Strona główna / Fantastyka / Namiestniczka. Księga II

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Namiestniczka. Księga II

Wiera Szkolnikowa

Paulina Maria Szymborska-Karcz

Namiestniczka II

Wiera Szkolnikowa przedstawia kolejną namiestniczkę kamiennego króla Eliana w sztuce pt. Jak rządzić potężnym imperium i nie oszaleć.

Pierwsze wrażenie: zaskoczenie. Akcja toczy się dwadzieścia lat później. Enrissa od dawna nie żyje, a jej miejsce na tronie w Suremie zajmuje następczyni – Salome Jasna – władczyni zupełnie inna niż sławna poprzedniczka. Większość głównych postaci znanych z poprzedniego tomu Namiestniczki zakończyła już swój żywot, pozostała część to starzy i zmęczeni ludzie, usunięci na dalszy plan, kluczową rolę w fabule odgrywają natomiast nowi bohaterowie oraz ci, których czytelnicy księgi pierwszej poznali jako małe dzieci.

Nie oznacza to jednak końca kłopotów. Wprost przeciwnie. Sytuacja imperium ulega znacznemu pogorszeniu, Salome dopiero próbuje dorosnąć do roli, w jakiej się znalazła, a poddani masowo przysparzają jej kolejnych problemów, mszcząc się za krzywdy ojców i knując coraz bardziej zawiłe intrygi. Wiera Szkolnikowa z doskonałym efektem zadbała o to, by czytelnik się nie nudził.

W „Namiestniczce” najbardziej zachwyciła mnie konstrukcja świata przedstawionego. Jest to typowe uniwersum klasycznego fantasy, stworzone z ogromną pieczołowitością i dbałością o szczegóły. Posiada własną, bardzo dopracowaną historię, geografię, kulturę, religię, politykę i stosunki społeczne. Ważny jest też fakt, że Imperium Anryjskie jest pod tymi względami bardzo zróżnicowane. Dodaje mu to autentyczności. Najważniejszymi i najmocniejszymi punktami świata Szkolnikowej są jednak organizacja państwa oraz mitologia. Stanowią elementy kluczowe dla fabuły i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że opisane zostały niezwykle barwnie, ciekawie, a tzw. realizm fantastyczny jest w nich idealnie zachowany.

Po przeczytaniu pierwszej księgi Namiestniczki, byłam urzeczona konstrukcją świata. Dziś mam już za sobą przedpremierową lekturę księgi drugiej i ten właśnie element książki wciąż zachwyca mnie najbardziej. Przepisałam cały powyższy akapit, pochodzący z mojej recenzji poprzedniego tomu powieści, ponieważ opisane w nim wrażenia wciąż są aktualne – tyle że w formie trzykrotnie spotęgowanej.

To samo mogę powiedzieć o bohaterach. Byłam pod wielkim wrażeniem barwności każdej, choćby epizodycznej, postaci zaprezentowanej przez Szkolnikową w pierwszej części cyklu i muszę przyznać, że nie podejrzewałam, iż może być jeszcze lepiej. Myliłam się. Namiestniczka 2 to prawdziwa „plejada gwiazd”. Nie ma tu epickich superbohaterów, są za to zwyczajni grafowie i książęta, ich żony oraz matki, dworzanie, ministrowie, zaściankowi szlachcice, magowie, kapłani, elfy, kupcy, mieszczanie, marynarze, prości chłopi, a nawet dzieci – wszyscy ukazani jako normalni ludzie z mnóstwem wad i zalet, z rozmaitymi marzeniami, dążeniami, rządzami, namiętnościami, słabościami i ambicjami. I właśnie dzięki temu każdy z nich jest tak bardzo interesujący, żywy i autentyczny, potrafi zaintrygować niezależnie od tego, czy posiada więcej cech pozytywnych czy negatywnych i jak znaczącą dla fabuły rolę odgrywa.

Salome – choć zupełnie inna niż Enrissa – wzbudziła moją sympatię. Samej namiestniczki nie ma za co podziwiać, ale sposób, w jaki wykreowała ją autorka – owszem. Poprzednia władczyni stanowiła genialne połączenie esencji kobiecości i kompetentnego monarchy, obecna natomiast jest znacznie mniej archetypiczna, ale za to porażająco ludzka i naturalna.

Ważną funkcję nadal pełnią wątki obyczajowe. O ile w pierwszej księdze sprawiały wrażenie bardzo ciekawego i barwnego tła dla głównej intrygi, o tyle teraz widać już wyraźnie celowość opisywania każdego z nich. Czytelnik wciąż śledzi niezliczone meandry dworskiego życia, okrucieństwa wyrządzane jednym mieszkańcom imperium przez innych, zawiłe losy rodzin okolicznych lordów, romanse, małżeństwa zawierane z rozsądku, zaciekłe przepychanki magów, elfów oraz kapłanów, dramatyczne historie prostych obywateli i stopniowo wyjawiane mroczne tajemnice przeszłości. Tym razem jednak wszystkie te drobne elementy fabuły pięknie i z zadziwiającą lekkością splatają się w zwartą, logiczną całość, dążą do nieoczekiwanego zwrotu akcji i zakończenia, którego absolutnie się nie spodziewałam.

Szkolnikowa rozwija również wątek dotyczący mitologii świata przedstawionego, który od początku był dla mnie jednym z najbardziej interesujących. Pojawiają się spekulacje dotyczące natury bogów czczonych w imperium, ocierające się o filozoficzne rozważania. Na jaw wychodzą szokujące prawdy. Autorka pozostawia szerokie pole do snucia własnych teorii i przypuszczeń, a lektura trzeciej księgi kusi jeszcze bardziej. Czyżby tajemnicze siły wyższe miały jednak wmieszać się w ziemskie porachunki pomiędzy ludźmi i elfami? A może Wiera Szkolnikowa znów wywiodła czytelników w pole i okaże się, że wszystkie dotychczasowe domysły bohaterów to kolejna zmyłka?

Styl autorki jest zgrabny i lekki, choć mało charakterystyczny, język prosty i pozbawiony ozdobników. Dokładnie taki jednak powinien być. Idealnie pasuje do opisywanego uniwersum i przedstawionej opowieści, a Szkolnikowej nie można odmówić wprawnego warsztatu. Książkę czyta się niezwykle szybko, pochłania jednym tchem, a następnie żałuje, że tym razem zamiast ponad ośmiuset stron, otrzymaliśmy zaledwie pięćset pięćdziesiąt.

Gdy tylko powieść ukaże się na rynku, chętnie przyjrzę się z bliska okładce. Ta, którą widziałam jedynie na zdjęciach, bardzo mi się spodobała. Poprzednia przedstawia Enrissę – dokładnie taką, jak sobie ją wyobrażam. Na tej natomiast widać Salome w pełnej krasie. Grafikowi udało się doskonale uchwycić różnice między postaciami władczyń. Wygląda też na to, że oba tomy będą pięknie wyglądały postawione obok siebie na półce w domowej biblioteczce.

Komu polecam drugą księgę Namiestniczki? Wierzę, że ci, którzy już przeczytali pierwszą część, nie potrzebują rekomendacji, nie wyobrażam sobie bowiem, żeby rozpocząć śledzenie dziejów anryjskiego imperium i nie być ciekawym dalszego ciągu. Gorąco zachęcam więc wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się ze światem Szkolnikowej. Jestem niemal pewna, że lektura Was nie zawiedzie i dostarczy mnóstwo przyjemności na kilka samotnych, wolnych wieczorów. Tylko nie próbujcie czytać niechronologicznie! Zwyczajnie pogubicie się w mnogości wątków, a większości z nich nie zrozumiecie. Czytanie tych książek ma sens jedynie po kolei, jako zwartą całość.

http://efantastyka.pl/art_namiestniczka-ksiega-druga-dzieci-pogranicza-wiera-szkolnikowa