Strona główna / Fantastyka / Niewidoczni Akademicy

Aktualności

24.06.2019

Spotkanie z Tanyą Valko w Warszawie

W środę 26 czerwca o godz. 18.00 zapraszamy do Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy, wypożyczalnia nr 51 (ul. Bielskiego 3) na spotkanie z Tanyą Valko, autorką książki "Arabski raj".

Wywiady

14.06.2019

"Dzieciństwo to mityczny okres w życiu większości z nas"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lucyną Olejniczak, autorką książki "Księżniczka".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabski raj Tanya Valko
  2. In vitro. Rozmowy intymne Małgorzata Rozenek-Majdan
  3. Miłe Natalii początki Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Niewidoczni Akademicy

Terry Pratchett

Klaudia Słowik

Bo piłka jest okrągłym kwadratem akcji

Nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym, która ma dać uczelniom większą swobodę, przez wielu specjalistów jest bardzo wychwalana: bo uczelnia będzie samodzielna, bo oderwanie od państwa pozwala na konkurencyjność, dbanie o klienta, lepsze usługi edukacyjne, bo ble ble ble. Abstrahując od tego, jakim obecnie już tworem komercyjnym uczelnie są, a jakim się dopiero staną, zwróćmy uwagę na inny problem. Nie mniej istotny.
Bo jakież to rozluźnienie obyczajów może nastąpić wśród osób zarządzających taką instytucją? Na pewno niemałe!

Jeśli mi nie wierzycie na słowo polecam bliższe zapoznanie się z pewnym Uniwersytetem. W placówce tej każdy z profesorów zarządza osobnym, sobie przypisanym wydziałem. Każdy dobiera samodzielnie asystentów i za każdego Ci asystenci pracują, bądź nie pracują - w zależności od ich chęci i humoru. Rektor tego przybytku zachowuje się, jakby narodził się w Rzeczypospolitej Szlacheckiej, bo zanadto ceni dobre jedzenie i napitki, a mniej interesują go kwestie związane z zarządzaniem uczelnią. Jest też oczywiście jeden pracoholik, który pełni kilkanaście stanowisk jednocześnie i który jest jedynym uczciwie, choć nadmiernie, pracującym członkiem kadry naukowej. Całe grono profesorskie - bez wyjątku - ponad konferencje, referaty, badania, sympozja wynosi dobrą zabawę, najlepiej pozbawioną jakiegokolwiek wysiłku. Za to właśnie szanują personel administracyjno-techniczny, który poza dyskrecją, cechuje się nieprzeciętnymi zdolnościami kulinarno-zabawowymi.

No tak, zapomniałam. Jest jeszcze małpa. Poza nią właściwie nic na szkolnych korytarzach nas nie zaskoczy (może jeszcze czasami jakiś krasnolud, czy goblin. Ale na pewno nie ork - orki wszak wyginęły dawno temu!).
By nie myśleć, iż kadra profesorska tylko leży (i kwiczy) muszę Wam powiedzieć, że zajmuje się także, od czasu do czasu, sprawami bardzo istotnymi. Właśnie postanawia zbadać fenomen gry w piłkę nożną. Tak dokładnie, w pospolitą "gałę". Przecież musi być jakiś powód, dla którego tak chętnie tłumy ludzi mniej i bardziej prostych uganiają się za okrągłym przedmiotem zwanym powszechnie "piłką" - a jeśli istnieje to kto inny powinien się nim interesować, jak nie Niewidoczni Akademicy? Co więcej, profesorowie postanawiają sprawdzić na własnej skórze, o co w tym wszystkim chodzi, skompletować kadrę, rozegrać mecz. Szkopuł tkwi zaś w tym, że niestety muszą go wygrać, inaczej ich Niewidoczny Uniwersytet utraci dotacje oraz niezależność, którą cieszy się od wieków. Jest jeszcze malutki haczyk - rozpuszczenie luksusowym życiem, dobrą kuchnią i możliwością używania do wszelkich celów magii, powoduje iż bez niej mogą sobie nie poradzić na boisku piłkarskim, ale mecz ma być pozbawiony sztuczek i magii! Ciężki orzech do zgryzienia...

W swym najnowszym dziele pt. "Niewidoczni Akademicy" Terry Pratchett znów wzniósł się na wyżyny. Zaserwował swym Czytelnikom wartką oraz nieco nieprzewidywalną akcję, dorzucając do tego gros tajemnicy i tonę doskonałego humoru. W tej fantastycznej (pod każdym znaczeniem) książce spotykamy naszych dobrych znajomych - Mustruma Riducully'ego, Myślaka Stibbonsa, Bibliotekarza - ale poznajemy też nowe, bardzo interesujące postaci. I co najważniejsze, znajdujemy to, co tak bardzo kochamy w książkach Pratchetta - niesamowitą, wybuchową, egzotyczną, nieco brutalną i agresywną, ale zawsze cudowną - satyrę okraszoną szczyptą ironii. Przedmiotem kpin tym razem stał się sport bardzo popularny, lecz dosyć brutalny, momentami głupi, któremu przypisywane są wielkie teorie - piłka nożna. Obiektem drwin Pratchett uczynił także rywalizację pomiędzy akademiami, która w jego kraju jest bardzo szanowana i podnoszona do rangi dumy, chwały i dziedzictwa narodowego (słynne regaty Oxford-Cambridge).
Czerpiąc z mego empirycznego doświadczenia, zapewniam tych, którzy nie mieli jeszcze okazji wziąć w ręce książki ze zdjęciem Akademików na okładce, że znowu warto się pośmiać z Pratchettem.
Jednak tym którzy nie znają jeszcze Sir Terry'ego, proponuję zbadać Świat Dysku od innej strony. Z prostej przyczyny - te 400 stronic dla "świeżaków" może stanowić prawdziwą udrękę. Wcale nie żartuję!

"Niewidoczni Akademicy" winni zatem zawitać do Waszych domów jak najszybciej, by podtrzymać tlący się w Was wciąż duch Mundialu, a Wasz entuzjazm i emocje nie zostały przygaszone rozpoczęciem prawdziwego uczelnianego i szkolnego piekła.
Jakieś rady? Owszem. Sięgając po tę pozycję nie tylko przygotujcie kilka opakowań chusteczek (będziecie płakać, oj - będziecie! Przede wszystkim ze śmiechu!), ale też mocne nerwy i najlepiej jakieś dobre pasy bezpieczeństwa, bo czeka Was nieziemsko ostra jazda.

I pomyśleć, że taki Uniwersytet funkcjonuje, co prawda w wyimaginowanym świecie, ale funkcjonuje. A te nasze są jakieś takie śmiertelnie poważne i zabójczo nudne...