Strona główna / Literatura polska / Agnieszka Osiecka / Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką

Zofia Turowska

Stanisław Bajtlik

Niech sczezną artyści

Polska to straszny kraj. Mniej więcej w tym samym czasie, gdy gdański arcybiskup celebrując w oliwskiej katedrze pompatyczny pogrzeb bandyty zastrzelonego w burdelu, tłumaczył, że przecież tylko Bóg może rozliczyć człowieka z życia, polski kołtun, nie czekając na dźwięk trąby, rozliczał z życia Agnieszkę Osiecką. W prasie, radiu i telewizji wałkowano w kółko szczegóły jej życiorysu. Kulminacją był głośny, ekshibicjonistyczny wywiad prasowy jej córki. Nie jedna Osiecka trafiła na muszkę. Większość warszawskich radnych, uznając Zbyszka Cybulskiego za "buca i pijaka" , uniemożliwiła nadanie jego imienia jednaj z uliczek naszej pięknej i słynącej z cnót wszelkich stolicy. I nie chodzi tu tylko o to, iż nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Obcych proroków lustrujemy równie ostro, czego dowodem awantury o uliczkę na Jazdowie, imienia "znanego pijaka i narkomana", Johna Lennona. Nie chodzi też o nadgorliwość pierwszych lat "normalności" ustrojowej i obłudę przy ustawianiu się na scenie politycznej. Nie dalej jak dwa dni temu prasa doniosła o zlustrowaniu przez senat Uniwersytetu Jagiellońskiego życia osobistego Romana Polańskiego. Wyszło niedobrze. Stosunkiem głosów 24:18, luminarze ustalili, że ten członek Akademii Francuskiej żył nieprawidłowo i nie jest godzien tytułu honoris causa krakowskiej uczelni. Dziesięciu krakowskich Piłatów umyło ręce, odważając się wstrzymać od głosu.

Tuż przed śmiercią Agnieszki Osieckiej powstał przeprowadzony przez Magdę Umer telewizyjny wywiad-rzeka, w którym poetka bardzo szczerze mówiła o swoim życiu. Po jej śmierci w mediach wystąpili bliżsi i dalsi przyjaciele, znajomi, współpracownicy, z których każdy chciał mieć swoje pięć minut sławy i wtrącał trzy grosze. Nigdy nie rozumiałem zamiłowania do czytania pamiętników, listów i biografii znanych postaci. Drażnił mnie voyeurystyczny aspekt takich lektur. Dzieło powinno być autonomiczne, zrozumiałe i broniące się samo przez się, a nie przez szczegóły biografii twórcy. Z dużymi oporami i obawami sięgnąłem więc po książkę Zofii Turowskiej, Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką.

Przeczytałem tę książkę nie tylko z recenzenckiego obowiązku. Dodam, że przeczytałem z wielkim zainteresowaniem i niemal jednym tchem. Osiecka zawsze wydawała mi się autorką wyjątkową. Jej piosenki towarzyszyły całemu mojemu życiu, od dzieciństwa do dziś. To towarzystwo nie było z wyboru. Po prostu nie dało się żyć w Polsce w okresie od Gomułki do Wałęsy i nie słyszeć ich zewsząd. Cierpię na przekleństwo doskonałej pamięci. Wiele tekstów, porównań, skojarzeń, przenośni, rymów, niechcący wryło się w moją pamięć "na zawsze". Ich obecność była dwuznaczna: drażniąca i kojąca za razem. Zofia Turowska przytacza wypowiedź Osieckiej: "nawet gdybym umiała pisać lepiej, wolałabym pisać gorzej, aby się dostać bliżej do człowieka". Chyba skutkiem tego jej pragnienia nigdy nie mogłem bezwarunkowo powiedzieć, że wszystkie jej teksty mnie zachwycają. Do dziś nie kupiłem Pięciu oceanów. Nie byłem w stanie przebrnąć przez tomiki jej wierszy. Ludzie są różni i nie sposób pisać tak, by podobało się wszystkim. Jej teksty często ocierały się o kicz. A jednak, kiedy się je słyszało, bez pudła można było stwierdzić, że na pewno nie są to teksty Piotra Szczepanika, Jacka Lecha czy Urszuli Sipińskiej. Nawet kiedy niebezpiecznie flirtowała z kiczem, Osiecka nigdy nie przekraczała granicy oddzielającej jej teksty od owych neolitycznych form disco-polo.

Kim była Agnieszka Osiecka? Czym były jej piosenki? Za co ją wszyscy kochamy? Polityczny konformizm w jej życiu nie pozwala porównywać jej do Karela Kryla, Jacka Kleyffa, Wladimira Wysockiego, czy Victora Jary. Była grzeczniejsza niż Georges Brassens czy Serge Gainsbourg. Jej teksty były znacznie lepszą poezją niż piosenki Leonarda Cohena czy Boba Dylana. Jak Juliette Gréco, muza intelektualistów z Rive Gauche, znała wielu ważnych ludzi, ale sama przecież nigdy nie śpiewała (Gréco zaś nie pisała). Najbliższe skojarzenia więc to... Jeremi Przybora, Wojciech Młynarski i Jonasz Kofta oraz... tak, Konstanty Ildefons Gałczyński !

Tym, co sprawia, że Agnieszka Osiecka jest kochana i pamiętana przez intelektualistów i masy jednako, że Bułat Okudżawa umieścił ją w piosence, była jej fantastyczna zdolność odkrywania poetyckiego wymiaru codzienności. Jak Gałczyński, piszący o tym Dlaczego ogórek nie śpiewa, o Małych kinach, o Miłej mojej, o Okularach Staszka, jak Młynarski opisujący Niedzielę na Głównym, Żniwną dziewczynę, czy Światowe życie (w PRL-u), jak Przybora w O, Kutnie okrutnem, czy Kofta w Zmieńmy temat, Osiecka pisała o codzienności, zwykłych ludziach, zwykłych sprawach. Uszlachetniała dzień zwykły i człowieka szarego. Miała oko jak obiektyw kamery reportera ale widziała znacznie więcej, o wiele więcej.

Jestem zdeklarowanym obrońcą zdrowego rozsądku, wiary w istnienie realnej, poznawalnej rzeczywistości. Wiem jednak, że każdy widzi to, co chce widzieć, albo - inaczej - to, na co zasługuje. Taka nasza rzeczywistość, jaką ją sobie wyobrazimy. Osiecka, podobnie jak Gałczyński, miała genialny dar ukazywania cudów w realnym świecie, piękna w banale, niezwykłości w codzienności.

Książka Zofii Turowskiej nie jest kolejnym z serii "Ibiszopodobnym" ujawnianiem "skandali" życia artystki. Jest napisaną z wielką wrażliwością i subtelnością książką o życiu niezwykłej kobiety, której my wszyscy, którzy łakniemy i pragniemy owego poetyckiego wymiaru rzeczywistości, zawdzięczamy tak wiele. Nie jest to instruktaż prowadzenia ani komentarz do "życia ironicznego". W równej mierze jest o artystce, co o epoce. Jest to raczej potwierdzenie, poświadczenie i wyjaśnienie, jak to było możliwe, że w latach 60-tych, 70-tych, 80-tych i ostatnich mogliśmy kochać, śmiać się i płakać pomimo tego wszystkiego co było (i jest!) dookoła.

A zarzuty lustratorów-demaskatorów? Cóż, zostanie z nich tyle, co i z samych oskarżycieli i ich własnych dokonań. Rozpłyną się w niepamięci.

Latarnik