Strona główna / Fantastyka / Podróż Turila

Aktualności

08.12.2020

Spotkanie online z Beatą Sabałą-Zielińską

We wtorek 8 grudnia o godz. 20:00 zapraszamy na wirtualne spotkanie z Beatą Sabałą-Zielińską, autorką książki "Pięć Stawów. Dom bez adresu".

Wywiady

19.11.2020

Niksen jest jedną z form dbania o siebie

Czy wiecie, jak ważne jest to, by co jakiś czas wykroić sobie z codzienności chwilę na nicnierobienie? Niby ciągle mówią o tym psychologowie i coache, ale teraz mamy to czarno na białym: Agnieszka Drotkiewicz rozmawia o niezbędności lenistwa z Olgą Mecking, autorką książki o tajemniczym pojęciu "niksen".

Posłuchaj i zobacz

26.11.2020

Czy prawdą jest, że kto usłyszy dźwięk wrzeciona kikimory, ten umrze?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Śreżoga".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska wendeta Tanya Valko
  2. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  3. Apteka pod Złotym Moździerzem. Obca Lucyna Olejniczak

Fotogaleria

więcej »

Podróż Turila

Michael Marcus Thurner

Sir Alexander, Gildia.pl

Podróż Turila

Pytanie, w którym kierunku podąży science fiction jest coraz bardziej kłopotliwe w obsłudze. Gatunek ten przeżywa kryzys, spowodowany jakże nieprzyjemnym faktem prześcignięcia twórczych wizji przez szarą i nudną rzeczywistość. Ale animatorzy i reanimatorzy gatunku nie dają za wygraną – ich tytaniczne wysiłki prowadzą coraz częściej do narodzin kolejnych, świeżutkich subgatunków. Po cyber- i steampunku nadszedł czas na New Weird, tech-noir, gore… Niedługo braknie miejsca w słownikach, by skatalogować rodzące się wszechświaty nowych możliwości. Tymczasem, nieco na uboczu, po cichu i bez fanfar dzieją się rzeczy małe i średnie, nie tak wymyślne, niewykręcające mózgów i nienicujące świadomości. Tego rodzaju ciekawostką jest „Podróż Turila” Michaela Marcusa Thurnera, pisarza, który do panteonu fantastycznego przebija się z kraju rzadko kojarzonego z ideami science fiction, mianowicie z Austrii: ojczyzny Mozartkugeln i co czwartego skoczka narciarskiego oraz byłego gubernatora Kalifornii.
Bohaterem powieści jest tytułowy Turil. Turil jest, ni mniej ni więcej, grabarzem. Chciałoby się powiedzieć: „I wszystko jasne!”, ale nie, wcale nie. Nic tutaj nie jest jasne, gdyż Turil jest grabarzem, o jakim nie słyszał świat, a przynajmniej nasz, który z tym przedstawionym w powieści nie ma nic wspólnego. W Łysym Worze, odizolowanym od reszty wszechświata obszarze rzeczywistości, zasiedlonym przez kilkadziesiąt tysięcy cywilizacji, grabarze cieszą się pozycją bardzo szczególną. Będąc w gruncie rzeczy przedstawicielami osobnego gatunku, przemierzają kosmiczne przestrzenie Łysego Wora (swoją drogą, czyż nie jest to nazwa, którą warto zapamiętać? Który z tuzów science fiction doznałby natchnienia, każącego mu w podobny sposób nazwać grupę kilkudziesięciu tysięcy układów słonecznych?) i… uśmiercają swoich klientów. Co ciekawe, nie stają się przez to mordercami, wręcz przeciwnie: są świetnie wynagradzani za przecinanie nici życia królów, władców i bogatych arystokratów, a nawet szanowani. Równie fascynujące są ich karawany: potężne, obdarzone świadomością i wolą – złośliwą, wredną i całkowicie indywidualną – okręty gwiezdne. W Łysym Worze rzeczy działy się swoim rytmem od tysięcy czy nawet milionów lat, teraz jednak, nagle, świat zbacza z wytartych kolein, kierując się ku mrokom potencjalnej zagłady. Na zasiedlone planety spada nienawiść Kitarów: tajemniczej rasy istot, sterylizujących od życia całe obszary galaktyki. Kitarowie nigdy wcześniej nie byli tak złaknieni krwi. Ewidentnie czegoś szukają i nim tego nie znajdą, nie zawahają się, by likwidować kolejne cywilizacje. Do przełomu dochodzi także w świecie grabarzy. Ich gwiezdne okręty sięgają po większą niż do tej pory władzę, zamieniając sterników w marionetki…

„Podróż Turila” to powieść naprawdę wyjątkowa. Napisana bez wielkiego zadęcia, niemierząca w strefy zarezerwowane dla pionierów gatunku, nastawiona na lekką, sympatyczną rozrywkę, w zupełności realizuje pokładane w niej oczekiwania. Dzieło Thurnera nie stawia oporu przy lekturze, nie powoduje zaburzeń świadomości ani nerwowego rozstroju: słowem, jest pozycją wręcz doskonałą do szybkiej, niegroźnej konsumpcji.

Pewne zagrożenie wiąże się z określeniem docelowego targetu powieści. Raczej nie będą nim twardzi, fanatyczni wielbiciele hard science fiction, ani stawiający na konkretne, niszowe tematy subgatunków new punkowych. Z drugiej strony, błędem byłoby polecanie „Podróży Turila” jedynie zwolennikom transgatunkowego mainstreamu. W praktyce więc, najlepiej wskazać na pewną uniwersalność powieści i lekkość kalibru, jako zaletę, która ułatwi kontakt z książką każdemu bez mała odbiorcy. „Podróż Turila” to kreatywne science fiction przywodzące na myśl choćby takie pozycje, jak „Tuf Wędrowiec” George'a R.R. Martina czy „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa. Kto czytał, ten pewnie wie już, o co chodzi recenzującemu. Kto zaś wymienionych książek nie spróbował, ten niechaj potraktuje powyższe słowa jako impuls sugerujący naprawienie tegoż błędu. „Podróż Turila” ciekawie uzupełnia kolekcję fajnie pomyślanych, na swój sposób zabawnych powieści science fiction, w których nawet prawa fizyczne ustępują ogólnej idei autorskiej oraz zamysłowi fabularnemu.

http://www.literatura.gildia.pl/tworcy/michael-marcus-thurner/podroz-turila/recenzja