Strona główna / Popularnonaukowe / Modne bzdury. O nadużyciach nauki popełnianych przez postmodernistycznych intelektualistów

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Modne bzdury. O nadużyciach nauki popełnianych przez postmodernistycznych intelektualistów

Jean Bricmont, Alan Sokal

Magdalena Miecznicka

Afera intelektualna

„Modne bzdury” Alana Sokala i Jeana Bricmonta - pamflet na postmodernistycznych intelektualistów - to przedmiot jednej z największych awantur między naukowcami w ostatnich latach. Książka właśnie ukazała się w Polsce.

Artykuł pod uroczym tytułem „Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji” ukazał się w renomowanym amerykańskim piśmie socjologicznym „Social Text” w 1996 r. Alan Sokal, profesor fizyki na New York University, używając terminologii naukowej i cytując najwybitniejszych francuskich intelektualistów (Lacana, Derrida, Deleuze'a, Kristeva), dowodził związków między matematyką i fizyką a naukami humanistycznymi. Kierując tekst do druku, redakcja „Social Text” w najgorszych snach nie przewidziała, że bierze udział w jednej z największych afer intelektualnych ostatnich lat.

Ich uwadze uszło, że artykuł jest katalogiem nonsensów i jawnych żartów.

Ostatni krzyk mody

Sokal bez zająknięcia stawiał tezę, że fizyczna rzeczywistość jest tylko „społecznym i lingwistycznym konstruktem”, a naukowa obiektywność to mit, na szczęście obalony przez feministyczną krytykę. Cytował Jacques'a Derridę, papieża filozofii dekonstrukcji, który stwierdził, że „stała Einsteina to nie stała” (ale zmienna), i sam wyrokował, że także liczba pi [stosunek obwodu okręgu do jego średnicy], wcześniej uważana za stałą, dziś okazuje się uzależniona od historii. Proponował też, by teorie naukowe oceniać nie ze względu na ich zgodność z rzeczywistością, lecz użyteczność polityczną - na przykład matematyka powinna stać się feministyczna i emancypacyjna.

Kiedy kilka tygodni po ukazaniu się artykułu nikt nie zareagował, Sokal opublikował na łamach innego pisma tekst, w którym wyjawił mistyfikację. Fizyk chciał sprawdzić, czy redaktorzy pisma opublikują tekst mimo jego idiotyzmu. Zaczęto się zbierać na burzę. Tymczasem jej sprawca planował kolejny cios. Wraz z belgijskim fizykiem Jeanem Bricmontem przygotował książkę, w której wziął na warsztat dzieła największych spośród sparodiowanych gwiazd, analizując ich niefortunne przygody z naukami ścisłymi. Potraktowane bez czołobitności teksty te okazują się niekiedy stekiem nonsensów. Sokal i Bricmont mieli dwa cele - obnażyć pseudonaukowy bełkot intelektualistów i wyśmiać szerzące się idee, że nauka to tylko konstrukcja społeczna. Po publikacji książki „Modne bzdury” po amerykańskich kampusach i francuskich kawiarniach przeszedł szept zgrozy: król jest nagi!

Penis a mechanika ciała stałego

Zacytujmy tylko dwa najpikantniejsze kawałki. Jacques Lacan, kontynuator Freuda, uważany za jednego z najwybitniejszych myślicieli XX wieku „uściślał” swoją teorię psychoanalityczną za pomocą wyższej matematyki, choć mylił jej podstawowe pojęcia. Jego naukowe analogie mają natomiast niepodważalny walor humorystyczny, jak przyrównanie „organu erekcyjnego” do liczby urojonej v-1.

Badaczka feministyczna Luce Irigaray wpadła natomiast na trop wstydliwych sekretów współczesnej fizyki -jeśli fizycy zajmowali się dotąd mechaniką ciała stałego w większym stopniu niż mechaniką cieczy, to z pobudek seksistowskich. Mechanika cieczy jest bowiem dziedziną kobiecą, podczas gdy mechanika ciała stałego to sprawa typowo męska - jak wiadomo, kobiece narządy płciowe wydzielają czasem płyny, męskie zaś wystają i sztywnieją.

Zaplute karły reakcji

Skandal szybko trafił na pierwsze strony m.in. „New York Timesa”, „International Herald Tribune”, londyńskiego „Observera”, francuskiego „Le Monde”. Podzielono się na dwa obozy. Bohaterowie parodii wystosowali serię artykułów, w których gromili niepokornych fizyków. Broniono prawa humanistyki do używania nauk ścisłych jako metafor. Bohaterowie parodii wystosowali serię artykułów, w których gromili niepokornych fizyków. Broniono prawa humanistyki do używania nauk ścisłych jako metafor. Sokal i Bricmont dowodzili jednak, że metafory, aby mieć sens, powinny rozjaśniać, a nie zaciemniać.

Julia Kristeva - znana badaczka literatury bułgarskiego pochodzenia, od lat mieszkająca we Francji- posądziła autorów o frankofobię, a swe błędy w tekstach usprawiedliwiła wyznaniem, że popełniła je w wieku lat 25 „w studenckim pokoiku, chora na grypę, dmuchając nos w gorączce”. Derrida zaś w aferze doszukał się spisku przeciw jego osobie.

Nauka postmodernizmu w weekend

Jak można się było spodziewać, Sokala i Bricmonta poparli naukowcy oraz myśliciele znani z racjonalizmu. Steven Weinberg, laureat Nagrody Nobla z fizyki, napisał, że sparodiowane przez Sokala poglądy są surrealistyczne, błędy zaś, jakich dopuszczają się intelektualiści, fatalnie świadczą o standardach społeczności intelektualnej. Fizyków poparł też filozof Thomas Nagel, wyrażając przy tym nadzieję, „że niekompetentni ludzie, którzy wymądrzają się na temat nauki jako zjawiska społecznego, choć nic z niej nie rozumieją, (...) staną się kiedyś taką samą rzadkością jak głusi krytycy muzyczni”. Najdalej posunął się jednak pewien australijski informatyk, który w konkluzji całej sprawy umieścił w internecie „generator postmodernistyczny” - program komputerowy, który generuje teksty modernistyczne według prostego przepisu wymyślonego przez Sokala. Po pierwsze, budować zdania poprawne, ale pozbawione treści. Po drugie, używać wielu trudnych słów (hiperprzestrzeń, strukturalny etc.). Po trzecie, całość brać cytatami z dzieł innych myslicieli postmodernistycznych. Generator dostępny jest na stronie: http://www.elsewhere.org/cgi-bin/postmodern

Dyskretny urok mętniactwa

Nawet wśród humanistów uważa się, że precyzja myśli i jasności wywodu nie należą dziś do standardów znacznej części humanistyki. Moda jest raczej na „niezrozumialstwo”. Niektórzy - wśród nich Bicmont i Sokal - podejrzewają nawet, że wielu intelektualistów z cynizmem stosuje mętniactwo po to, by ukryć płytkość i banał swoich myśli. Jest to wszak znany zabieg reklamowany nawet przez Schopenhauera w „Erystyce”: „Zdziwienie i oszołomienie przeciwnika potokiem bezsensownych słów”. Poziom zagmatwania niektórych dzieł jest tak niebosiężny, że ludzie popadają wobec nich w niemal religijne onieśmielenie. Jak pokazał eksperyment Sokala zachodzić tu może także efekt psa Pawłowa - wystarczy zacytować jednego ze „świętych” autorów, by w mózgu czytelników natychmiast wyłączyła się funkcja „myślenie krytyczne”.

Gazeta Wyborcza, 29 czerwca 2004