Strona główna / Biografie, wspomnienia / Miś, czyli rzecz o Stanisławie Barei

Aktualności

21.11.2019

Spotkanie z Manulą Kalicką w Warszawie

W czwartek 12 grudnia o godz. 19:00 zapraszamy do Domu Kultury Śródmieście - Międzypokoleniowej Klubokawiarni w Warszawie (ul. Anielewicza 3/5) na spotkanie z Manulą Kalicką, autorką książki "Jej drugie życie.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Miś, czyli rzecz o Stanisławie Barei

Maciej Łuczak

Wojciech Orliński

Bareja był outsiderem. Patrzył na PRL oczyma potomka dostojnego rodu mistrzów wędliniarskich.
Stanisław Bareja cieszy się ogromną popularnością wśród widzów, którzy pamiętają PRL, ale w dorosłość wchodzili już po jego upadku. Widziana z perspektywy dziecka czy nastolatka cała kinematografia PRL - poza komediami Barei, a także "Rejsem" Piwowskiego i "Gangsterami i filantropami" Hoffmana - zdawała się zakłamana pod jednym względem: pokazywała ludzi żyjących normalnie. Ludzi, którym udaje się gdzieś dodzwonić z ulicznego automatu, którzy mają mieszkania w centrum Warszawy, którzy omawiają jakieś ważne sprawy w przytulnych kawiarniach czy restauracjach. A przecież w latach 80. każde dziecko już wiedziało, że jeśli bohater znalazł jakimś cudem sprawny automat telefoniczny, to znaczy, że ma za sobą wyczerpującą pieszą wędrówkę przez kawał miasta i jeśli reżyser jej nie pokazał, to mógł przynajmniej zasugerować aktorowi, by się słaniał na nogach i dyszał ze zmęczenia...
Czy jednak rzeczywiście cała prawda o PRL sprowadzała się tylko do groteskowej, czarnej komedii? W książce Macieja Łuczaka "Miś, czyli rzecz o Stanisławie Barei" najbardziej podoba mi się to, że autor unika takiego utożsamiania. W ostatnim rozdziale pisze wprost: "Świat według Barei nie zniknął z upadkiem komunizmu (...) absurd pozostał". Wymienia w tym rozdziale szereg wiadomości z ostatnich dziesięciu lat, z których każda nadawałaby się na gag z "Misia", jak choćby ta: z dziewięciu dębów zasadzonych przez środkowoeuropejskich prezydentów na szczycie w Łańcucie w 1996 roku wyrosły zupełnie inne drzewa. Dąb zasadzony przez prezydenta Kwaśniewskiego okazał się kasztanem, a dąb prezydenta Niemiec - lipą...

gazeta.pl