Strona główna / / Wywiady / "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Nowości

Tajemnica brakującej głowy

Jeff Cohen , E.J. Copperman
Cena detaliczna: 39,99 zł

Elemelementarz

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 29,99 zł

Nie mówiąc nikomu

Danuta Awolusi
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Gujcio

Steven Rowley
Cena detaliczna: 43,00 zł

Burza

Zuzanna Gajewska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Na tabliczkę sposób łatwy, bez wkuwania szóstka z matmy

Adrian Markowski
Cena detaliczna: 35,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem córką szejka Laila Shukri
  2. TOPR 2. Nie każdy wróci Beata Sabała-Zielińska
  3. Billy Summers Stephen King
25.08.2021

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów". Wywiad z Piotrem Borlikiem

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Piotrem Borlikiem. Z autorem książki "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" rozmawiał Marcin Waincetel z Lubimyczytac.pl.






Rodzinna klątwa, tajemnicze morderstwo, rodowy sekret - atmosfera grozy i niebezpieczeństwa, która fascynuje i przeraża. Czy mógłbyś powiedzieć, co stanowiło główny impuls do napisania powieści "Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów"?

Wszystko zaczęło się od pomysłu na motyw. Można pomyśleć, że nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, normalnym jest, że autorki i autorzy pracę nad powieścią zaczynają od morderstwa, u mnie jednak nie było najpierw motywu zbrodni, za to pojawił się powód, dla którego bliscy zamordowanego mężczyzny nie chcieli ujawnić prawdy o jego śmierci. Czytając książki i oglądając filmy, często denerwuję się na bohaterów, którzy zatajają prawdę przed śledczymi lub wręcz ich okłamują, kierując się jakąś błahostką w stylu: „Nie powiem policji, że widziałam mordercę, bo wyjdzie na jaw, że poszłam na imprezę, chociaż miałam szlaban”. Jeśli już ktoś decyduje się na taki krok, to musi mieć porządny powód, tak jak rodzina Potockich. Zależało mi na stworzeniu środowiska nieprzychylnego detektywowi, ale nieprzychylnego w sposób racjonalny i zrozumiały dla czytelnika. Początkowo planowałem osadzić historię w zupełnie innym miejscu, rozważałem wysłanie Huberta za granicę, tworząc coś na kształt pierwszych części o Harrym Hole’u, w których norweski śledczy działał z dala od swojego miejsca zamieszkania, w zupełnie innej kulturze, nie miał możliwości sprawnego korzystania ze wszystkich policyjnych narzędzi, ale ostatecznie zdecydowałem się na bardziej lokalne klimaty.

"Tajemnica Wzgórza Trzech Dębów" to w gruncie rzeczy niby klasyczna, choć jednak nie do końca, historia kryminalna, w której istotnym punktem jest pytanie: "Kto zabił?" oraz równie ważne: "Dlaczego zabił?". Co stanowi dla ciebie podstawę pracy przy powieści kryminalnej? Określenie modus operandi złoczyńcy? Charakteru i wartości protagonisty? Motywu przewodniego?

Muszę użyć mojej ulubionej odpowiedzi: To zależy. Staram się, by każda powieść różniła się od poprzedniczek, stąd też w każdej historii kładę nacisk na coś innego. W „Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów” zależało mi na przeniesieniu klasycznej historii kryminalnej w czasy współczesne. Większość akcji dzieje się w rezydencji umieszczonej na tytułowym wzgórzu. Nie ma tu makabrycznej zbrodni, pościgów czy wnikania w umysł psychopaty - jest za to dedukcja, kłamstwa i intrygi. Powtórzę się, ale zależało mi, by owo przeniesienie odbyło się w sposób realistyczny, tak by czytelnicy uwierzyli, że taki przebieg sytuacji naprawdę mógł się wydarzyć. Gdy już to zrobiłem, mogłem oddać się temu, co najprzyjemniejsze, czyli planowaniu sieci intryg, w które niebawem miał wpaść Hubert.

W posłowiu książki zdradzasz, że detektyw Hubert Czarny to twój ulubiony bohater, spośród wszystkich, których dotąd wykreowałeś. Piszesz tak: "Zazdroszczę mu nastawienia do życia, pozytywnej energii i zapału do pracy…"- a jak to jest z Piotrem Borlikiem? Czy Czarny mógłby się z tobą dogadać w prywatnym życiu? Pamiętasz, kiedy wpadłeś na pomysł kreacji właśnie tej postaci?

Pomysł na postać Huberta Czarnego siedział mi w głowie od dawna. Pamiętam rozmowy z innymi pisarzami i z czytelnikami, z których wynikało, że dobrzy bohaterowie są nudni. Potraktowałem to jako wyzwanie i stworzyłem postać, której po prostu nie sposób nie polubić i nie kibicować jej. Hubert uwielbia swoją pracę, ekscytuje się nowym wyzwaniem, nie może doczekać się, aż wpadnie w wir kłamstw i manipulacji. To go nakręca. Tam, gdzie inni załamaliby ręce, on jeszcze bardziej motywuje się do działania. Po prostu kocha to, co robi. Czy byśmy się dogadali? Myślę, że tak, chyba że za bardzo czepiałby się błędów i luk fabularnych w moich książkach, bo to bardzo czepialska wredota.

Początkowa intryga polega na tym, że Czarny musi dorwać mordercę Marka, jednak z czasem sytuacja się komplikuje. Co było dla ciebie najtrudniejszym, a co najbardziej satysfakcjonującym elementem pisania powieści?

Nie wiem, czy to było najtrudniejsze wyzwanie, ale z pewnością kładłem duży nacisk na wspomniany wcześniej realizm. Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że to naciągane, że zamiast prywatnego detektywa do rezydencji powinien przyjechać policyjny oddział z technikami kryminalistycznymi, ale starałem się pokazać, dlaczego tak się nie stało. Mogłem powiedzieć po prostu: „To taka konwencja, nie czepiajcie się”, ale to byłoby nieuczciwe. Moim obowiązkiem było pokazanie, dlaczego policja podeszła do sprawy tak, a nie inaczej oraz dlaczego Hubertowi nieustannie ktoś rzuca kłody pod nogi. Niosło to ze sobą ogromne ryzyko stworzenia tak nieprzyjemnych postaci otaczających detektywa, że w pewnym momencie czytelnik wręcz nie chciałby poznać prawdy i trzymałby kciuki, by Czarny machnął na wszystko ręką i wrócił do domu. Skoro im nie zależy, skoro ciągle kłamią i mataczą, to niech się najlepiej pozabijają w tej swojej ekskluzywnej rezydencji, nikogo to nie będzie obchodzić. By tego uniknąć, musiałem po pierwsze sprawić, by czytelnicy zrozumieli motywy Potockich, a po drugie, dać im możliwość pokazania ich drugiej, ładniejszej strony.

Z czego jestem najbardziej usatysfakcjonowany? Trudno powiedzieć. W "Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów" podoba mi się wszystko, poczynając od wątku kryminalnego, przez bohaterów, tło, dialogi i atmosferę. Może nie wypada tak mówić, ale jestem z siebie bardzo zadowolony.

Co w największym stopniu determinuje działania Twoich bohaterów? Środowiskowe wychowanie? Określony genotyp? Wolna wola? Zastanawiam się, bo w pewnym fragmencie twojej książki pada następująca kwestia: "Wgłębi duszy to dobry człowiek. Sam byś zachowywał się podobnie, gdyby od najmłodszych lat wszyscy wokół kazali ci być samcem alfa…".

Dotykasz tematu, który poruszam w każdej mojej książce, od trylogii „Boskiej proporcji” przez „Wymazanych z pamięci” i serię z Jakubem Ramonem. Na różne sposoby rozważam, co ma decydujący wpływ na to, kim się stajemy. W przypadku rodziny Potockich widać jak na dłoni, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić najbliżsi. Przelewanie na dzieci niespełnionych ambicji, podejmowanie za nich decyzji i otaczanie bańką bezpieczeństwa może mieć na nie zgubny wpływ. To wcale nie jest tak, że syn lekarza musi zostać lekarzem. Rolą rodzica jest pokazanie dostępnych możliwości i pozostawienie wolnego wyboru. Potoccy niestety tego nie rozumieją. W ich przypadku niemałą rolę odgrywają kompleksy wynikające z braku szlacheckich korzeni. Od zawsze czuli się gorsi od innych rodów, na każdym kroku musieli coś udowadniać. Jak na ironię, złorzecząc na szlacheckie rodziny, że się wywyższają, sami robią to samo wobec wszystkich otaczających ich osób.

"Wiem, jak to brzmi, ale nie widzę innego wyjaśnienia. Musisz przyznać, że to nie jest normalne, by tylko pierworodny syn potrafił spłodzić chłopców, i to zawsze trzech…" – prywatny detektyw Hubert Czarny dostaje zlecenie wyjaśnienia zbrodni, do której doszło w rezydencji rodziny Potockich. Przed lekturą zastanawiałem się, czy to nie będzie czasem samonapędzająca się przepowiednia. Klątwa, fatum… W Piotrze Borliku chyba ciągle dużo jest pierwiastków z literatury grozy, od której zaczynałeś, prawda?

Staram się być na bieżąco z polską grozą, ale sam unikam wprowadzania elementów metafizycznych w swoich historiach. W „Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów” postawiłem trzeźwo myślącego, opierającego się na sile rozumu detektywa przed zadaniem obalenia klątwy i znalezienia jej racjonalnego wyjaśnienia. Czarny ani przez chwilę nie wierzy w rodzinne zabobony, co nie oznacza, że je lekceważy. Wręcz przeciwnie, wie, że inni w nie wierzą, co pozostaje nie bez wpływu na ich działania. Dlatego też Hubert próbuje wejść w skórę Potockich, chce poczuć, jak to jest wierzyć w sięgającą wiele pokoleń wstecz klątwę, co ułatwi mu zrozumienie postępowania tej specyficznej rodziny.

"Typowe podejście Potockich, podsumował w myślach. Skupieni na sobie, nie interesują się niczym innym. Intrygi, prywatne aspiracje i dawne żale są ważniejsze niż śmierć najbliższej osoby. Potoccy to…" - no właśnie, jakim mianem określiłbyś przedstawicieli rodu? Uczynili niemało, aby chronić tajemnice rodu, a przy okazji dobre imię.

Żal mi Potockich. Pycha i niezdrowe ambicje uczyniły z nich karykaturę rodziny. Oni siebie nawet nie lubią. Mieszkają razem, widują się codziennie, a nie wiedzą o sobie praktycznie nic. Dość powiedzieć, że gdy Hubert próbuje dowiedzieć się czegoś o zamordowanym, co chwila trafia na sprzeczne informacje. Niestety tak wygląda wiele współczesnych rodzin. Może nie mamy okazałych rezydencji ani wielopokoleniowej tradycji, ale mieszkając na znacznie mniejszej przestrzeni, skutecznie się wymijamy. Dość znamienne w tej powieści jest pomieszczenie pełniące rolę jadalni, z ogromnym dębowym stołem mogącym pomieścić całą rodzinę Potockich. Na co dzień nikt go nie używa, domownicy wolą jadać w swoich pokojach, ale gdy przychodzą goście, stół nagle staje się sercem rezydencji, przy którym wszyscy przez kilka godzin mogą poudawać, jaką wspaniałą to nie są wspaniałą rodziną. Pytanie tylko, czy udajemy przed gośćmi, czy przed samymi sobą?

Czy to prawda, że jesteś mistrzem Holandii oraz laureatem trzeciego miejsca w otwartych mistrzostwach Czech w grach logicznych? Jeśli tak, to znasz pewnie odpowiedź na pytanie o logikę fanów kryminału. Co sprawia, że chcemy – bo sam wliczam się do tego kręgu - poznawać historie, które najczęściej są tak mocno osadzone w określonych konwencjach gatunkowych?

Mówi się: dawno i nieprawda, w tym wypadku muszę zmienić to powiedzenie na: dawno i prawda, bo jednak dostrzegam plusy spędzania wielu godzin nad planszą. Takie doświadczenia ułatwiają planowanie fabuły, pozwalają z wyprzedzeniem przewidywać pewne wydarzenia, by odpowiednio się do nich przygotować. Dziś wprawdzie zamieniłem gry logiczne na planszówki, by spędzać jak najwięcej czasu z rodziną, ale tam też jest sporo miejsca do wytężenia mózgu.

Nie wiem, dlaczego inni sięgają po kryminały, ja zazwyczaj szukam w nich rozrywki. Lubię zastanawiać się, kto zabił i dlaczego to zrobił. Lubię, gdy autorki i autorzy wodzą mnie za nos. Cieszę się za każdym razem, gdy uda im się wyprowadzić mnie w pole, choć niestety ostatnimi czasy zdarza się to coraz rzadziej. Jako czytelnik zwracam również uwagę na kreację czarnych charakterów. Lubię śledzić ich poczynania i podążać torem ich myśli. Odpowiednio stworzony negatywny bohater pozwala czytelnikom obcować z czymś nowym, dziwnym, niepokojącym. Często powtarzam, że łatwo jest kibicować książkowemu strażakowi wyciągającemu dziecko z płonącego budynku, ale prawdziwe brawa należą się autorom, którzy stworzyli antagonistów, za których mocno ściskamy kciuki, mimo dokonanych przez nich zbrodni.

Przyznałeś kiedyś, że w pisaniu najważniejsze jest dla ciebie to, aby pisać codziennie. Podkreślasz, że żyjesz opowieścią, starasz się określać różne warianty i zakończenia. Skoro tak, to czy dopuszczasz sytuację, w której to bohaterowie przejmują władanie nad fabułą? Czy jesteś jednak typem twórcy, który trzyma się z góry zaplanowanego przez siebie planu?

Dwa lata temu odpowiedziałbym, że to niemożliwe, by bohaterowie przejęli władanie nad choćby jedną sceną, co dopiero mówić o całej fabule. Teraz jest trochę inaczej. Wciąż przed rozpoczęciem pisania właściwego skrzętnie planuję fabułę, znam zakończenie i prowadzące do niego drogi, ale w obrębie scen daję bohaterom większą swobodę. W tym temacie Hubert Czarny przeciera szlaki swoim następcom. Zależało mi na stworzeniu detektywa myślącego nieszablonowo, więc trudno byłoby z góry narzucić mu pewne zachowania. Na szczęście Hubert okazał się wyrozumiały i ani razu nie zboczył z głównej drogi. To była dla mnie przyjemna odmiana, ale w przyszłości nie planuję dawać bohaterom jeszcze więcej swobody. To nie w moim stylu.

Jesteśmy sumą doświadczeń – spotkań, przeżyć, tekstów kultury, które przyswajamy każdego dnia. Kto jest dla ciebie wzorem w kreśleniu opowieści? Co jakiś czas wspominasz, że Stephen King oddziałuje na ciebie w wyjątkowo wyraźny sposób, szanujesz pracę Anny Kańtoch. Czy na twojej kulturowej mapie pojawiły się jakieś nowe nazwiska, o których warto byłoby wspomnieć?

King oddziałuje na wszystkich, a Anna Kańtoch po wygraniu Nagrody Wielkiego Kalibru też nie schodzi z ust czytelników, więc musiałem poszukać sobie kogoś mniej modnego. Mówiąc poważnie, jestem wielkim fanem Stuarta Turtona. Jego "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" wywarło na mnie takie wrażenie, że zacząłem myśleć o "Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów". Nie chcę porównywać tych dwóch powieści, są zupełnie inne, ale Turton był dla mnie wielką motywacją do stworzenia klastycznego kryminału. Wydany w tym roku "Demon i mroczna toń" również bardzo mi się spodobał, ale w moim odczuciu Turton nie dorównał swojemu debiutowi. Odchodząc trochę od kryminałów, uwielbiam twórczość Jakuba Małeckiego. O ile jako fan literackiej grozy mam nadzieję, że wielu autorów wywodzących się z tego gatunku wróci do korzeni, tak wolę Kubę w obecnym wydaniu.

Nad czym obecnie pracuje Piotr Borlik?

Obecnie pracuję nad czymś bardzo kontrowersyjnym. Jest zdecydowanie za wcześnie, by zdradzać szczegóły, powiem tylko, że będzie to historia pełna symboliki i moralnie trudnych decyzji, a całość dziać się będzie w zamkniętym klasztorze. To jednak melodia przyszłości, teraz skupiam się na "Tajemnicy Wzgórza Trzech Dębów". Uwielbiam czas wyczekiwania na premierę, pierwsze recenzje, rozmowy z czytelnikami i świętowanie z rodziną. Jak przed każdą premierą będzie okolicznościowy tort i dobre wino wieczorem. Chwilowo nie chcę myśleć o kolejnych książkach.

wersja do druku