Strona główna / Biografie, wspomnienia / Z Miśkiem w Norwegii

Aktualności

30.05.2022

PIKNIK NA SKRAJU DROGI I INNE UTWORY z Nagrodą Nowej Fantastyki

Z przyjemnością ogłaszamy, że książka "Piknik na skraju drogi i inne utwory" Arkadija i Borisa Strugackich otrzymała Nagrodę „Nowej Fantastyki” w kategorii Wznowienie Roku.

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Kłamstwa arabskich szejków Marcin Margielewski
  3. Osiedle Sielanka. Bomba Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Z Miśkiem w Norwegii

Aldona Urbankiewicz

Klaudyna Gąsior

Z Miśkiem w Norwegii

Właściwie to nie wiem co sprawiło, że tak bardzo chciałam zapoznać się z tą pozycją. Bo ani nie mam dzieci, żeby się zastanawiać, jak można by z nimi podróżować. Ani nie mam środków finansowych, żeby świat podbijać. Nie byłam też nigdy w Norwegii, by kierowały mną jakieś sentymenty... Mimo tego, Skandynawia fascynuje mnie bardzo, a i dalekie podróże są jednym z moich marzeń-planów do zrealizowania, jak już uporam się ze studenckim życiem... Myślę więc, że tym, co do "Miśka w Norwegii" przyciągnęło mnie najbardziej była pewna niezdrowa ciekawość. Ciekawość, czy rodzice sobie poradzili. Czy dzieciak dobrze zniósł taką wyprawę. Czy w ogóle możliwe i zdrowe jest targanie malucha przez pół kontynentu... No i dowiedziałam się wszystkiego. Ale po kolei...

Zanim Aldona i Marcin wyruszyli w podróż z "dodatkowym bagażem" w postaci uroczego brzdąca, zdążyli już zakochać się w Norwegii dwa lata wcześniej. Stąd właśnie książka ta pełna jest wspomnień roku 2007. Pamiętnik z 18-dniowej podróży na przełomie maja i czerwca 2009 roku pełen jest więc nawiązań do wydarzeń z przeszłości. Układa się to w spójną, klarowną całość, choć we wstępie autorka zwiastowała poplątania, cofania, wyprzedzania i inne problemy związane z wymieszaniem teraźniejszości z przeszłością. Na szczęście większych problemów przy lekturze nie miałam, a więc uspokajam - treść jest przejrzysta i oczywista, nie powinniście się pogubić.

Znacie takie mamusie, które chuchają i dmuchają na "swojego dziubaska"? Które w opowieści o dzieciach wlewają tyle lukru, że aż mdli? Które od początku macierzyństwa spełniają swą powinność "Matki-Polki", która ma być w "swego aniołeczka" zapatrzona, jak w świętą Ikonę? Aldona Urbankiewicz taka nie jest! Kiedy trzeba, słodzi. Ale nie przemilcza tego, że dziecko daje nie tylko radość, ale i łzy, ból, zmęczenie. Potrafi zirytować, dać w kość i całkowicie zniechęcić do wszystkiego. To takie naturalne, takie dobre! Obawiałam się nieco, że będzie to jedna z tych historyjek, w której kochająca mama pieje z zachwytu nad swą latoroślą, ale nie. Mikołaj, owszem, odgrywa ważną rolę w tej historii, ale nie jest tu przedstawiony w sposób nachalny czy przesadzony. Podoba mi się takie zdrowe podejście do wychowywania dziecka i macierzyństwa. To może przynieść małemu Mikołajowi naprawdę wiele dobrego...

Tak samo zresztą, jak i same podróże. Bo choć kilkunasto miesięczne dziecię jeszcze nie wszystko pojmuje, a i w pamięci na przyszłe lata niewiele mu pozostanie, to jednak taki sposób obcowania ze światem wydaje mi się o wiele zdrowszy i bardziej rozwijający, niż zwyczajne siedzenie w domu. Oczywiście o ile można ufać rozsądkowi rodziców... Ale jeśli co do tego ktoś miał wątpliwości przed lekturą Z Miśkiem w Norwegii, na pewno już po wszystkim o nich zapomni.

Bo Aldona i Marcin to ludzie praktyczni, rozsądni i sprytni. A do tego szczęśliwi, bo nie rezygnują z planów i marzeń tylko dlatego, że w ich świecie pojawia się mały człowiek, wymagający ogromnej uwagi i niezmierzonych pokładów energii. Dzięki bohaterom książki zrozumiałam, że dziecko nie musi być balastem, a życie z nim niekoniecznie oznacza same wyrzeczenia. Jest inne, ale na pewno nie gorsze...

Spodziewałam się, że Z Miśkiem w Norwegii będzie nieco niebanalnym poradnikiem, pełnym praktycznych wskazówek, mówiących o tym jak, gdzie i kiedy powinno się załatwiać "to i tamto", jeśli chce się zabrać w podróż dziecko. Ale nie! To przede wszystkim porządna lekcja geografii i historii, pełna ciekawostek o faunie i florze, kulturze i geografii Skandynawii. Do tego opatrzona przepięknymi, różnorodnymi zdjęciami, które nie raz i nie dwa zaparły mi dech w piersi. Bardzo żałuję, że są tak małe, ale skłoniły mnie one do internetowych poszukiwań i parę pięknych widoków mogę już podziwiać na monitorze swego komputera.

Książka Aldony Urbankiewicz napisana jest w formie pamiętnika. To tłumaczy prostotę języka, emocjonalność i chaotyczność opisów oraz pewną spontaniczność w przedstawianiu zdarzeń. Wszystko to sprawia, że o tej rodzinnej podróży do Norwegii czyta się tak przyjemnie i lekko. Brak tu kunsztu najlepszych reportaży podróżniczych, ale sądzę, że nie takie były zamierzenia autorki, więc wszystko wydaje się być takie, jakie być powinno. Co prawda miejscami kolokwialność tekstu nieco mnie męczyła, ale to już problem mój, a nie samej książki. Zwłaszcza, że we wspomnienia autorki zręcznie wplecione zostają liczne cytaty i mądrości. Ciekawy i wzbogacający jest to zabieg.

"Z Miśkiem w Norwegii" to zabawna i pełna uroku historia ludzi, którzy pragną udowodnić, że "na drodze do realizacji marzeń największą przeszkodą jesteśmy my sami". Dobrze jest wiedzieć, że istnieją jeszcze ludzie, dla których życie nie kończy się na dzieciach, choć może się to wydać paradoksem, jeśliby spojrzeć na tytuł książki... Ja jednak uważam, że pojawienie się Mikołaja w życiu Aldony i Marcina okazało dla nich kolejną fascynującą przygodą, a sam mały bohater - inspiracją do dalszych działań. Za to właśnie tak bardzo polubiłam zarówno samą historię, jak i tych, którzy ją tworzą.

http://kreatywa.blogspot.com/2011/04/z-miskiem-w-norwegii-aldona.html