Strona główna / / Wywiady / "Z czego jesteś gotów zrezygnować, żeby swoje marzenie urzeczywistnić"

Nowości

Ja

Jami Attenberg
Cena detaliczna: 36,00 zł

Dawid Kwiatkowski. Optymistyczny kalendarz 2019

Dawid Kwiatkowski
Cena detaliczna: 39,90 zł

Rzeczpospolita Obojga Narodów. Srebrny wiek. Tom I

Paweł Jasienica
Cena detaliczna: 45,00 zł

Zapowiedzi

Wszystko oprócz prawdy

Gillian McAllister
Cena detaliczna: 39,90 zł

Krótka historia wielkich umysłów. Genialni matematycy i ich arcydzieła

Ian Stewart
Cena detaliczna: 44,90 zł

Właściwy wybór

P.Z. Reizin
Cena detaliczna: 43,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Dawid Kwiatkowski. Optymistyczny kalendarz 2019 Dawid Kwiatkowski
  2. Jestem żoną terrorysty Laila Shukri
  3. TOPR. Żeby inni mogli przeżyć Beata Sabała-Zielińska

Fotogaleria

więcej »
02.10.2018

"Z czego jesteś gotów zrezygnować, żeby swoje marzenie urzeczywistnić"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Doktorem Nikt autorem książki "Marzenia na miarę"


fot. Elżbieta Moore




Rozmowa z Nicolaosem Sikloglou nazywanym Doktorem Nikt autorem książki autobiograficznej „Marzenia na miarę”

Trzeba dać się porwać marzeniom

Gdyby był Pan producentem filmów z Hollywood, nakręciłby Pan film o sobie?

To nie musi być film o mnie, bo "Marzenia na miarę" tak naprawdę są historią o każdym z nas, to opowieść o ludziach którzy mają niczego poza wielkimi marzeniami.

Abstrahując od Pana jako takiego, zaakceptowałby Pan scenariusz oparty na tej historii czy odrzucił jako zbyt nieprawdopodobny?

Włoska telewizja publiczna RAI interesowała się moją książką, miałem mniej więcej cztery spotkania w tej sprawie. Ci ludzie byli zachwyceni tym co opisałem, ale chcieli wykorzystać zaledwie jedną setną tej historii, czyli nic. To tak jakby wzięło się bardzo silną substancję i mocno rozrzedziło wodą.
Historia opisana w książce jest prawdziwa. Istnieją dokumenty potwierdzające każde wydarzenie, które opisuję. A zresztą nie dałoby się wymyślić takiej historii.

Czy osoba wierząca w swoje marzenia może dokonać wszystkiego?

Nie ma żadnych ograniczeń! Marzyciel otrzymuje od losu niezwykłe dary. Swoją historię zacząłem na lotnisku w Atenach z biletem w jedną stronę do USA i niespełna 250 dolarami w kieszeni. Kilka lat później, skończyłem studia jako milioner, ponieważ w trakcie nauki otrzymałem milion dolarów od IBM. Ta firma miała wielkie problemy ze swoimi akcjami, ich wartość spadała na przestrzeni lat 70. i 80., a ja przypadkiem odkryłem jak wykorzystać produkowane przez nich wirówki medyczne do walki z talasemią. Dzięki temu mogli odsprzedać dział produkujący ten sprzęt i zająć się komputerami.
Pełnoetatowy marzyciel, który wyruszył w swoją podróż, nawet jeśli będzie próbował ją przerwać, nie zrobi tego. To niemożliwe. Raz uruchomionego marzenia nie da się zatrzymać.

Nie wierzę.

Kiedy znalazłem się już w Nowym Jorku próbowałem, co najmniej trzykrotnie, zatrzymać bieg wydarzeń, ale nie udało się.

Bo może Pan jednak tego nie chciał?

Ależ skąd! Próbowałem to zrobić w zdecydowany sposób i miałem ku temu ważne osobiste powody, ale nie udawało się. Nie mogłem. Zawsze wydarzało coś niespodziewanego, co przypominało, że muszę iść w określonym kierunku, a nie inną drogą. Nie mogłem uciec od swoich marzeń, tak jak nie mógł uciec od nich Odyseusz. Kiedy człowiek zdecyduje się, że coś trzeba zrobić, to marzenie staje się rzeczywistością.

Samo marzenie spełniało się tak sobie to pan zakładał na początku, czy ewoluowało w trakcie drogi do celu?

Człowiek nigdy nie jest w stanie poznać wcześniej szczegółów, ale da się przewidzieć efekt i to na 1000 procent.

Czyli człowiek nie wie, jak się przemieścić z punktu A do punktu B, ale ma za to pewność co będzie w miejscu docelowym?

Tak, dlatego trzeba wierzyć, że marzenie się spełni i wiara jest tym, co ma wpływa, na to że wykonuje się kolejne kroki.
Wierząc w marzenia i samego siebie, człowiek rzuca się w nieskończoną przestrzeń. I choć wszyscy dookoła ostrzegają: "uważaj, zabijesz się" - rzucasz się w otchłań bez strachu, bo gwiazdy tworzą twoją siatkę bezpieczeństwa. I nawet gdybyś miał ochotę zginąć dążąc do marzenia, to jest to niemożliwe.

Spełnienie marzenia wymaga wiary w sukces? Wiary, że skoczysz w otchłań i nie zginiesz?

Dokładnie o to chodzi, człowiek musi wierzyć w samego siebie i swoje marzenia, a nie w kogoś innego i jego rady, czy oceny. Sam tak postąpiłem. Ruszając w swoją podróż powiedziałem sobie: "nie może mi się nie udać". Tylko w ten sposób człowiek znajdzie w sobie siłę, żeby skoczyć w nieznane, polecieć do Nowego Jorku w wieku 23 lat bez pieniędzy, bez znajomości języka, bez niczego.
Moja książka jest odpowiedzią na pytanie zadawane przez ludzi na początku drogi, kiedy zastanawiają się: "Jak to zrobisz?" "Jak tego dokonasz?" A ja powiedziałem: "Moment, pozwólcie mi jechać, a gdy wrócę, to wam wyjaśnię. Opowiem prawdę, nie będę ukrywał niczego." A zatem ta książka jest moją spowiedzią.

Czy są rzeczy o których pan nie opowiedział? Czy w tej historii pojawiła się autocenzura?

Nie, bo jeśli człowiek ukrywa choć jedną sprawę, to jest kłamcą. A ja nie jestem kłamcą, tylko marzycielem. Człowiek, którzy marzy nie kłamie i nie boi się, bo zamiast odczuwać strach kocha swój świat.

Gdyby miał pan realizować swoje marzenie jeszcze raz, coś zmieniłby Pan?

Człowiek nie kontroluje szczegółów, panuje tylko nad docelowym punktem podróży. Jeżeli biorę taksówkę, to podaję taksówkarzowi adres i ma mnie tam zawieźć. I marzenie to taki nakaz podążania do określonego punktu. Mówię: "Chcę jechać tam, nie wieź mnie gdzieś indziej." Taksówkarz może powiedzieć: "A może pojedziemy do raju? Pojedźmy na kobiety! Pojedźmy gdzieś tam." A ja odpowiadam: "Nie!" Jeśli decydujesz się jechać gdzieś w konkretne miejsce, to sprawa jest już przypieczętowana.

Gdyby miał Pan jeszcze raz wybierać specjalizacje medyczną, wybrałby Pan hematologię?

Tak, z jednego powodu, którego nie mogłem wówczas przewidzieć na samym początku mojej podróży. Otóż spotkałem profesora Ralpha Nachmana najważniejszego specjalistę od hematologii onkologicznej w New York Hospital, dziekana wydziału medycznego na Uniwersytecie w Cornell. To był lekarz doskonały i taki człowiek został moim mentorem.
Będąc młody, myślałem że wszyscy lekarze są tacy jak on. A potem odkryłem, że był jedyny w swoim rodzaju, a inni lekarze, których poznałem, są, hmmm no cóż...

Miał pan wiele szczęścia spotykając akurat jego?

To nie kwestia szczęścia, byłem marzycielem. Decydując się na podróż do USA, stałem się grotem strzały, nadawałem kierunek jej lotowi. To nie jest tak, że człowiek strzela z łuku i czeka.

Opowiadając swoją historię wymienia Pan wielu greckich bohaterów i herosów. Z którym z nich identyfikuje się Pan najbardziej?

Z żadnym. Stosuje to jako trik, sztuczkę która pozwala wyjaśnić to, co niewyjaśnialne, czego nie da się uzasadnić logiką i nauką. To nie był mój pomysł, wziąłem to od Homera.

A czego da się wyjaśnić w tej historii?

Choćby tego, że człowiek trafia do Nowego Jorku, na miejscu popełnia wydawałoby się drobny błąd. W moim wypadku był to wybór wejścia. Chcąc zobaczyć jedną z najsłynniejszych amerykańskich uczelni medycznych pomyliłem drzwi i zamiast iść do głównego wejścia, pomyłkowo skierowałem się tam gdzie wchodzą pracownicy.
Gdybym poszedł prawidłowo pewnie nic nie wydarzyłoby się, a tak moja pomyłka sprawiła, że stałem się studentem szkoły medycznej Cornell. Bez egzaminów i bez obowiązku płacenia koszmarnie wysokiego czesnego!

A może to po prostu było przeznaczenie?

Nie, to ja kierowałem moim losem, tylko nie znałem szczegółów. Kiedy to robiłem to kto mógł wiedzieć, że spotkam doktora Nachmana? Nikt. Doktor Nachman to był Bóg medycyny, człowiek, do którego nie mogłeś, ot tak, pójść i powiedzieć: "Zajmij się mną."

Co człowiek musi stracić, żeby urzeczywistnić swoje marzenia?

To pytanie trzeba sformułować inaczej.

Jak?
"Z czego jesteś gotów zrezygnować, żeby swoje marzenie urzeczywistnić."

A zatem z czego?

Musiałem zrezygnować z najcenniejsze rzeczy, jaką posiadałem. Chcecie wiedzieć, co to było?

Tak.

Moje życie! Nie mogłem zatrzymać tego co zaczęło się dziać i musiałem zmienić wszystko w swoim życiu. W gruncie rzeczy nie jestem tą samą osobą, którą byłem na początku tej historii.
Wydaje mi się, że jeśli nie wiemy, że trzeba z samych siebie zrezygnować, to kochamy siebie tacy jacy jesteśmy w danej chwili i nigdy nie przepoczwarzymy się z gąsienic w motyle. Nie staniemy się własnym marzeniem, a ono samo zostanie bezpowrotnie utracone.

Czy ma Pan poczucie winy wobec osób, które spotykał Pan na swojej drodze?

Nie, z jednego prostego powodu. Wszystko, co robiłem, było uczciwe.

Czy był Pan uczciwy w stosunku do wszystkich kobiet, które opisuje Pan w swojej książce?

A to jest zupełnie inna historia. Proszę odróżnić tę historię jako całość o d kwestii stosunków damsko - męskich, ponieważ jestem normalnym mężczyzną i kocham kobiety, wszystkie! Nadal kocham wszystko, co dotyczy kobiet.
No dobrze, nazwijmy to moim defektem. Po prostu nie potrafię odmówić kobiecie, to faktycznie jest jakiś problem. Ale nie twierdzę, że jestem ideałem, nawet marzyciel nie jest człowiekiem doskonałym. Gdybym był na przykład biskupem, to moja fascynacja kobietami nie byłaby ani uczciwa ani odpowiednia. Ale ja jestem normalnym człowiekiem, który kocha kobiety. I proszę zwrócić uwagę, że nigdy nie powiedziałem żadnej kobiecie: "Ja ci dam to, ja ci dam tamto". Za każdym razem mówiłem: "Cieszmy się tą chwilą, którą spędzimy razem. Nie mogę obiecać, czy będzie to miesiąc, czy dwa."
To jest, powiedzmy, najgorsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. Ale pośród tych wszystkich osób, które szkodzą społeczeństwu, chyba nie byłem taki najgorszy. Wszystkie te kobiety były szczęśliwe. Jasne?

Punktem zwrotnym tej historii jest pewien profesor, który zablokował Pana karierę zawodową i zamiast hematologiem musiał Pan zostać dentystą. Ma Pan o to do niego żal?

W moim przekonaniu, jeśli człowiek jest szczęśliwy, wszystko mu odpowiada, to tkwi w miejscu. Człowiek w trakcie swojej drogi na Olimp potrzebuje przeszkód, wrogów, czegoś co go pchnie dalej, żeby dokonał czegoś więcej. Czasem ludzie zastanawiają się, dlaczego napotykają tyle trudności i strasznie żalą się na swój los, ale robią to bo nie są świadomi, że te przeszkody są błogosławieństwem. Bez nich nie ulega się właściwiej przemianie. Bez "profesora Polifema" nigdy nie dokonałbym tego co ostatecznie zrobiłem.

Dlaczego nie podał pan nazwiska tego człowieka?

Bo nie miałem ochoty na proces. Nie chciałem mieć procesu we Włoszech. Ale wszyscy wiedzą, o kim mówię.

Podał pan pełną nazwę konferencji z 1984, więc nie trudno się domyśleć o kogo chodzi.

On zmarł w lipcu 2018 roku. Słyszałem opinie, że zmarł przeze mnie. Ale nie jestem powodem jego śmierci, po prostu ludzie pewnym w momencie odchodzą. Nic nie jest dane na wieczność, nic nie jest pewne.

Na zakończenie chcę zapytać o sprawę, o której nie ma mowy w książce, słyszałem że już jako dentysta zajmował się Pan w Watykanie leczeniem kolejnych papieży. Czy to prawda?

Rzeczywiście zostałem poproszony o dołączenie do zespołu sześciu dentystów, którzy obejmowali swoją opieką Watykan, ale odmówiłem. Był pewien problem...

Jaki?

Rozrabiałem nieźle z kobietami. A wiedziałem, że oni postawią warunek, że dentysta papieża nie może takich rzeczy robić. Ale leczyłem w swoim gabinecie ważne osobistości, które mały ścisłe związki z Watykanem.
Wiać kwestia leczenia papieży nie należała do mojego marzenia.

Rozmawiali Jan Osiecki, Edyta Jaczewska (tłumaczenie).

wersja do druku