Strona główna / Biografie, wspomnienia / Od palanta do belcanta

Aktualności

19.06.2020

Spotkania z Tanyą Valko

Zapraszamy na spotkania autorskie z Tanyą Valko w dniach 8-9 lipca 2010 r.

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.06.2020

Przemysław Staroń o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia

Zapraszamy do obejrzenia nagrania w którem Przemysław Staroń (Nauczyciel Roku 2018) opowiada m. in. o książce "Sposób na matmę" Vanessy Vakharia.

Bestsellery

TOP 20

  1. Red, White & Royal Blue Casey McQuiston
  2. Aksamitka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Franka. W obcym domu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Od palanta do belcanta

Mieczysław Fogg

Bernadeta Listwoń

Od palanta do belcanta - Mieczysław Fogg

Czytanie tej książki zbiegło się z pewnym festiwalem. Siedziałam wygodnie w fotelu, gdy M. z hukiem wyłączył telewizor i zły dodał – Gdzie tu jest śpiew! Faktycznie, ile dzisiaj jest śpiewu w śpiewaniu, a ile potu i pracy innych ludzi, by wyczyścić wszelkie niedoskonałości, ile wkładu nowoczesnej techniki w sukces artysty? Czy dziś trzeba mieć talent do śpiewania, czy może wystarczy tylko dobrze WYGLĄDAĆ? Gdy czytałam autobiografię Mieczysława Fogga – właśnie teraz, to tak jakbym czytała o przybyszu z innej planety. Ambicja, wielki talent, a przede wszystkim długie godziny żmudnych ćwiczeń – nuty, przepona, nuty, przepona. Dosłownie bzik totalny na punkcie rzeźbienia głosu. Dopieszczanie każdego dźwięku, każdej nutki – śpiewnie wyłącznie na żywo, z tremą - jak się okazuje, jak diabli, że aż głos odbierało i zapierało dech w piersiach. Bo trzeba było liczyć tylko na siebie, bo gdyby coś zawiodło – to już tylko cud mógł pomóc.

Z książki zapamiętałam takie oto wspomnienie artysty, że jego mama, która dożyła sędziwego wieku i miała to szczęście śledzić długą karierę syna, zawsze robiła mu wymówki, że nie śpiewa nic nowoczesnego. Jeszcze kilka lat temu, gdy niemal w każdą niedzielę Polskie Radio raczyło nas piosenkami Mieczysława Fogga, przyklasnęłabym pani Fogiel. Dziś ze łzą w oku wspominam tamte czasy i przyznaję, że od czasu do czasu słucham na YOU TUBE starych piosenek, trzeszczących, czasem przerywanych, czasem z niewyraźnym fragmentem. Wsłuchuję się w słowa i jestem pod wrażeniem. Pieśń o matce, o siwym włosie, ostatniej niedzieli. Jakiś czas temu słyszałam wypowiedź pewnej kobiety. Gdy jej matka wiedziała o koncercie Mieczysława Fogga w radiu, tego dnia szła do fryzjera, ubierała piękna suknię wieczorową, biżuterię, eleganckie buty – i tak wystrojona siedziała przy odbiorniku i słuchała piosenek Pieśniarza Warszawy, jak zwykło się mówić o M. Foggu.

Od palanta do belcanta to zapis wspomnień artysty spisanych przez Zbigniewa K. Rogowskiego. Mieczysław Fogg urodził się w 1901 roku i tak naprawdę nazywał się Miecio Fogiel. Fogg to jego pseudonim artystyczny. Już jako mały 5-letni chłopiec każdą większą uroczystość rodzinną uatrakcyjniał swoim występem. Kiedy został pracownikiem Poczty Polskiej i wypisywał najróżniejsze faktury i świstki- podśpiewywał sobie pod nosem i wymykał się na lekcje śpiewu do sław. Ta książka to swego rodzaju gawęda – o zwykłym chłopcu z Warszawy, który miał marzenia i robił wszystko, by je realizować. Oj była to droga pod górkę. Ileż to razy artysta sam chciał zrezygnować z nauki, albo zbijały go z tropu niepochlebne słowa nauczyciela. Za chwilę znów jakaś uwaga rzucona mimochodem dodawała mu skrzydeł. Chór kościelny, kabaret Qui pro Quo, występy solowe, udział w filmach (m.in. epizod w słynnym serialu Dom, gdzie artysta zagrał siebie), występy na całym świecie. Niesamowita energia, entuzjazm, optymizm, radość życia i radość pracy dla innych. 1 września Fogg razem z Hanką Ordonówną śpiewali godzinami na dworcu dla rannych żołnierzy, w czasie Powstania Warszawskiego, z innymi artystami Warszawy – dla powstańców. W książce mnóstwo nazwisk – ludzi związanych ze światem artystycznym – wspomnę tu choćby znanego i uwielbianego przez moją Babcię Jana Kiepurę, który podobnie jak Miecio wchodził na operetkę za parę grosików wciśniętych do ręki woźnemu, bo nie było go stać na bilet. Dalej - Hemar, Ludwik Jerzy Kern, Jan Brzechwa, Julian Tuwim, Tadeusz Sygietyński i wielu innych. W tle Warszawa – z pierwszymi tramwajami elektrycznymi, kurierami roznoszącymi gazety; potem zniszczona 1944 i odbudowana po wojnie. Droga do kariery Mieczysława Fogga była daleka i trudna. Kiedyś usłyszałam takie ciekawe stwierdzenie, że tylko w alfabecie słowo KARIERA stoi przed słowem PRACA. Gdy wejdzie się zbyt szybko na tę drabinę sukcesu – łatwo z niej spaść i się poobijać. Mieczysław Fogg robił to powoli i z rozwagą. Ale gdy znalazł się na jej szczycie, pozostał już do końca. Książka kończy się takim oto stwierdzeniem: Oświadczam państwu, że byłem młody, jestem młody i tak długo będę młody, jak długo państwo będziecie sobie życzyć…

Panie Mieczysławie – święta racja i zapewniam, że jest pan młody:)

We wspomnieniach nie znajdziemy nic wstrząsającego – wszystko w granicach rozsądku. Nie będzie dreszczyku emocji i skandalu. Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Całość okraszona jest licznymi zdjęciami z życia artysty.

brulionbeel.blox.pl