Strona główna / Literatura światowa / Czekolada

Aktualności

15.04.2020

Mądra Książka Roku 2019

Z przyjemnością informujemy, że nasze książki nominowano w konkursie Mądra Książka Roku 2019. 

Wywiady

20.07.2020

Astrologiczne bliźniaczki – od pełni zrozumienia do nienawiści...

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Agatą Kołakowską, autorką książki "Uśpione pragnienia".

Posłuchaj i zobacz

20.07.2020

Rozmowa z Wiktorem Krajewskim

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Wiktorem Krajewskim autorem książki "Chciałbym nigdy cię nie poznać"
Niezwykle intymna książka o relacji z babcią. Wiktor Krajewski pokazuje emocje i porusza!

Bestsellery

TOP 20

  1. Perska kobiecość Laila Shukri
  2. Postscriptum Anna Karpińska
  3. Tajemnice hoteli Dubaju Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Czekolada

Joanne Harris

Aleksandra Janiszewska

Czekolada Joanne Harris to dziwna książka, złożona bardziej z zapachów, smaków i symboli niż akcji, chociaż akcja właśnie poprowadzona została bardzo starannie. Opowieść ujmuje pewien wyjątkowy czas w życiu bohaterki wędrującej z córką jak ptaki z miejsca na miejsce, zatrzymującej się czasem, żeby - czego czytelnik nie dowiaduje się do końca - znaleźć wreszcie dla siebie miejsce, czy może spełnić raczej jakąś wyjątkową, magiczną misję. W książce obecne są oba te dążenia: potrzeba wypełnienia misji i chęć ułożenia sobie wreszcie własnych spraw. Bohaterka, Vianne, jest ni to Cyganką, ni to czarownicą, która nie chce wracać do czarów, ni to czarodziejką, której po prostu pisany jest szczególny los.

Do małego francuskiego miasteczka przywiewa ją wiatr zapustów. Pełen zapachów, wyjątkowo ciepły, niezwyczajny. I tu, 11 lutego, zaczyna się opowieść, kończy zaś 31 marca, w Poniedziałek Wielkanocny. Oczekiwanie, praca, pokuta, Zmartwychwstanie, radość - taki rytm przyjmuje powieść, bo w takim rytmie żyją mieszkańcy miasteczka. Na tej prowincji znaczenie ma także Kościół odzwierciedlający przekornie zło tkwiące w naturze człowieka i ksiądz, który stanowi symbol tej ciemności i jest jednocześnie od początku adwersarzem Vianne - może dobrej wróżki, może zwyczajnej, odważnej kobiety.

Konstrukcja powieści jest czysta i nienaganna jak konstrukcja baśni. Wszystko toczy się w swoim rytmie, na wszystko jest czas, każdy przedmiot, człowiek, a nawet zdarzenie da się poznać zmysłami, a teraźniejszość i przyszłość kształtują się niemal same, nie trzeba koniecznie się z nimi mierzyć - należy im się raczej dokładnie przyglądać. Postaci są wyraźne - choć dosyć schematycznie zarysowane - na tyle tylko, na ile potrzeba, by znalazły swoje miejsce wśród innych i by mogły razem stworzyć układ dopełniający się. Powstaje nawet wrażenie, że zamknięty czas - od zapustów do Wielkanocy - i zamknięty krąg różnorodnych charakterów, to rekwizyty - podobnie jak świeca i talerzyk - niezbędne do tego, by spełniły się czary. Nawet narracja jest symetryczna - tworzy ją dwugłos: relacja poszczególnych dni zapisana przez Vianne i równoległa relacja-spowiedź księdza, szeptana nie do konfesjonału, tylko do kompletnie sparaliżowanego starego cure, postaci dwuznacznej, ale bardzo mocnej. Tak więc wszystko jest jak w prawdziwwej baśni: są kręgi czasu i ludzi, są walczące ze sobą przeciwieństwa. Odszukać też można namiętności: miłość i nienawiść, winę i karę, przebaczenie i zadośćuczynienie. Czekolada jest więc baśnią, ale wcale nie pospolitą, a bogatą i piękną, mówiącą o pogańskiej religijności, polegającej na odczuwaniu świata wszystkimi zmysłami, świętowaniu zmian zachodzących w przyrodzie i odkrywaniu ludzkiego prawa do radości i własnych wyborów.

Vianne, "zwyczajna czarodziejka" to też obraz matki widziany oczami dziecka. Każda matka jest chyba dla dziecka taką czarodziejką. Dobra, dzielna, wyjątkowa, ujarzmiająca świat. W dodatku Vianne prowadzi sklep z czekoladkami, nie zwykłą cukiernię, ale właśnie sklep z czekoladkami. Wszystko tam ma zapach cynamonu, wanilii, ciepła i bezpieczeństwa, choć nie wiadomo wcale, czy nie jest to tylko krótki przystanek w drodze Vianne przez świat i czy ta kobieta z małą dziewczynką nie ruszą zaraz w dalszą podróż. Nie bez przyczyny chyba podkreślana jest w książce relacja między matką i kilkuletnią córką, ich silny związek i wzajemna potrzeba nieustannego kontaktu. Czytając baśń, chcąc nie chcąc, odwołujemy się zawsze do naszej dziecięcej wyobraźni. W powieści Joanne Harris ten element dziecięcej fantazji został przemycony i tylko popycha nas łagodnie do przodu - bo przecież te wykwintne czekoladki, sreberka, wstążki, zwierzątka z lukru, to wszystko właśnie dla nas, czytelników, i dla nikogo innego.

Niestety notka streszczająca całość, która została wydrukowana na obwolucie książki, jest trochę myląca. Przedstawia Czekoladę jako opowiadanie skierowane właściwie do dzieci i wyposażone w wartką, pełną tajemnic akcję i nieco infantylną fabułę: "zbliża się Wielkanoc i Vianne zamierza urządzić dla dzieci "festiwal czekolady", lecz jej wrogowie za wszelką cenę chcą jej w tym przeszkodzić..." - czytamy. W rzeczywistości w tej książce ważny jest smak słów, umiejętność przekazywania ulotnych odczuć: wiatru, zapachów, ciepła, wilgoci. Zdarzenia pozostają w tle, choć sprawiają jednocześnie, że całość czyta się jednym tchem.

Latarnik