Strona główna / Literatura polska / Owoc żywota twego

Aktualności

06.08.2020

Najlepsza książka miesiąca Lipiec 2020!

Z radością informujemy, że książka "Chciałbym nigdy cię nie poznać" została uznana przez czytelników serwisu hultajliteracki.pl za najlepszą książkę miesiąca Lipiec 2020 a Wiktor Krajewski za Autora Miesiąca oraz Wydawnictwo Prószyński za Wydawcę miesiąca.

Wywiady

20.07.2020

Astrologiczne bliźniaczki – od pełni zrozumienia do nienawiści...

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agatą Kołakowską, autorką książki "Uśpione pragnienia".

Posłuchaj i zobacz

20.07.2020

Rozmowa z Wiktorem Krajewskim

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Wiktorem Krajewskim autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać"
Niezwykle intymna książka o relacji z babcią. Wiktor Krajewski pokazuje emocje i porusza!

Bestsellery

TOP 20

  1. Perska kobiecość Laila Shukri
  2. Postscriptum Anna Karpińska
  3. Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Owoc żywota twego

Ewa Ostrowska

Kazik Malinowski

To nie harlekin

Dziwna to książka. Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron miałem już dosyć, ale nie dałem za wygraną, czytałem dalej i zasmakowałem w niej lecąc strona po stronie aż po świt, zanurzony w tej osobliwej opowieści, zgasiłem nocną lampkę, zostawiając sobie ostatni rozdział na deser, po przebudzeniu. Test snu uważam, na swój osobisty użytek, za miarodajny. Jeśli senny sięgam po książkę do poduszki i po chwili powieki stają się nieznośnie ciężkie, rozumie się samo - nic ciekawego. Ale jeśli senność się rozwiewa, i przytomna uwaga domaga się wciąż kolejnych zdań i pędzi po nich jak z górki, wiadomo towar - pierwszego sortu.

Tak było właśnie z książką Ostrowskiej, choć zazębić, wgryźć się w treść, nie przyszło łatwo. Jednym zdaniem - jest to opowieść o macierzyńskiej miłości. Lubię książki o miłości w różnych jej postaciach. A to miłości erotycznej międzypłciowej, miłości Boga, miłości do rodzaju ludzkiego w ogóle, ku Naturze albo o miłości ku ojczyźnie nakierowanej, albo plemieniu. Dobrze jest jak miłość błądzi, bo wtedy się odsłania. Miłość macierzyńska; to mnie do tej pory mało jakoś rajcowało, bom ojciec nie matka, może tylko w jakichś empatycznych przebłyskach. Ale przecież dzieckiem będąc, byłem obiektem takiej mocnej miłości, jej formujące pole zrobiło mnie takiego, jakim jestem. I natrafiłem na wspomnianą książkę Ostrowskiej i poddałem się jej, dość kostropatej, ale jednak magii. I z pierwsze samiczej ręki dowiedziałem się jak to jest być matką i kochać dziecię, owoc żywota twego. Przewalone. Przepiękne. Ta opowieść ocieka złością, lękiem, zawiścią, bólem, desperacją, upodleniem. Może to mnie początkowo odrzuciło, ta uczuciowa skatotogia. Ale to było tło, dopiero na nim dało się przekonywująco pokazać, po co na świecie jest miłość i jakim błogosławieństwem jest dla nas, kiedy nam się przydarzy.

Starannie odrobione realia życia na wsi, uprawa, hodowla, nieurodzaj, głód ziemi, bieda, ostra, niekończąca się harówka. Pisał to ktoś, kto w niej uczestniczył. To uwiarygodnia. Czytając, zrazu przymierzałem, do tej książki schematy. Damskie biadolenie o profilu feministycznym? Jest tam o kobiecie bitej, wykorzystywanej i poniżanej przez facetów. Dziwaczny anachroniczny produkcyjniak? Jest o chłopie małorolnym, co go gnębią kułacy a on pomimo to zakłada Kółko Rolnicze i wykazuje szczery humanistyczny komunizm. Wreszcie złapałem się myśli - nie jest to harlekin, i poszło z góry. To historia miłości, która musisz błądzić i skończyć się niedobrze. Autorka detalicznie i przekonywująco pokaże nam, dlaczego. Bo w tyraninie, która ma stworzyć materialne warunki do ocalenia, zatraca się żywa więź z ukochanym dzieckiem. Grecka tragedia. Kwadratura koła. Jezu, jakie to do samego sedna poruszające. Jestem z tą kobietą, ryczę razem z nią i nad nią. Znowu jestem blisko własnej matki. Pani Ostrowska może te słowa traktować jak komplement. Jestem pewien, że będzie wiedziała jak je potraktować. Żeby ocalić trzeba się zatrzymać, nie można się zatrzymać, bo wszystko może się zawalić. I wali się i przygniata. I miłość zwycięża, bo jej największym i ostatecznym zwycięstwem jest - że jest. Choćbyśmy przerażeni dojrzeli, że nie naszą własnością. Miłe, że Ostrowska nie sili się na jakąś stylistyczną wirtuozerię, nie stara się kokietować. Wali proste, klarowne zdania. U nas na wsi ciągle spotykam takich ludzi. Panuje nad tokiem opowieści, odsłania szarpnięciem. Zero humoru, zero porozumiewawczych mrugnięć, zero brylowania erudycją. Nie wiem jak mogła mi się spodobać taka książka. Wiem, że MUSIAŁA.

Lampa, nr 2, maj 2004