Strona główna / Popularnonaukowe / Moralne zwierzę

Aktualności

30.09.2022

Spotkanie z Tanyą Valko i Igorem Kaczmarczykiem w Warszawie

W czwartek 6 października o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabskie opowieści. Historie prawdziwe" oraz Igorem Kaczmarczykiem, autorem książki "Islamskie fatum".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nieszczęście w szczęściu Olga Rudnicka
  2. Gra w ludzi Eva Minge
  3. Skradzione lato Grażyna Jeromin-Gałuszka

Moralne zwierzę

Robert Wright

Piotr Bratkowski

Denerwujące zwierzę

Człowiek to niezwykłe zwierzę - jedyne zdolne do przestrzegania norm moralnych. Niestety - z egoistycznych pobudek.

Czytając "Moralne zwierzę" Roberta Wrighta, książkę, która jest wyznaniem wiary amerykańskiego publicysty w neodarwinowską psychologię ewolucyjną, zastanawiałem się, dlaczego ona mnie tak denerwuje. A przecież nie powinna. Wright zrobił wiele, by zadowolić czytelnika - nawet nieobcującego na co dzień z wiedzą przyrodniczą. Próbuje nas przekonać, że psychologia ewolucyjna lepiej objaśnia współczesny świat niż jakakolwiek inna koncepcja.

Czy rzeczywiście ma przekonujące dowody? Na pewno Wright skutecznie omija pułapki teorii ewolucji, które sprawiły, że szukali w niej inspiracji twórcy podziałów na nad - i podludzi, zwolennicy nierówności społecznych czy apartheidu.

Wprawdzie autor "Moralnego zwierzęcia" jak wytrawny bokser uprzedza ciosy, ale mimo to niektóre jego wywody wypadają blado i mało klarownie. Nie dowiadujemy się np., dlaczego - skoro motorem naszego działania jest instynkt przekazywania genów - tak wielu ludzi wstrzemięźliwie odnosi się do perspektywy posiadania dzieci. A tym bardziej:, dlaczego owa niechęć do rodzicielstwa jest największa wśród elit rozwiniętych społeczeństw, a więc - nosicieli najlepszego materiału genetycznego?

Ale takie uniki to raczej powód, by odczuwać intelektualny niedosyt, a nie od razu denerwować się podczas lektury. Zwłaszcza, że są w "Moralnym zwierzęciu" fragmenty, które powinny przypaść do gustu nawet naturom nastawionym poetycko. Jak choćby ten, gdy autor, chcąc pokazać brak ostrej granicy między światem ludzkim i zwierzęcym, opowiada o gibbonach. Pary tych małp, by zademonstrować otoczeniu, że uczucie między nimi trwa, odśpiewywują o poranku wspólne pieśni.

Dla mniej sentymentalnych, za to gustujących w intelektualnych prowokacjach, Wright też przygotował niejedno. Dowodzi, że ze względu na sprzeczne interesy genetyczne obu płci różnice między nimi są nieprzezwyciężalne i to w dodatku w sposób zbliżony do tradycyjnego podziału ról społecznych między mężczyzną a kobietą. Mało tego: Wright przypomina o nieproporcjonalnych możliwościach rozrodczych płci. Opisuje przykład marokańskiego kacyka, który spłodził 888 dzieci, podczas gdy kobieta z trudem będzie w stanie wydać na świat trzydzieścioro. I wyciąga stąd wniosek, że męska niechęć do monogamii jest ewolucyjnie uzasadniona. A co za tym idzie, odruch moralny, każący z większą tolerancją traktować męskie zdrady, ma swoje pełne uzasadnienie w historii ludzkiego gatunku.

Wright nie poprzestaje na tym - dowodzi też, iż poligynia (współżycie mężczyzny z gromadką kobiet) nie tylko jest zgodna z naturą. Nie jest też formą seksistowskiej tyranii. Przeciwnie: to szansa dla kobiet, zwłaszcza niżej stojących na genetycznej drabinie. Jeśli zadowoliłyby się rolą jednej z kilku żon, mogłyby zdobyć atrakcyjnego partnera, na którego "złapanie" w społeczeństwach monogamicznych mają niewielkie szanse.

Takie prowokacje intelektualne mogą denerwować. Ale dlaczego mnie, skoro nie jestem ani feministką, ani kobietą, zaś perspektywa poligynii kusi mnie w stopniu umiarkowanym? Mnie w książce Wrighta drażni coś innego. A konkretnie: bohater tej książki. Cóż z tego, że autor przekonuje mnie, że jest on zdolny do miłości bliźniego, ba - że potrafi konstruować systemy moralne sprzeczne z naturą. Ale nawet te najszlachetniejsze wzloty jego duszy wyrastają z bydlęcego instynktu przetrwania, z żądzy władzy. Moralne zwierzę? Może i moralne, ale jednak - zwierzę. Traktat Roberta Wrighta to jedna z tych książek, po których przeczytaniu chce się odetchnąć z ulgą i powiedzieć: "Chwała Bogu, że to nie o mnie". Tylko, że ciężko w to tak do końca uwierzyć.

Newsweek, 13/04