Strona główna / Fantastyka / Anna we Krwi

Aktualności

22.05.2020

Premiera online nowej książki Piotra Borlika

We wtorek 2 czerwca o godz. 19.30 zapraszamy na premierę online najnowszej książki Piotra Borlika "Zapłacz dla mnie".

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.04.2020

Krzysztof Gosztyła czyta MAŁY WIELKI TYDZIEŃ

Zapraszamy do wysłuchania fragmentu audiobooka "Mały wielki tydzień" autorstwa Darka Milewskiego w znakomitej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Bestsellery

TOP 20

  1. Jest krew... Stephen King
  2. Zaginione arabskie księżniczki Marcin Margielewski
  3. Jestem nieletnią żoną Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »

Anna we Krwi

Kendare Blake

Agnieszka Grabiec

Anna we Krwi

Van Helsing, drużyna Scooby'ego, Sam i Dean Winchester to jedne z bardziej znanych postaci kinematografii i literatury walczących z nadnaturalnymi mocami czającymi się w ciemnościach. Wraz z pierwszym tomem powieści, pochodzącej z Południowej Korei amerykańskiej pisarki - Kendare Blake, o tytule „Anna we krwi”, do tego zacnego grona dołącza również młody Tezeusz Cassio Lowood. Książkę skierowaną głównie do młodzieży stawia na półce razem z mocnymi horrorami i bardziej drastycznymi powieściami z gatunku fantasy. 

Tezeusz Cassio Lowood to nastolatek niezwykły, tak samo zresztą niesamowity jak cała jego rodzina. Matka jest czarownicą, natomiast ojciec łowcą duchów. Kiedy pewnego dnia jego ojciec wychodzi z domu na łowy, zostaje pożarty przez potężnego demona. Wraz z jego śmiercią Cas dziedziczy nie tylko jego zajęcie, ale także magiczny sztylet athame, którym może zabić każdego ducha. Cas przemierza cały kraj w poszukiwaniu potwora, który zniszczył jego życie, zbierając informację o najnowszych występkach w świecie duchów. W końcu trafia do małego miasteczka, gdzie duch brutalnie zamordowanej nastoletniej dziewczyny morduje każdego, kogo noga postanie w jej domostwie. Jednakże, z niewiadomych przyczyn oszczędza życie nastolatka, co całkowicie zmienia jego podejście do tego ducha. Zamiast zabić, postanawia jej pomóc, a pomagają mu w tym nowi przyjaciele: gwiazda szkoły- Carmel, i młody telepata- Thomas. 

Motywem przewodnim pierwszego tomu cyklu o Annie- „Anna we krwi”, jest znane w świecie kultury polowanie na istoty nadnaturalne. Jednakże w odróżnieniu od innych lektur tego typu, ta książka skupia się jedynie na unicestwianiu duchów (niczym w „Ghostbusters”), duchami zabójcami. To właśnie na tym budowana jest cała historia Cassio Lowooda, nastolatka, który nie dość, że musi walczyć z duchami to jeszcze będzie musiał zmierzyć się z trudami życia chłopaka w jego wieku. Wszyscy wielcy łowcy zaczynają swoją karierę od bodźca, którym zazwyczaj jest utrata kogoś bliskiego. Tak jak bracie Winchester stracili w dzieciństwie matkę („Supernatural”), tak Cassio traci ojca. Od tamtej pory jego głównym celem jest odnalezienie zabójcy, zanim ten odnajdzie jego. Oczywiście staje się to pewnym problemem, kiedy wpadają w wyniszczający i niekończący się wir zemsty. Problemem, który w przypadku Tezeusza kumuluje się i uderza z podwójną siłą. 

W dodatku, choć Cas przyzwyczajony jest do ciągłej zmiany miejsc, wciąż musi spróbować dopasować się do otoczenia, aby zdobyć istotne dla niego informacje. Nie spodziewa się, że odnajdzie wiernych przyjaciół, którzy będą za nim podążać chociażby w ogień. Momentami trochę irytuje, że ten dziwny irracjonalizm. W dodatku chłopak tak dobrze czuje się wśród umarłych, że aż zakochuje się w jednym z nich- co też nie jest takie niezwykłe w tejże branży. Choć na różne sposoby doświadczamy tego jaki jest Cassio, współczujemy mu jego dylematów, a także i kibicujemy w licznych duchowych starciach to jednak ten tom nie jest jedynie o nim. Spora część uwagi skupia się na samej Annie. Jej historia wciąga niczym czarna dziura i fascynuje do tego stopnia, że nim się zorientujemy przebrniemy przez kilka kolejnych stron. Wzbudza przerażenie i niedowierzanie, ale przede wszystkim bardzo wiele wyjaśnia, a to lubi każdy czytelnik. 

Przeolbrzymim plusem powieści jest niesamowity klimat, który utworzyła Kendare Blake. Wszechogarniające uczucie niepokoju pochłania nas bez reszty. Jeży włos na karku przede wszystkim przez wydarzenia, których jesteśmy świadkami. Jednakże najwięcej działają tutaj opisy, które nie są przytłaczające, a wręcz przeciwnie- bardzo lekkie. Bez przeszkód wczuwamy się w sytuację i wydaje nam się, że wraz z Cassio stoimy w nawiedzonym domu. Autorka nie boi się pisać o flakach, czy rozbryzgach krwi. Jej wyobraźnia jest nieograniczona, tym samym sprawiając, że czytelnik genialnie bawi się przy tej lekturze. Bo i także humor się tutaj znajdzie, choć też bardziej mroczny. W dodatku Blake wykorzystuje w powieści swoje zainteresowania grecką mitologią, ale nie boi się dotykać także tematyki voodoo. To czyni powieść jeszcze bardziej wszechstronną. 

Jak zwykle, pierwszą rzeczą na jaką zwracamy uwagę sięgając po książkę, jest okładka. A ta od „Anny we krwi” po prostu powala! Nikt nie przejdzie obojętnie obok oprawy, na której zobaczymy szczupłą ciemnowłosą dziewczynę, w białej splamionej krwią sukni. W tle oczywiście nawiedzony dom. Ilustracja jest tak przepiękna, że nawet jak już zdobędziemy książkę to długo będziemy zwlekać z jej rozpoczęciem, wciąż wpatrując się z umiłowaniem w jej front. A utrzymana w szarościach kolorystyka, z żywymi czerwonymi elementami, idealnie działa na naszą psychikę, wprawiając w odpowiednią atmosferę grozy. 

„Anna we krwi” to nie typowa książka, w której chłopak poznaje dziewczynę i zakochuje się w niej bez pamięci. Nie jest to także dobrze znana historia o seryjnym mordercy. Choć ze stronic leje się na nas krew, choć Kendare Blake próbuje przyprawić nas o zawał serca, to jednak opowieść jest tak lekka jak tylko może być. Pomimo wszystko czyta się ją bardzo przyjemnie, bowiem już od pierwszych kartek hipnotyzuje każdego, kto tylko dorwie ją w swoje ręce. Muszę przyznać, że bardzo wiele się spodziewałam po tej lekturze. Zaskakująco, nie zawiodłam się, wręcz przeciwnie. Przypomniały mi się dawne lata z pierwszymi sezonami mojego ukochanego „Supernatural”. Nie ma bowiem nic lepszego niż przerażająca historia o duchach z wątkiem miłosnym w tle.