Strona główna / Literatura polska / Lenora

Aktualności

12.05.2022

Spotkanie z Katarzyną Puzyńską w Toruniu

W czwartek 26 maja o godz. 18:00 zapraszamy do  Książnicy Kopernikańskiej (ul. Słowackiego 8, Toruń) na spotkanie z Katarzyną Puzyńską, autorką książki "Żadanica".

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

16.05.2022

Rozmowa z Moniką Białkowską

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Moniką Białkowską, autorką książki "Nawet jeśli umrę w drodze".

Bestsellery

TOP 20

  1. A koń w galopie nie śpiewa Artur Andrus, Wojciech Zimiński
  2. Zgiń, przepadnij Olga Rudnicka
  3. Viktoria. Miłość zza żelaznej kurtyny Wioletta Sawicka

Lenora

Jerzy Łukosz

Marta Mizuro

Aż po grób

to rzecz dla czytelników szukających w literaturze dużo więcej niż tylko rozrywki” - to fragment „blurba” (tekstu reklamowego), jaki można przeczytać sobie na okładce książki Jerzego Łukosza. Fragment ten rozbawił mnie szczególnie, z kilku względów.

Po pierwsze dlatego, że czuć w nim obawę wydawcy o to, czy aby pozycja ta nie jest zbyt trudna dla czytelników, którzy śledzą umiarkowanie ambitną serię „Z żurawiem”. Po drugie z tego względu, że rozrywkowy aspekt literatury jako takiej zawsze był tylko jednym z wielu jej aspektów - zazwyczaj szuka się w niej „czegoś więcej” i nie należy się tego wstydzić. Po trzecie wreszcie dlatego, że „Lenora” jest książką bardzo dobrą, ale z pewnością nieprzeznaczoną wyłącznie dla koneserów o wyśrubowanych wymaganiach.

Oczywiście, że w tej lekturze nie zaszkodzi trochę oczytania, trochę zaznaczam, bo mit Odysa jest jednym z najbardziej znanych mitów, a i motyw „Lenory” realizowany był w tylu wariantach, że na pewno każdy zetknął się choćby z jednym z nich. W balladową formę ujął go wprawdzie zapomniany niemiecki romantyk Bürger, ale od niego przejęli go tacy mistrzowie jak Poe czy Mickiewicz. Tym, którzy jednak nie mieli z nim styczności, służę krótkim streszczeniem: Lenora była dziewczyną, która przyrzekła poślubić pewnego młodzieńca, zanim jednak doszło do zaślubin wybranek zginął i o rękę ukochanej przyszedł się upomnieć już jako upiór. W tej sytuacji do ślubu nie doszło. Sam Łukosz nie osadza motywu we współczesnych realiach, lecz bawi się jego elementami: ślubem, kwestią przysięgi, wierności i wiarołomności, nagłym powrotem „upiora”. Mnoży też inne literackie aluzje, jednak służą one raczej zwiększeniu przyjemności lektury, a nie stanowią jej główny walor.

Dwa obszerne opowiadania składające się na ten tom cechują się odmienną tonacją. Pierwsze, zatytułowane „Przygotowania do ślubu” to zapis ostatnich chwil wolności trzydziestoletniego kawalera. Oglądamy tu przymiarki bohatera (najdosłowniej - opowiadanie zaczyna się od sceny obstalowywania garnituru) do nowej roli i jesteśmy świadkami jego rozlicznych rozterek. Utożsami się z nimi chyba każdy, kto zmienił albo zamierza zmienić swój stan cywilny, stąd nieprzypadkowo narzeczony nosi imię Adam, a jego wybranką jest Ewa. Może nie każdy tylko potrafi „syndrom przedmałżeńskiego lęku” zanalizować tak zabawnie.

Nie ma sensu streszczać tej urokliwej historyjki, chciałabym tylko zwrócić szczególną uwagę na zawartą w niej scenę spowiedzi Adama - już choćby dla niej samej warto po tę książkę sięgnąć.

Inną wagę ma opowiadanie drugie, „Powrót Telemacha”, w którym autor jawnie nawiązuje do motywu powrotu Ulissesa. Wracającym po pół wieku tułaczki jest tu ojciec, „Penelopą” - matka, a „Telemachem” - syn o imieniu Paweł, zarazem narrator w tym utworze. Do tego „mitycznego” trójkąta dołączają jeszcze dwie osoby: wujek, czyli ten, który zastąpił męża i ojca oraz Halina, kochanka Pawła i wujka. Ich udział w dramacie sprawia, że prawdziwego, tj. uświęconego porządku w rodzinie nie da się łatwo przywrócić, bo i „zalotnika” nie można przecież zabić w majestacie prawa ustalonego przez bogów. „Zalotnik” jednak ginie i do końca nie dowiemy się, czy na skutek szoku wywołanego powrotem ojca „ z zaświatów”, czy też na skutek uduszenia. Nie rozwiązanie kryminalnej zagadki jest tu istotne, lecz skupienie się na „Zagadce Zagadek”, jak to określa Paweł. To zagadka skomplikowana, na którą trudno znaleźć jedno rozwiązanie, tak jak i trudno jednoznacznie osądzić (zbrodniczych?) małżonków. Można by powiedzieć, że jest to złożona kwestia „miłości aż po grób” i natychmiast dodać ironicznie - tylko czyj? Ta niepokojąca tragifarsa kojarzy się nie tylko z Homerem, ale i z Szekspirem: w ten sposób mógłby ją dzisiaj opowiedzieć Grabarz wypożyczony z kart „Hamleta”.

Niewielka „Lenora” jest najlepszą z pozycji, jakie ukazały się dotąd w firmowanej przez Prószyńskiego i S-kę serii. Najbardziej przemyślaną (czego nie wolno mylić z kalkulacją) i wyróżniającą się pod względem języka, z którym autor wyrabia, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, co chce. Oby takiej właśnie „nowej polskiej prozy”, niekoniecznie na siłę goniącej za duchem czasu, było jak najwięcej.

Czytelnia.onet.pl, 2004-04-29