Strona główna / Biografie, wspomnienia / Urodziłem się w Barbakanie. Autobiografia na tle historii warszawskiego Barbakanu

Aktualności

09.11.2021

Spotkanie online z Grażyną Jeromin-Gałuszką

We wtorek 9 listopada o godz. 20:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Grażyną Jeromin-Gałuszką, autorką książki "Gdybyś wiedziała".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

23.10.2021

Rozmowa z Kasią Bulicz-Kasprzak

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Kasią Bulicz-Kasprzak, autorką książki "Zielone pastwiska".

Bestsellery

TOP 20

  1. Billy Summers Stephen King
  2. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  3. Dubaj krwią zbudowany Marcin Margielewski

Urodziłem się w Barbakanie. Autobiografia na tle historii warszawskiego Barbakanu

Henryk Jerzy Chmielewski

Sandra Wilk

Historie zapachów

Wszyscy ci, którzy spodziewali się znaleźć w biografii polskiego mistrza rysunku histori najsłynniejszego polskiego komiksu, przyczyny jego powstania, ba! choćby rozwikłanie zagadki: skąd właściwie wzięła się postać Tytusa, z pewnością będą zawiedzeni.
Henryk Chmielewski nie podał, ani cennych rad ani wskazówek dla młodych rysowników, i słusznie przecież, nie takie bowiem jest założenie i zadanie opowieści biograficznej.

Na szczęście zarówno fani pierwszego Tytusa, Romka i A'Tomka, którzy przekroczyli już magiczną granicę wieku Chrystusowego, jak i fani kolejnych wznowień i wydań rysunków Papcia Chmiela obowiązkowo powinni sięgnąć do Urodziłem się w Barbakanie. Przede wszystkim po to, aby poznać literaturę inną od wszystkich i przeczytać komiks, opierający się na prawdziwych wspomnieniach, wydarzeniach politycznych, zjawiskach społecznych.
Tak, przeczytać komiks - nie zaś obejrzeć kolorowe grafiki z misternie odtwarzaną przestrzenią, wspierane dobrym tekstem i inteligentnymi anegdotami (a nikt nie zaprzeczy, że nie charakteryzowały się tymi cechami wszystkie Księgi Tytusa). Chmielewski widzi świat obrazem, krótkim komiksowym kadrem, który operując mistrzowsko słowem opisuje tak realnie, że przed oczami stają małe historyczne uliczki Warszawy, zarówno te przedwojenne, jak i te zszargane przez hitlerowców i powstanie.

Wśród stołecznych murów poznajemy ludzi, którzy byli bliscy Chmielewskiemu, ale też i tych, których po prostu zapamiętać. Papcio Chmiel przypomina lokalne zwyczaje, z których większość odeszła już w zapomnienie - kto z dzisiejszych 20-latków rozumie czym być piknik nad Wisłą, rozładunek węgla, żydowski pogrzeb, występ komediantów czy sklep pełny zapachów suszonych owoców, wanilii i świeżo palonych migdałów, z wystawioną przed drzwi beczką miodu. Kto wie jak wyglądał mundur gimnazjalisty, sanki robione z tektury i metalowych listw, czy cukier w głowach do rąbania?
To drobne elementy przedwojennej Polski, których nie znajdziemy w żadnej podręcznikowej książce historycznej. A tu zupełnie nieoczekiwanie na zaledwie 300 stronach Papcio funduje nam magiczną podróż w ten zapomniany świat - opisuje mało istotne dla historyka rysunki na opakowaniach puszek kakao, kształty butów, krój ubrań, podaje ceny wynajęcia roweru, rymowanki i zabawy dziecięce, a wszystko umieszcza w przestrzeni osobistych doświadczeń, wybuchu wojny, wyzwolenia.
Poznajemy prawdziwe emocje młodego chłopaka, nie rozumiejącego jeszcze zagrożenia nalotów, który biegnie podekscytowany na Cytadelę, by "zobaczyć z bliska jak bombardują". A później, jak ów młodzieńczo beztroski chłopak w obliczu wstrząsających wydarzeń nagle dojrzewa, jak reaguje, co przeżywa, co jedynie obserwuje, a w czym czynnie uczestniczy. Jak wyglądało wyzwolenie i odbudowa zniszczonej Warszawy...

Urodziłem się na Barbakanie ma jedną małą wadę. Specyficzny język i rysunkowe spojrzenie na świat, częste dygresje historyczne, co prawda nie zakłócają rytmu wspomnień, ale niestety mogą zmęczyć tych, którzy historią się nie interesują.
Fakty historyczne (podane zazwyczaj w przystępnej, zabawnej formie) nagromadzone są aż do przesady na samym początku książki. Oczywiście z biegiem czasu okazuje się, że wymaga tego misterna konstrukcja utworu, ale... No właśnie ale. Owa lekkość opowiadania o wydarzeniach nie każdemu musi się podobać, Chmielewski stara się, nieco na siłę, zadowolić wszystkich; dlatego zdarza się mu podpierać "historią oficjalną", wydarzeniami, których osobiście nie doświadczył.
Nie widzę w tym wielkiego błędu, lecz jedynie małą rysę w monolicie przepięknej, osobistej, prywatnej do szpiku kości opowieści. I zabranie jej odrobiny, tak lubianego przez wielu, smaczku stuprocentowego subiektywizmu. Ale jest to jedynie kropla w morzu solidnie napisanej książki - jej kartom należy się okazanie wielkiego szacunku, tym większego, że Chmielewski nie napisał ich w ciągu sześciu miesięcy, lecz pracował przy nich od roku 1950 do 1998, czyli przez 48 lat (sic!).

Nic dziwnego, że ci, którzy znają wszystkie Księgi Tytusa, Romka i A'Tomka znajdą w Urodziłem się w Barbakanie wiele analogii do przygąd trójki przyjaciół - począwszy od historycznych rycin warszawskiego Barbakanu, poprzez magiczne miejsca, które autor zapamiętał z dzieciństwa (jak choćby apteka magistra Kazberuka czy ulica Nowomiejska, uwiecznione w Księdze XIX), aż do okupacyjnych przeżyć autora i konspiracyjnej służby w Warszawie (Księga XXIII).
Mimo traumatycznych wojennych doświadczeń Chmielewski podchodzi do nich ze swoistym dystansem. Wspomnieniom towarzyszy solidna dawka humoru, dykteryjek i dowcipnej samooceny. Autor nie wystrzega się przed złośliwymi, kąśliwymi uwagami i nieco moralizatorskim tonem - bądź co bądź pomysł na Tytusa i Urodziłem się w Barbakanie jest taki sam: bawić, uczyć i wychowywać. A nie da się zainteresować historią suchymi faktami, analizami i rycinami, i kto jak kto, ale Chmielewski jest tego w pełni świadomy.

Zagłębiajmy się więc w pożółkły świat doniesień z gazet, wspomnień, plakatów, rozmów towarzyskich i fotografii rodzinnych. To świat zapomnianych dokumentów, starych złotówek, widoku warszawskich piaskarzy, dozorców, komediantów, ulicznych sprzedawców gazet. Świat miejsc, gdzie królowała tradycja, niedzielne wycieczki na Stare Miasto i uparci dorożkarze. Wreszcie miejsc, do których zapach benzyny i współczesności dopiero zaczął docierać...

Życie, 16 VI 1999