalnych komentarzy do ich wypowiedzi. Zabawne są natomiast opisy zachowania niektórych wielkich uczonych, którzy w kontaktach osobistych często nie zdradzają objawów wielkości. Przypomina się tutaj śmiała wypowiedź Jamesa Watsona, że większość naukowców to ludzie nie tylko ograniczeni i tępi, ale wręcz głupi.

Jedyny pomysł teoretyczny, jaki zaprezentował Horgan w swojej interpretacji działalności różnych uczonych, polega na wprowadzeniu zapożyczonego z krytyki literackiej pojęcia nauki ironicznej, której celem nie jest poznanie rzeczywistości, lecz igranie możliwościami, badanie modeli, a nie świata. Można mu przyznać rację ogólną - taki styl uprawiania nauki jest dość rozpowszechniony, natomiast wydanie orzeczenia w każdej konkretnej sprawie wymaga dobrej znajomości danej dziedziny. Mimo to Horgan nigdy nie odczuwa potrzeby zawieszenia sądu i beztrosko rozdaje pochwały i nagany. W odróżnieniu od niego, nie potrafię powiedzieć, kiedy ma rację, a kiedy błądzi. Martwi mnie tylko, że w nielicznych przypadkach, w których czuję się kompetentny, jestem innego niż on zdania. Na przykład, nie mam wątpliwości, że niezależnie od tego, czy Penrose ma rację w swoich wywodach o roli mechaniki kwantowej i grawitacji w działaniu świadomości, to Horgan ich zupełnie nie zrozumiał.

Wydaje się, że minimalnym warunkiem, jaki należy spełniać, nim przystąpi się do rozważań o końcu nauki, jest znajomość nauki. Popularyzacją nauki powinni zajmować się uczeni, którzy pragną i potrafią w prosty sposób przedstawić swoją wiedzę. Horgan wyznał, że studiował anglistykę, a zatem jego kwalifikacje do popularyzowania nauki są bardzo wątpliwe. Pod względem wewnętrznego przekonania, że jest dostatecznie inteligentny, aby pisać o wszystkim, niewątpliwie doścignął Demokryta. Ponieważ on sam nie waha się określać wypowiedzi innych jako niedorzeczne i głupie, co niewątpliwie uprzyjemnia lekturę, to i ja pozwolę sobie na zacytowanie ludowej mądrości: uczył Marcin Marcina, a sam cielę.

Zagadnienie końca nauki prowadzi oczywiście do licznych problemów filozoficznych; wydawałoby się, że jeśli Horganowi brakuje wiedzy naukowej, to przynajmniej w zakresie filozofii powinien być lepiej przygotowany. W rzeczywistości o filozoficznym poziomie Horgana najlepiej świadczy jego interpretacja znanej uwagi Weinberga o tym, że im lepiej poznajemy świat, tym bardziej wydaje się on bezsensowny, jako utożsamienia zrozumiałości z brakiem sensu. Tymczasem dla Weinberga zrozumienie natury polega na poznaniu praw rządzących zjawiskami, a poczucie sensu związane jest z wartościami, uzasadnieniem ludzkiej egzystencji, celowością. Zrozumienie natury dokonuje się w ramach nauki, a sensowne uzasadnienie ludzkiej egzystencji mieści się w porządku mitycznym. To właśnie mówił Weinberg i wielu przed nim: ogród nauki jest pustynią wartości. Nie jest to kwestia wymagająca wielkiej subtelności filozoficznej.

Obwieszczanie końca jakiejś dziedziny nauki, gdyż wszystko już zostało zrobione, zależy oczywiście od zdolności dostrzegania problemów. Myślę, że większość kosmologów byłaby zaskoczona tezą o końcu ich nauki, ponieważ wciąż mamy do rozwiązania takie banalne problemy, jak to, czy Wszechświat jest otwarty czy zamknięty, dlaczego jest trójwymiarowy, dlaczego jest w przybliżeniu płaski i jednorodny, jako powstały galaktyki i ich gromady, i tak dalej - tę listę naprawdę można ciągnąć jeszcze długo. W fizyce teoretycznej mamy dwie piękne teorie - ogólną teorię względności i mechanikę kwantową - które mają jednak tę brzydką wadę, że są ze sobą sprzeczne. Czy to drobiazg nie wart uwagi? Nie wątpię, że podobne drobne problemy można byłoby wymienić i w biologii - na przykład zagadnienie morfogenezy.

Warto przy okazji zauważyć, że historycznie rzecz biorąc, skonstruowanie nowych instrumentów - mikroskopów, teleskopów lub akceleratorów - zawsze prowadziło do odkryć, których nikt nie przewidywał. Przyznaję, że z tego nie wynika, iż proces ten nie ma końca, ale nie widzę również powodów aby uznać, że koniec już nastąpił.

Ostatecznie lektura Końca nauki prowadzi do pytania, czy są jakieś granice hucpy. Horgan usiłuje odpowiedzieć na ważne pytanie, nie troszcząc się o to, czy ma wystarczające kwalifikacje i nie wkładając najmniejszego wysiłku, aby zdobyć jakieś rzeczowe informacje. Jeśli nauka ma się skończyć z przyczyn ekonomicznych, to warto się pokusić o empiryczne zbadanie, jak zmieniają się nakłady na naukę, jaka jest ich efektywność i dystrybucja między różne dziedziny nauki. Jeśli inne wzory kariery zdobywają większą popularność, to zasługuje to na badania socjologiczne. Kwestia wewnętrznych barier nauki wymaga starannej analizy logicznej.

Wydaje się, że rozważania Horgana można zaliczyć do dywagacji ironicznych, to znaczy nie mających związku z rzeczywistością. Niestety, dzieła ironiczne są godne uwagi, gdy fascynują elegancją, fantazją intelektualną, gdy są źródłem zaskoczenia pobudzającego do myślenia, a w książce Horgana najciekawsze są plotki o ludzkich słabościach znanych uczonych. Koniec nauki może zachwycić tych, którzy - podobnie jak Horgan - sądzą, że skoro koniec nauki już blisko, to nie potrzeba się uczyć.

Latarnik