Strona główna / Fantastyka / Bezduszna

Aktualności

05.07.2022

Spotkanie z Piotrem Borlikiem w Gdańsku

W poniedziałek 18 lipca o godz. 18:00 zapraszamy do Nadbałtyckiego Centrum Kultury (ul. Korzenna 33/35, Gdańsk) na spotkanie z Piotrem Borlikiem, autorem książki "Labirynt".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

04.07.2022

Rozmowa z Marcinem Margielewskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Wyrwana z piekła talibów".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Wyrwana z piekła talibów Marcin Margielewski
  3. Arabska zdrajczyni Tanya Valko

Bezduszna

Gail Carriger

Paulina Maria Lorelay Szymborska-Karcz

Bezduszna

Ostatnio przeglądając opinie na temat rynku anglojęzycznej literatury fantastycznej, spotkałam się z bardzo krytycznymi słowami na temat „wciskania wszystkiego do jednego worka”, „mieszania gatunków” i „tworzenia ogólnego galimatiasu”. W zasadzie byłam skłonna zgodzić się z większością z nich. A potem… Potem przeczytałam "Bezduszną" Gail Carriger.
Po pierwsze primo: Londyn za panowania Jej Wysokości Królowej Wiktorii
Dziewiętnastowieczna Anglia. Specyficzny klimat stolicy. Miejscowa socjeta ze swoimi obyczajowymi skandalami i charakterystyczną etykietą. Bladolice, dostojne damy w koronkach, turniurach i ciasnych gorsetach, mdlejące na widok nieobyczajnych zachowań; dżentelmeni w eleganckich frakach i pod obowiązkowo prosto zawiązanym krawatem, pijący whiskey i palący cygara w elitarnych klubach; panienki marzące o korzystnym zamążpójściu, krygujące się do młodych i zamożnych lordów… Gail Carriger przedstawia to wszystko w sposób niezwykły – jednocześnie przekonujący i groteskowy. W kwestiach obyczajowości autorka dość wiernie odmalowuje realia epoki, stosuje jednak ciekawy i w pełni udany zabieg: dyskretnie i umiejętnie uwypukla fakt, że one same w sobie są dla współczesnych, lekko mówiąc, komiczne.
Po drugie primo: Złoty wiek pary i elektryczności wzbogacony bujną fantazją
Jakby sama epoka była niewystarczająco interesującym materiałem na tło dla ciekawej historii, Carriger sięgnęła po jeden z najbardziej nietypowych i nieprzeciętnych elementów, coraz popularniejszy w zagranicznej fantastyce – steampunk. Ten – wciąż zbyt mało popularny na rodzimym rynku, a moim zdaniem naprawdę fascynujący nurt – został bardzo zgrabnie i nienachalnie wpleciony w historyczne realia czasów rewolucji przemysłowej. Życie codzienne bohaterów tylko nieznacznie urozmaicają i ułatwiają fantazyjne wynalazki, maszyny oraz technologie, które przy ówczesnym rozwoju nauki i techniki bez problemu mogłyby istnieć, gdyby tylko ktoś wpadł na pomysł skonstruowania ich i gdyby udało mu się wprowadzić owe patenty na szerszy rynek. Każdy z tych przedmiotów czy mechanizmów, nawet jeśli nie pełni funkcji kluczowej dla fabuły książki, przykuwa uwagę czytelnika, wzbudza ciekawość, a nawet fascynację.
Po trzecie primo: Czcigodne hrabiny w roli krwiopijców i eleganccy lordowie wyjący do księżyca
Gdyby dla kogoś niezwykłości jeszcze było mało, w "Bezdusznej" znajdą się także wampiry i wilkołaki. Te nadnaturalne – z definicji przerażające, a w ostatnich latach bezczelnie ośmieszone przez grono anglojęzycznych literatów – istoty u Carriger żyją w koegzystencji z rodzajem ludzkim i świetnie sobie radzą, a czasem bardzo odważnie poczynają. Doskonała większość z nich to wysoko postawieni członkowie londyńskiej socjety, odgrywający niemałą rolę w życiu towarzyskim stolicy. Ich odmienność jest sprawą jak najbardziej jawną i nikogo nie dziwi. Jednocześnie, z pełnym i szczerym błogosławieństwem Jej Wysokości, wampiry i wilkołaki tworzą własne zorganizowane i zhierarchizowane społeczności, w ramach których kierują się ustalonymi zasadami i przestrzegają zarówno wewnętrznych, jak i odgórnie narzuconych reguł. Nie wadzą zwykłym zjadaczom chleba, a nawet są powszechnie szanowani i poważani przez wzgląd na status społeczny, majątkowy i intelektualny. Ich niezwykłe zdolności i równie nietypową fizjologię próbują wytłumaczyć ludzie wykształceni poprzez tworzenie całkiem sensownie brzmiących teorii i hipotez naukowych. Taki sposób przedstawienia tych istot jest dla mnie prawdziwym lekiem na całe zło, które czynią im w ostatnich latach kolejni autorzy powieści dla spaczonych emocjonalnie nastoletnich dziewcząt. Jeżeli zaś ktoś twierdzi, że z wampirami i wilkołakami zrobiono już wszystko, co tylko się dało, i nie jest możliwe stworzenie czegoś oryginalnego – Bezduszną postawię mu jako niezbity dowód na to, że się myli.
Po czwarte primo: Nic tak nie zjednuje sobie czytelników jak nietuzinkowi bohaterowie
Jakkolwiek ciekawy i nietypowy byłby świat przedstawiony, nie istnieje dobra książka bez interesujących, barwnych i wzbudzających sympatię bohaterów. Na szczęście postacie występujące w powieści Carriger właśnie do nich należą. Tytułowa bezduszna – czyli Alexia Tarabotti – to kobieta zupełnie nieprzystająca do epoki, w której żyje. Jak informuje wydawca: jest starą panną (jak na ówczesne standardy oczywiście, bo, o zgrozo, młodszą ode mnie samej!), której ojciec był Włochem, a teraz nie żyje. W dodatku nie posiada duszy i unieszkodliwia natrętnych przedstawicieli krwiopijców za pomocą eleganckiej koronkowej parasolki z niespodzianką. Ponadto Alexia odznacza się inteligencją, błyskotliwością, oczytaniem i otwartością umysłu. Jak na zamożną Angielkę z dobrego domu przejawia nietypowe i zupełnie niegodne zainteresowania literaturą, nauką, a nawet bardzo nieprzystojną erotyką. Jej stosunek do panujących powszechnie zasad etykiety i dobrego tonu jest raczej swobodny – sięga po savoir-vivre wówczas, gdy może on stanowić wysublimowaną, acz skuteczną broń. Trudno oprzeć się urokowi tej sprytnej, upartej i niepokornej bohaterki o buntowniczej naturze oraz wyjątkowo silnej osobowości.
Inne postacie bynajmniej nie ustępują Alexii pod względem barwności i żywego sposobu przedstawienia. Poznajemy bowiem gburowatego i nieokrzesanego, ale za to zabójczo przystojnego samca alfa miejscowej watahy wilkołaków, jego niepozornego zastępcę-intelektualistę z tytułem profesora, nieco zniewieściałego wampirzego asa wywiadu, przejawiającego upodobanie do mody, dzieł sztuki i młodych chłopców, ze wszech miar irytującą i stereotypową rodzinę bezdusznej, grono fanatycznych naukowców, a nawet samą królową Wiktorię – mówiącą o sobie w pluralis magnificus, wyraźnie nie w ciemię bitą i na swój sposób dowcipną. Czy takich indywiduów można nie polubić, jeśli na dodatek są opisane w interesujący i umiejętny sposób?
Po piąte primo: Sensacja, kryminał, romans i powieść historyczno-obyczajowa w jednym
Jeśli komuś wydaje się, że Gail Carriger to fantastyczna Jane Austen – jest w ogromnym błędzie. Choć w "Bezdusznej" nie brakuje wątków obyczajowych, a wiktoriański Londyn poraża swoim specyficznym klimatem, ta powieść charakteryzuje się zupełnie innym nastrojem niż dzieła popularnej dziewiętnastowiecznej pisarki. Owszem, jednym z głównych wątków jest romans, jednak stosunkowo mało romantyczny, dość nieobyczajny, ale za to bardzo płomienny. Nie byłabym jednak wyjątkowo skora do wrzucania Bezdusznej od razu do szufladki z wielkim napisem „tylko dla bab”. Jest to bowiem przede wszystkim powieść sensacyjna, w której kluczową rolę odgrywa zagadka kryminalna. Nie polecam jej ani romantycznym podlotkom, ani znudzonym mężatkom, lubującym się w „literaturze na obcasach”. Moim zdaniem zdecydowanie bardziej spodoba się czytelnikom poszukującym oryginalnej i nietypowej fantastyki, marudzącym na „odgrzewane kotlety” i inne nieświeże produkty spożywcze. Szczególnie że książka została naprawdę nieźle napisana. Intryga okazuje się całkiem zgrabnie skonstruowana, a różnorodne elementy i motywy przeplatają się w sposób harmonijny i budujący napięcie, akcja natomiast jest wartka i sprawnie, choć może nie w zawrotnym tempie, posuwa się naprzód. Carriger bardzo dobrze wyważyła proporcje między poszczególnymi wątkami, a spójności fabuły nie można mieć nic do zarzucenia.
Po szóste primo: Nie gryź, tylko niczym głodny wilkołak w czasie pełni – połknij w całości. Uważaj tylko, byś nie udławił się ze śmiechu…
Interesującemu światu i ciekawej fabule musi towarzyszyć zgrabny i przyjemny w odbiorze język. W przypadku "Bezdusznej" i w tej kwestii nie ma na co narzekać. Nic nie zgrzyta, nie irytuje, a książkę czyta się lekko, właściwie połyka jednym tchem. Niektórych mogą zmęczyć jedynie pojawiające się dość często wyczerpujące opisy strojów. Mnie one nie znudziły, wprost przeciwnie, stanowiły miły dodatek, pasujący jak ulał do stylu autorki i języka właściwego dla przedstawianej epoki. Jednym z najważniejszych atutów powieści jest świetny, prawdziwie angielski humor. Czuję się więc zobowiązana ostrzec wszystkich, którzy tak jak ja z upodobaniem propagują czytelnictwo w środkach komunikacji miejskiej – lektura grozi niekontrolowanymi wybuchami dzikiego chichotu, który może owocować wyjątkowo nieprzychylnymi spojrzeniami współpasażerów. Na pochwałę zasługuje także tłumaczenie. Wyobrażam sobie, jak trudno przełożyć z języka angielskiego na polski tekst napisany w tak specyficznym, dowcipnym stylu i nie zagubić po drodze jego charakterystycznego uroku. Magdalenie Moczan-Małkowskiej udało się to znakomicie.
Po siódme, i ostatnie, primo: Szata mimo wszystko trochę zdobi człowieka, a okładka – książkę
Najmniej zachęcającym elementem "Bezdusznej" jest okładka. Widniejąca na niej kobieca postać, choć bardzo ładnie ubrana i rzeczywiście budząca skojarzenia z bohaterką, wydaje mi się za mało naturalna i dziwnie… sztywna. Niby pasuje do klimatu powieści, a jednak coś mi w niej nie gra, czegoś brakuje, choć nie jestem w stanie określić tego konkretniej. Może po prostu nie jest to „moja” estetyka? Zdecydowanie bardziej razi jednak tytuł wypisany wielkimi, białymi literami na wściekleróżowym tle. Nie dość, że rani poczucie smaku i dobrego gustu, za mocno rzuca się w oczy, tym samym zupełnie odwracając uwagę od grafiki, to obawiam się, że na dodatek może sprawić, iż książką zainteresuje się zupełnie inna grupa docelowa, niż powinna. Z kolei pozostałym elementom wydania nie mogę nic zarzucić. Czcionka jest wystarczająco wyraźna, koloryt papieru miły dla oka, niewielki format bardzo poręczny, a skład solidny. Układ tekstu ułatwia czytanie, ale nie sprawia niemiłego wrażenia nadmiernie rozstrzelonego, nie doszukałam się też zbyt dużej ilości błędów czy literówek.
Reasumując: "Bezduszna" to doskonały przykład powieści, w której mnóstwo rozmaitych elementów i motywów wrzucono do jednego, wspólnego worka i… wykonano przy tym kawał dobrej roboty. Od tej pory nie zamierzam już sugerować się opiniami malkontentów. Na coś przecież narzekać muszą, a widocznie trafili na nieodpowiednie pozycje. Szczerze więc zachęcam, Drogie Marudy, do lektury powieści Gail Carriger, a sama biegnę prosić wydawnictwo Prószyński i S-ka o egzemplarze kolejnych tomów cyklu, który "Bezduszna" rozpoczyna. W końcu dobrej rozrywki nigdy zbyt wiele! 

Efantastyka.pl