Strona główna / Literatura faktu, historia / Miasto Schulza

Inne książki z tej kategorii

Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol

Błażej Torański
Cena detaliczna: 44,99 zł

Tak blisko, tak daleko. Bieszczady po drugiej stronie granicy

Krzysztof Potaczała
Cena detaliczna: 46,00 zł

Okrutna jak Polka (audiobook MP3)

Paulina Młynarska
Cena detaliczna: 39,90 zł
Miasto Schulza

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 83-7469-029-1
Data wydania: 10.05.2005
Format: 168mm x 240mm
Liczba stron: 456
Cena detaliczna: 44,00 zł
nakład wyczerpany
Oprawa: twarda

Nagroda Warszawskiej Premiery Literackiej - Książka Lipca 2005

„Wer den Dichter will verstehen, muss in Dichters Lande gehen” (Kto chce poznać poetę, musi jechać do jego kraju) - Goethe.

Literacka opowieść o mieście Brunona Schulza, jednego z największych artystów europejskich XX wieku, którego w 1942 zamordowali hitlerowcy w Drohobyczu. Drohobycz Schulza jest tym, czym Dublin Joyce'a lub Praga Kafki - miejscem magicznym, i wszystko, co Schulz stworzył, wiąże się z tym adresem - z polskim Drohobyczem. I Drohobycz jest bohaterem tej książki. Książka jest rezultatem wieloletnich poszukiwań. Wiesław Budzyński, autor m.in. głośnej biografii Schulza („Schulz pod kluczem” - Książka Roku 2002), w „Mieście Schulza” tym razem wiedzie czytelnika w okolice Schulza. 

Książka zawiera około 150, w większości niepublikowanych zdjęć. Zaskakujące są też liczne nieznane wspomnienia i dokumenty historyczne, odkryte ostatnio przez autora. Autor odtwarza najważniejsze wydarzenia w Drohobyczu I połowy XX wieku - klimat i atmosferę tego miejsca, do którego ciągnęli poszukiwacze szczęścia po odkryciu ropy naftowej, dającej z dnia na dzień bogactwo drohobyckim „szejkom”, po których pozostały do dziś w Drohobyczu i okolicy - piękne pałace, wille i okazałe gmachy, świadectwo minionego bogactwa miasta Schulza. Osobnym rozdziałem jest tragedia II wojny, najazd barbarzyńców, którzy wdarli się na te ziemie w 1939 i panowali do naszych czasów. 


„Bruno Schulz - pisarz zakazany” - rozmowa z Wiesławem Budzyńskim, 11.09.2005

Dawid Skoblewski: Jak Pan rozpoczął swoją drogę pisarską?

Wiesław Budzyński: Debiutowałem na początku lat '90, kiedy cenzura przestała działać. Dopiero wtedy moja pierwsza książka mogła się ukazać. Wcześniejsze próby wydania nie powiodły się. Dwa rozdziały z książki próbowano mi usunąć. Nie zgodziłem się na druk. Dopiero na początku lat '90 wyszła moja pierwsza książka - biografia Baczyńskiego.

Co sprawiło, że zajął się Pan twórczością Brunona Schulza?

Zawsze interesowały mnie postaci wielkie, które wnoszą coś do cywilizacji, do naszej kultury. Osoby, które mają legendę i taką właśnie postacią jest Bruno Schulz. Wokół Schulza jest już legenda, choćby przez jego tragiczną śmierć. Śmierć artysty, który jest bezbronny wobec takiego barbarzyństwa, jakie naszło na te ziemie.

Czym było rodzinne miasto dla Schulza?

Było wszystkim. Było tym jedynym punktem na mapie świata, do którego wracał. Gdziekolwiek się znalazł chciał jak najszybciej wrócić do Drohobycza. Nawet z Paryża uciekł przed czasem, bo źle się tam czuł.

Uzbierał Pan i umieścił w swojej książce sporo anegdot. Która historia jest szczególnie ciekawa?

Trudno powiedzieć. Najbardziej barwne są opowieści o tym jak wiedzieli Schulza prości ludzie. Schulza, który gdzieś tam krzywo chodził pod płotem (jakby miał platfusa). Właściwe dla tych ludzi był lekko pomylony. Choć był wielkim artystą, to oni nie zdawali sobie z tego sprawy i traktowali go jako takiego krzywo chodzącego „pijanego”. Bo ktoś, kto trzyma się płotu, to wygląda jakby był pijany.

Jak powstawało „Miasto Schulza”?

Interesuję się Schulzem już ćwierć wieku. Dawniej mniej pisałem o Schulzu, bo nim zajmował się Jerzy Ficowski. W którymś momencie, jak już opanowałem temat, to zająłem się Schulzem. Najpierw była biografia „Schulz pod kluczem”. Równolegle zbierałem materiał do tej książki. To nie jest tak, że ja sobie zaplanowałem po tej książce następną, bo tak mi się to widziało - jak ktoś gdzieś tam napisał. Materiały zbierałem równolegle. Nawet z biografii wyłączyłem niektóre rozdziały, czyjeś wspomnienia, z myślą o „Mieście Schulza”. Pracując nad tą książką, zbierałem również materiały do kolejnej: „Uczniowie Schulza”, - która ukaże się miej więcej za rok - gdyż wtedy pisząc o Drohobyczu nie mogłem za dużo pomieścić o samej szkole.

Czy odwiedził Pan Drohobycz współcześnie?

Tak, wielokrotnie. Staram się jeździć systematycznie do Drohobycza. Jestem już tam zaprzyjaźniony z Drohobyczanami: Polakami, Ukraińcami. Oczywiście żyją jeszcze nieliczni uczniowie Schulza jak Alfred Schreyer - tamtejszy przedwojenny Żyd Drohobycki. Właściwie powiedziałbym, że niemal ostatni, który pamięta tak dobrze Schulza.

Ten, który pamięta Schulza. Co ciekawego powiedział on Panu o mistrzu?

To jest wszystko w książce, nie chciałbym zdradzać tajemnicy, bo popsuję puenty. Schreyer pięknie opowiada o Schulzu. Jest ostatnim, który tak opowiada, gdyż należy do pokolenia, które potrafiło opowiadać. Dlatego, że wtedy informacja inaczej się rozchodziła. Radio wchodziło dopiero w latach dwudziestych, a oni byli jeszcze wychowani w kulturze opowiadania. Przekazywało się ustnie wszystkie tradycje: patriotyczne, historyczne. ¬ródła pisane były nieliczne, a zarazem nieliczni mieli do nich dostęp, bo jak wiadomo analfabetyzm był wtedy jeszcze bardzo duży.

Drohobycz na pewno odcisnął znamię na Brunonie Schulzu, a czy mistrz odcisnął znamię na samym Drohobyczu?

Jak się chodzi po tym współczesnym Drohobyczu, to nie widać Schulza. Bo On był zapomniany przez 50 lat komunizmu. Nawet tamtejsi poloniści nie wiedzieli, że ktoś taki istniał. Pamięć o Schulzu roznieśli po świecie przede wszystkim Drohobyczanie - jego uczniowie. Właściwie dziś Drohobycz jest kojarzony wyłącznie z Schulzem. Mimo tego, że stamtąd wyszli generałowie Maczek, Tokarzewski, znakomity poeta Wierzyński, malarze Gottliebowie. Same sławy - również Grottger namalował w tamtejszych okolicach ze 30 obrazów, jak naliczyłem.

Twórczość Schulza jest surrealistyczna, czerpie z podświadomości, na co należy zwrócić uwagę, aby dobrze odczytać Schulza?

Dla nas nie jest to trudna twórczość. Ona była trudna dla pokoleń ówczesnych, przedwojennych. Uważano ją za anomalię, a Schulz był uważany za pisarza w złym guście, nowoczesnego tak jak Gombrowicz i Witkacy, ale ich język jest naszym obecnym językiem. To oni przetrwali, to oni wytyczyli szlaki. Tak jak my właśnie rozmawiamy, rozmawiamy ich językiem, a nie wcześniejszych np. językiem nauczyciela Drohobyckiego gimnazjum Mściwujewskiego, który zresztą napisał o Drohobyczu dwie broszurki, ale tamtego nie można czytać. Nie chce źle mówić, ale jest to język archaiczny. Natomiast Schulz, który wtedy uchodził w sensie pisania za dziwaka, okazuje się mówić naszym językiem.

Dotarł Pan do rysunków, grafik Schulza. Tam Schulz pokazuje swoja nową twarz... Odkrywa swoje pragnienia, złowieszcze myśli, pokazuje swoje inne oblicze. Z czego ono wynika?

Mam różne zdanie od pozostałych badaczy twórczości plastycznej Schulza. Dlatego, że po tym, co ja wiem o Drohobyczu i o Schulzu wyciągam odmienne wnioski dotyczące „Xsięgi Bałwochwalczej”. Uważam, że to jest protest, a nie kompleks Schulza. To jest protest przeciwko napływowi chamstwa i hołoty, które nadciągnęło wraz z odkryciem wielkich złóż ropy naftowej. Oprócz znakomitych inżynierów, wielkiego bogactwa, nastąpił również zalew tandety.

Czy może Pan coś więcej powiedzieć o stosunkach męsko - damskich Schulza?

Schulz miał kompleksy. Schulz lubił wielkie kobiety. Nałkowska była taką wielką damą, ale dużej postury. Ona się Schulzowi podobała w jakiś trochę masochistyczny sposób. To jest natura wielkich talentów, wielkich ludzi - Napoleon również miał swoje kompleksy.... Różnie to w życiu wygląda. Schulz miał kompleksy, ale nie ma co z tego robić problemu - ani specjalnie się dziwić. Taki jest po prostu świat. Musimy to przyjąć - jako rzecz normalną.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę przeprowadził Dawid Skoblewski z Redakcji Klubu Książki - podczas spotkania z autorem w „Klubie Księgarza” (Rynek Starego Miasta 22/24,Warszawa).


wersja do druku