Strona główna / Kryminał/Sensacja/Thriller / 1974

Aktualności

15.04.2020

Mądra Książka Roku 2019

Z przyjemnością informujemy, że nasze książki nominowano w konkursie Mądra Książka Roku 2019. 

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.04.2020

Krzysztof Gosztyła czyta MAŁY WIELKI TYDZIEŃ

Zapraszamy do wysłuchania fragmentu audiobooka "Mały wielki tydzień" autorstwa Darka Milewskiego w znakomitej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Bestsellery

TOP 20

  1. Jest krew... Stephen King
  2. Zaginione arabskie księżniczki Marcin Margielewski
  3. Jestem nieletnią żoną Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »

1974

David Peace

Bibliotekarka

1974

Przyznaję – ten kryminał jest rzeczywiście ostry jak brzytwa. Dziwny, ponury, zagmatwany. Pełen ironii, dystansu i smutnych wniosków. Kryminał z Yorkshire.

Edward Dunford, młody korespondent działu kryminalnego poczytnej gazety „Evening Post”, jest u progu wielkiej kariery. Bardzo chce zaistnieć w gazecie jako główny dziennikarz śledczy, na drodze jednak stoi mu niejaki Jack Withehead, wspierany przez szefa gazety i notabli miejskich. Cała redakcja złośliwie się bawi, patrząc na wysiłki Eddiego. Poza tym życie niedoszłej gwiazdy dziennikarstwa śledczego zdaje się wchodzić w wielki zakręt. Akurat umiera mu ojciec, co pozornie nie wpływa na Dunforda, jednak od czasu do czasu w jego wypowiedziach postać rodzica się jakoś przewija, i to przewija szczególnie, jak boląca myśl, którą strach wypowiedzieć na głos. Jego relację z dziewczyną zaburza niespodziewana ciąża, której oboje (chyba) nie chcą zaakceptować. Zostaje sam, z matką załamaną po śmierci męża, siedzącą nieruchomo w fotelu, i z rozwijającym się właśnie śledztwem w sprawie zamordowania kilku dziewczynek.

Kiedy wychodzi na jaw śmierć poszukiwanej dziewczynki Clare Kemplay, Edward od razu łączy ją ze sprawami innych zabitych w nieodległej przeszłości dzieci. Zabójstwo jest brutalne, dziewczynka została wykorzystana, a po jej śmierci do pleców przyczepiono jej dwa łabędzie skrzydła. Dunford rozpoczyna własne dochodzenie, drążąc temat powiązań z pozostałymi zgonami. Czy to właściwa droga? Być może tak, bo Dunford zaczyna nieźle obrywać, choć nie wie, kto chce mu przeszkodzić. Ginie też jego kolega redakcyjny. I tak zaczyna się sezon w piekle bohatera 1974. „Dzień jak co dzień – martwy kolega i martwa dziewczynka” (s. 105) – powtarza sobie dziennikarz. Jednak każdy kolejny dzień przynosi coraz to nowsze odkrycia, a poziom absurdalności i uczestnictwa w parodii wymiaru sprawiedliwości, karmionej korupcją i wzajemnym wspieraniem interesów, wzrasta. „Zabijano dzieci, a wszystkich to gówno obchodziło. Król Herod żyje” (s. 207) i zwie się „władza i interes”.

Droga do prawdy Edwarda Dunforda nabiera cech nieopanowanej, pełnej parkosyzmów pogoni za znikającym śladem i winnymi śmierci dziewczynek. Między jednym spotkaniem a drugim, między jednym świadkiem a drugim, między pobiciem czy przypadkowym seksem, między przerażającymi odkryciami co do tajnej działalności policji Dunford stara się zachować właściwy cel. Wśród wszystkich tych osób, którym na niczym już nie zależy, jemu zależy naprawdę. Czy jednak sam do końca jest o tym przekonany? Powoli traci rozeznanie co do własnych intencji… „Ktoś łaził mi pod czaszką w ciężkich buciorach i świecił latarką w ciemne zakamarki” (s. 293). Świecił i sprawdzał, czym tak naprawdę się kieruje.

Wrażenie robi sposób napisania tej powieści, jakby nie było debiutanckiej. Nie bez powodu autor zdobył prestiżowe wyróżnienia w postaci uznania go Najlepszym Młodym Powieściopisarzem 2003 roku oraz Pisarzem Roku magazynu „GQ” w 2007. Narracja prowadzona pierwszoosobowo ukazuje ciąg zdarzeń widziany oczyma Dunforda i ujawnia bezpośrednio jego osobiste rozterki i poglądy. Jest również bardzo emocjonalna. Brutalny, bezpardonowy język bohatera uświadamia nam głębię jego przeżyć, zmęczenia i bezradności, podpowiadając, że znajduje się on na granicy wytrzymałości. Po skończeniu lektury zrozumiałam jedno: mi też ktoś łazi pod czaszką w ciężkich buciorach… i nazywa się David Peace. Buciory są na tyle ciężkie, że na prywatny użytek skomentowałam sobie tę książkę ciężkim słowem, którego z oczywistych przyczyn nie mogę tu użyć. Dodam tylko, że wyraża ono najwyższe uznanie. Kto przeczyta książkę, będzie dokładnie wiedział, jak ono brzmi.


http://zbrodniawbibliotece.pl/ksiegozbior/1944,ktoslazilmipodczaszka/