Strona główna / Fantastyka / Atrofia

Aktualności

26.11.2021

Dwie książki Prószyński i S-ka z Nagrodą KLIO!

Z przyjemnością informujemy, że Agnieszka Cubała oraz Krzysztof Mordyński otrzymali Nagrodę KLIO 2021 w kategorii Varsaviana. Gratulujemy!

Wywiady

25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

27.11.2021

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Zapraszamy do wysłuchania podcastu Katarzyną Puzyńską, autorką ksiązki "Chąśba".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem córką szejka Laila Shukri
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Billy Summers Stephen King

Atrofia

Lauren DeStefano

Alina Neumann

Atrofia

Kiedyś pisało się o znanej nam rzeczywistości. Później przyszła moda na magię. Po magii nadeszły wampiry, wilkołaki i inne stwory. Od paru miesięcy można dostrzec w literaturze coraz więcej książek z nowego nurtu - bądź co bądź jeszcze świeżego, nie wyeksploatowanego do granic możliwości - patrzenie w przyszłość, rozważanie tego, co stanie się z ludzkością, szukanie ideału - proszę Państwa oto utopie i ich negacje, walki z ideałem - antyutopie. 

Muszę przyznać, że z tego wszystkiego, co w literackiej modzie się w ostatnich pięciu latach znalazło, ta ostatnia kategoria przypadła mi do gustu najbardziej. Może dlatego, że autorzy nie zdążyli mnie jeszcze zmęczyć? A może dlatego, że to znacznie szersze pole dla wyobraźni, bo nie ograniczone przez pewne typowe cechy dla danego stworzenia, jak krew dla wampira, czy przemiana w futrzaka w przypadku wilkołaka. Tutaj mamy tylko człowieka i wizję tego, co stać się może. Czy to idealne społeczeństwo, czy też niedoskonałe. Zniszczony świat, ale jakiś kolorowy kącik, do którego trafiają wybrane - oczywiście idealne - osoby.
Świat całkiem podobny do opisanego przeze mnie w tym jednym zdaniu znalazł się właśnie w "Atrofii". Po III Wojnie Światowej z naszej planety pozostało raczej niewiele - zaledwie Stany Zjednoczone, które miały najlepiej rozwiniętą technikę (z tym jednym niechętnie się nie zgadzałam, ponieważ uważam, że ku temu większe szanse ma Japonia, chociaż jako kraj wyspiarski... troszkę łatwiej ich unicestwić, jednak argument technologiczny pozostawia we mnie trochę wątpliwości) i zdołały przetrwać. Nie ma Europy, Azji, Afryki... I mało kto o nich wie. Społeczeństwo chciało być doskonałe, jednak nie wyszło - kobiety dożywają dwudziestego roku życia, mężczyźni dwudziestego piątego. Każdy wie, co go czeka, a naukowcy nie potrafią stworzyć działającego lekarstwa na wirusa zabijającego ludzi. Niewiele jest osób z pierwszego pokolenia, które żyją tyle co my, czyli kilkadziesiąt - nawet do stu - lat. I chociaż nowy świat jest mały, jest ciężko. Bardzo ciężko. 

Jednak ta książka nie opowiada tyle o świecie, co o trójce dziewcząt - porwanych i wydanych za jednego mężczyznę. Są one niczym lalki - uwięzione w złotej klatce. Są różne - jedna nienawidzi i chce umrzeć, druga chce uciec, ale stara się zrobić to w sposób mądry, rozważny. Trzecia zaś jest całkowicie zachwycona swoim nowym życiem, oddana mężowi i teściowi, odgrywa dokładnie tę rolę, jaka jest jej przypisana.
Lauren DeStefano porwała mnie do tego świata. Świetnie przedstawiła kontrasty między tu i tam, dziś i wtedy, ja i ona, one i oni. Przedstawiła miłość, tęsknotę, oddanie, strach, zrezygnowanie, wolę walki. Wątek romantyczny nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan, jest schowany za firanką, widoczny, ale ja osobiście nie zdołałam się na nim skupić. Pochłaniało mnie coś innego. Pochłaniał mnie ten lęk, który się sączył z książki - doskonale go czuć, nie da się zignorować. Strwożona czytałam, nie chcąc się oderwać. Bałam się o bohaterkę, bohaterki, chociaż wiedziałam, że to jest trylogia i główna postać na pewno przeżyje tę część. A jednak - bałam się o nią. Polubiłam wszystkie dziewczyny, polubiłam ich męża. Cieszyłam się wraz z ich małymi radościami, cierpiałam w ich bólu. Ciężko było mi się z nimi nie łączyć w jakimś porozumieniu. I cieszy mnie jedno - najwidoczniej Amerykanki z przyszłości nie są aż tak głupie jak te we współczesnym kinie i książkach. Nie bez wad, też mają różne wyskoki, ale z całą pewnością nie aż tak tragiczne. 

Książka jest fascynująca, niezwykle mi się podobała, chociaż brakło malutkiej iskierki do zachwytu, której upatruję w języku. Jest dobry, przyjemny, prosty, ma coś z melancholii, ale to jeszcze nie to, czego bym od niego oczekiwała. Mimo to sama książka jest według mnie naprawdę rewelacyjna. I jeszcze ta niesamowicie piękna okładka! Mogę się w nią wpatrywać i wpatrywać... w oczekiwaniu na drugi tom.
Polecam. 

Alina Neumann, recenzja pochodzi z bloga alineneumann.blogspot.com