Strona główna / Literatura światowa / Anglia, Anglia

Aktualności

05.07.2022

Spotkanie z Piotrem Borlikiem w Gdańsku

W poniedziałek 18 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Nadbałtyckiego Centrum Kultury (ul. Korzenna 33/35, Gdańsk) na spotkanie z Piotrem Borlikiem, autorem książki "Labirynt".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

04.07.2022

Rozmowa z Marcinem Margielewskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Wyrwana z piekła talibów".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Wyrwana z piekła talibów Marcin Margielewski
  3. Arabska zdrajczyni Tanya Valko

Anglia, Anglia

Julian Barnes

Jerzy Jarniewicz

Julian Barnes "Anglia, Anglia"

Z czasem ten wymyślony przez szalonego milionera kraj staje się bardziej rzeczywisty niż stara Anglia. To, co miało być tylko repliką, zamienia się w autentyk. A stara Anglia zapomniana przez resztę świata i upokarzana przez Unię Europejską staje się jedną wielką prowincją, o której jednak Barnes pisze z nostalgicznym rozrzewnieniem.

W czasach, gdy społeczeństwa stają się organizmami wielokulturowymi, poddając się prawom globalizacji i tracąc więź z własną przeszłością, jedni mówią o zanikaniu tożsamości kulturowej, inni o powstawaniu jej całkowicie nowej postaci. Julian Barnes w swojej ostatniej powieści "Anglia, Anglia" wydaje się zajmować to pierwsze stanowisko, wpisując się tym samym w szereg angielskich autorów, takich jak Graham Swift czy Peter Ackroyd, którzy zaniepokojeni procesami kulturowych przetasowań w Wielkiej Brytanii próbują wskrzesić pojęcie angielskości.

Punktem wyjścia powieści Barnesa jest futurystyczna wizja Anglii, w której dochodzi do realizacji szaleńczego na pierwszy rzut oka pomysłu: pewien milioner o niejasnym, środkowoeuropejskim rodowodzie - a obce pochodzenie nie pozostaje bez znaczenia w tej powieści o utracie narodowej tożsamości - wykupuje ziemię na jednej z wysp kanału La Manche i buduje tam "nową Anglię". Na tym niewielkim terytorium gromadzi wszystko, z czego Anglia słynęła i słynie. Aby ustalić, z czym przede wszystkim kojarzy się Anglia, przeprowadza międzynarodową ankietę, z której wynika, że angielskość to przede wszystkim rodzina królewska, Big Ben, klub piłkarski Manchester United i system klasowy, który w tym rankingu wyprzedza puby, BBC, Szekspira i angielską flegmę. Absurdalność takiej listy, doskonale wyzbytej choćby śladu zdroworozsądkowej hierarchii, zilustrowałby podobny katalog tego wszystkiego, co najbardziej kojarzy się z polskością, na przykład: żubry, Chopin, bigos, kino moralnego niepokoju i wycinanki łowickie.

Rodzina królewska jako replika.

Julian Barnes, bawiąc się znakomicie (daje przy tym upust swoim fobiom i uprzedzeniom), snuje opowieść o budowie drugiej, skondensowanej Anglii powstającej początkowo z myślą o turystach, którzy będą mieli tu wszystko w zasięgu ręki. Wyspa zostaje usiana replikami słynnych angielskich budowli, z których najważniejsze to pałac Buckingham i słynący z wielkich dorocznych wyprzedaży sklep Harrodsa (kolejność dowolna). Odtwarza się tu charakterystyczne dla Anglii krajobrazy, wydaje replikę "Timesa", urządza spektakle z dziejów Anglii, a aktorzy-sobowtóry odgrywają role najpopularniejszych postaci historycznych. Ta sztuczna Anglia zaczyna przyćmiewać, a w końcu wypiera Anglię prawdziwą - ściąga nie tylko turystów, ale i rodzinę królewską, która nie ma nic przeciwko temu, by za odpowiednie wynagrodzenie funkcjonować jako replika samej siebie. Z czasem ten wymyślony przez szalonego milionera kraj staje się bardziej rzeczywisty niż stara Anglia, usamodzielnia się, wyłania swoją historię. To, co miało być tylko repliką, zamienia się w autentyk. A stara Anglia zapomniana przez resztę świata i upokarzana przez Unię Europejską cofa się powoli do epoki przedindustrialnej, zamienia w jedną wielką prowincję, o której jednak Barnes pisze z wyraźnie nostalgicznym rozrzewnieniem.

Taki pomysł na powieść to oczywiście zaproszenie do dyskusji na temat relacji między kopią a oryginałem, sztucznością a naturą, prowincją a centrum. Barnes pamięta, że rozróżnienia te w naszej ponowoczesnej dobie straciły sens; nie przywołuje wprawdzie Jeana Baudrillarda i jego koncepcji symulakrów, czyli kopii, które zastąpiły rzeczywistość, ale trudno nie odbierać tej powieści jako bezpretensjonalnej polemiki z tezami postmodernizmu, zwłaszcza w jego francuskim wydaniu. Barnesa przeraża świat, w którym zniknęło rozróżnienie między autentykiem a repliką, a wraz z nim "powaga istnienia" i zmysł religijny. Jego futurystyczna powieść osadzona w niedalekiej przyszłości zamienia się w przypowieść filozoficzną, w której da się odkryć wyraźne powinowactwo z głośną antyutopią Aldousa Huxleya "Nowy wspaniały świat"

Duch Huxleya i Swifta

"Anglia, Anglia" może zaskoczyć czytelników Barnesa, którzy znają go z jego wcześniejszych dokonań, zwłaszcza z "Papugi Flauberta", "Historii świata w 10 i pół rozdziałach", "Pomówmy szczerze" czy z wydanej niedawno powieści "Po drugiej stronie La Manche". Dość nieoczekiwana to wolta, nawet jak na mistrza literackich wcieleń i niespodziewanych metamorfoz. Barnes zaserwował nam groteskowy obraz przyszłości Anglii, który jest także oskarżeniem karłowaciejącej kultury Zachodu, jej zwulgarnienia i komercjalizacji. Powieść, w której czasami obok ducha Huxleya unosi się duch Jonathana Swifta, na przemian śmieszy i zniesmacza, irytuje i przeraża. Wydaje się, jakby jej wirtualna rzeczywistość wymknęła się autorowi z rąk. Pomysły fabularne kotłują się tu i mierzwią. Przypowieść filozoficzna, która mogłaby być karykaturą niektórych współczesnych procesów kulturowych, jest przeplatana fragmentami w innych zgoła konwencjach - doraźnego pamfletu politycznego, noweli detektywistycznej czy wreszcie powieści psychologicznej. A obok postaci skrótowo zarysowanych, niemal komiksowych, Barnes wprowadza bohaterkę o pogłębionym, zindywidualizowanym wizerunku psychologicznym. W sumie dostajemy nie jedną, ale kilka powieści, z których każda rządzi się odmiennymi prawami.

Gazeta Wyborcza, 22-11-2003